niedziela, 17 marca 2013

Part 44

Przed wami prawdopodobnie przedostatni rozdział. Zastanowię się jeszcze nad tym... Boże, brak mi słów... Może wy macie coś do powiedzenia?
Wiśnia :)

__________________________________________

- Chyba żartujesz !
Przewróciłam oczami i złapałam go za dłoń. Wzięłam głęboki oddech i rzekłam uspakajającym tonem :
- Całe życie jedziemy na jednym. Nie sądzisz, że czas się rozdzielić, ustatkować? Zacząć typowe, dorosłe życie?
Olaf spuścił głowę, kciukiem gładząc wierzch mojej dłoni. Cicho westchnął.
- Nie wraca do Polski, będzie mieszkała niedaleko, zawsze możesz ją odwiedzić. Nie opuszcza cię na zawsze. - odezwał się Zayn, siedzący obok mnie. Olaf podniósł głowę, a widząc uśmiech Malika, trochę się rozluźnił.
- Ale na razie nie chcę być wujkiem. - palnął bez namysłu mój brat.
Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło, a Zayn i Olaf się zaśmiali. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, więc szybko poszłam je otworzyć. Na tych śmierdzących leni nie można było liczyć.
- Cześć! - szeroko uśmiechnięta, piękna Danielle przekroczyła próg mojego domu i krótko mnie uściskała.
- Dobrze, że jesteś, bo właśnie miałam iść się pakować. - wyszerzyłam się do brunetki, ściągającej kurtkę.
Rzuciła mi krótkie, ale mordercze spojrzenie. Zaśmiałam się i ruszyłam w stronę schodów.
- Dzwoniłaś do Cher? - zapytała Dan, idąca tuż za mną.
- Tak. - odpowiedziałam, wchodząc do mojego pokoju.
- I? - odwróciłam się w stronę brunetki, która na twarzy miała wypisaną pytającą minę.
- Była trochę zła, ale na całe szczęście wyrozumiała. Dopiero w poniedziałek ruszymy z nagraniem.
Danielle westchnęła, ale zaraz uśmiechnęła się życzliwie.
- Jeśli jeszcze dzisiaj chcesz się wyprowadzić, to musimy zacząć to ogarniać. - machnęła ręką w stronę kartonów stojących przy szafie.
- Co racja to racja. - mruknęłam i rozsunęłam drzwi szafy.
- O żesz... Ile ty masz ciuchów! - złapała się za głowę.
Zaśmiałam się krótko i chwyciłam za kilka wieszaków. Położyłam je na łóżku i powoli zaczęłam składać wszystkie sukienki i marynarki. Dan zabrała się za swetry.
- A to co? - zapytała po 15 minutach.
Spojrzałam na nią, zza jednego z kartonów. W dłoni trzymała jakiś papierek, przyglądając się mu z uśmiechem. Podniosłam się z kolan i podeszłam do niej. Podała mi małe zdjęcie. Przypatrzyłam mu się dokładniej.
Przedstawiało mnie i Zayna. Spaliśmy razem na sianie, przytuleni do siebie, uśmiechnięci... Jeszcze wtedy tego nie wiedziałam, ale... zakochani.
- To było wtedy, gdy poprosił mnie, żebym pomogła mu poszukać jego siostry. Wróciłam z randki z Niallem, a on spał na schodach pod moim domem. Zgubiliśmy się gdzieś pod Londynem i spędziliśmy noc w jakiejś stodole. Właściciele nie byli zbyt zadowoleni. - rzekłam, mając ochotę się zaśmiać.
Schowałam zdjęcie do tylnej kieszeni spodni i znów zabrałam się za składanie ciuchów do kartonów.
- To prawda, że nie musicie się już dłużej ukrywać? - zapytała Danielle, siadając na łóżku i chwytając za sweter, który miałam na sobie w tamtą noc.
Pokiwałam głową w potwierdzeniu. Powoli skurcz zaczął łapać moją szczękę od ciągłego uśmiechu.
- A ty? Jak się czujesz? W ogóle, opowiedz mi, jak się oświadczył! Nikt nie chciał mnie wtajemniczyć tak na prawdę. - rzekłam z udawanym smutkiem.
- Poprosił mnie, żebyśmy wyszli do ogrodu, bo jak powiedział, musiał się przewietrzyć. Wszędzie były świece i płatki róż. Nawet w basenie. Było magicznie. Złapał mnie za rękę i poprowadził na drugą stronę ogrodu. Był tam ogromny koszt kwiatów. Wskazał mi miejsce przy płocie i powiedział, że jeśli przeciągnę kosz w tamto miejsce, coś się stanie. Bez namysłu zrobiłam co kazał. Z basenu wypłynęło jakieś małe pudełko. Potem zauważyłam, że płatki kwiatów unoszące się na wodzie, tworzą napis ,,Kocham Cię". Boże, mam ciarki, jak ci o tym mówię! No ale.. wyciągnął pudełeczko, uklęknął na jedno kolano, a ja myślałam, że wykorkuję. Spojrzał na mnie tak jak wtedy, gdy się poznaliśmy. Z taką intrygą i kokieterią. Powiedział... uwierz, zapamiętałam co do słowa. Powiedział ,,Jestem ogromnym szczęściarzem, że mogę tańczyć z tobą w parze każdego dnia. Chciałabyś być moją partnerką do tańca życia już na zawsze?"
Podskoczyłam w miejscu, wydając z siebie cichy pisk. Podeszłam szybko do Danielle i ją uściskałam. Dziewczyna starła z policzka samotną, szczęśliwą łzę i uśmiechnęła się szeroko.
Usłyszałyśmy pukanie, a chwilę potem głowa Zayna zawisła między framugą a drzwiami.
- Mogę? - zapytał, unosząc jedną brew w górę.
- Pewnie. - powiedziałam, podchodząc do niego bliżej, gdy zamknął za sobą drzwi.
- Cześć Dan.
- Cześć Malik.
Obydwoje cwaniacko się do siebie uśmiechali, chwilę też, walczyli na spojrzenia. Zrobiłam pytającą minę, kompletnie nie wiedząc o co chodzi.
- Jadę do siebie, pomogę załadować wszystkie moje rzeczy do ciężarówki i przyjadę tutaj. Będę za jakąś godzinę. - powiedział, patrząc już na mnie - jak zwykle, z uczuciem.
- Ale ja nie dam rady w godzinę! - rzekłam usprawiedliwiającym się tonem.
- Musisz. - chwycił moją twarz w dłonie. - Danielle ci pomoże, dasz radę. - cmoknął mnie krótko i wyszedł, rzucając krótkie ,,Pa!".
Westchnęłam i znów zabrałam się za pakowanie. Tym razem nie ciuchów, a różnych, małych pierdółek. Jakieś ramki ze zdjęciami, budziki (tego było najwięcej!), kosmetyczki, torebki czy tego typu rzeczy.
- A w ogóle... Co to był za wzrok? - zapytałam Dan, już po jakimś czasie, wspominając niedawno zaistniałą sytuację między nią a Zaynem.
- Nie przejmuj się. Nie musisz być zazdrosna. - mrugnęła do mnie okiem.
- Jednak chciałabym wiedzieć. - odburknęłam.
- Po prostu wczoraj w nocy wzięłam go za Liama, było ciemno. - wzruszyła ramionami, wkładając moją biżuterię do kartonu.
- I ? - dopytywałam. Spojrzała na mnie dziwnie.
- Do niczego nie doszło. - uspokoiła mnie. Ale zaraz opuściła wzrok.
Czyli mam do pogadania z Zaynem....

Malik przyjechał do mnie dopiero o 15. Ale i tak nie spakowałam wszystkiego. Latałam po całym domu, nie dawałam spokoju Olafowi, który w ogóle mi nie pomagał, a Danielle tylko się śmiała.
- Chodź już. Zawsze możesz wrócić. - mówił Zayn, stojący w progu.
Kilku ludzi powoli kończyło wynosić już kartony, a ja biegałam cały czas w dresach, z pojedynczymi rzeczami w dłoniach.
- Ale no.. - stanęłam z rozwartymi rękami i machałam głową we wszystkie strony, zastanawiając się co jeszcze.
Mulat podszedł do mnie, zabrał mi prostownicę i łyżkę z rąk, położył na komodzie i chwycił mnie za dłonie.
- Uspokój się w końcu! - zaśmiał się.
 Poczekał chwilę, próbując dotrzeć tym swoim przeszywającym stworzeniem chyba do mojego serca. Tak tak, rozpłynęłam się. Westchnęłam i uśmiechnęłam się do niego delikatnie. Poczekał, aż założę buty, chowając wcześniej trzymane przeze mnie rzeczy do pierwszego lepszego pudła. Olaf cały czas stał oparty o framugę drzwi do salonu. Podeszłam do niego i pogładziłam go po ramieniu, uśmiechając się pocieszająco.
- Dbaj o siebie. - powiedziałam cicho, chowając się w jego ramionach.
- Ty też. - odpowiedział nieco chrapliwym głosem, gładząc mnie po włosach.
Odsunęłam się od niego, posłałam ostatni uśmiech i odwróciłam się do Zayna, stojącego przed wyjściem. Chwycił mnie za dłonie i razem wyszliśmy z domu. Stanęliśmy przed bagażnikiem jego samochodu, wkładając ostatni karton i torbę. Nagle przestałam wszystko widzieć, przed oczami zrobiło mi się po prostu czarno.
- Ej, co jest!
- Shhh... Spokojnie, to konieczne. - uspokoił mnie szeptem. Przeszły mnie ciarki, ale mniejsza o to.
- Zawiązałeś mi przepaskę na oczy, nie czuję się bezpiecznie. - mruknęłam.
Zaśmiał się cicho, pomagając mi wsiąść do auta.
- Ze mną zawsze jesteś bezpieczna. - powiedział, odpalając silnik.
Jechaliśmy 10 minut w ciszy. Postanowiłam ją przerwać, bo gdy nic nie widziałam, nie lubiłam nie rozmawiać.
- Nie wierzę, że to robimy. - rzekłam. Byłam pewna, że na mnie spojrzał.
- Dlaczego? - zapytał ze spokojem.
- To... szalone. Jeszcze wczoraj byłeś z Perrie, a dzisiaj zamieszkasz ze mną.
- Więc o tym myślisz... - mruknął. - Ja się nie przejmuję i chciałbym, żebyś zrobiła to samo. - powiedział, kładąc swoją dłoń na moim udzie.
- No dobrze... - i znów kilka minut ciszy.
- Przyjedziemy, obejrzysz dom i wieczorem zabieram cię na randkę. Taką normalną, zwykłą randkę. - zapowiedział zadowolonym tonem. Zaśmiałam się krótko.
- Skąd wiesz, że się zgodzę?
- Ej ej, bo dzisiaj będziesz spała pod mostem albo w garażu. - wyczułam, że podniósł palec w górę.
Znów salwa śmiechu. Chwilę potem zatrzymał auto, wyłączył silnik, wysiadł i pomógł to samo zrobić mnie. Objął mnie od tyłu w ten sposób, że trzymał mnie za ręce, pomagając iść. Otworzył furtkę i zatrzymał się.
- Gotowa?- zapytał cicho. Moje ciało znów zareagowało na jego głos ciarkami.
- Tak. - odpowiedziałam, siląc się na spokój, chociaż miałam ochotę krzyczeć.
Delikatnie odwiązać przepaskę i ściągnął ją z moich oczu.
- To ma być dom!?

Niall

Uśmiechnąłem się, patrząc na mój nowy dom. Ciężarówka, której kierowcy zapłaciłem chwilę wcześniej, odjechała. Westchnąłem i schyliłem się z zamiarem zabrania ostatniego kartonu - ze szklanymi rzeczami. Jednak coś mi przeszkodziło... lub ktoś.
Dziewczyna, chuda blondynka z lekko kręconymi włosami, nie zauważyła pudła i upadła boleśnie na chodnik. Dało się słyszeć dźwięk tłuczonego szkła. Skrzywiłem się i natychmiast schyliłem się, by pomóc dziewczynie.
- Nic ci nie jest?- zapytałem, gdy przewróciła się na plecy.
W odpowiedzi syknęła w bólu i usiadła, zginając kolano... które krwawiło. Blondynka niemal natychmiast zbladła. Miała na sobie szarą bluzę, krótkie spodenki i buty do biegania.
- Chodź. - objąłem ją od tyłu i powoli pociągnąłem w górę. - Pomogę ci.
Wolnym krokiem zaprowadziłem dziewczynę do domu. Ścieżka była długa i kręta, przechodząca przez ogromny ogród, zajęło to więc sporo czasu. Weszliśmy po schodkach, przeszliśmy przez próg domu i ,znów długa, droga do kuchni, znajdująca się na końcu korytarza. Usadowiłem dziewczynę na krześle i dorwałem się do kartonu, w którym schowałem całą apteczkę.
Starałem się jak najdelikatniej owinąć kolano dziewczyny, jednak co chwilę syczała z bólu.
- Gotowe. - uśmiechnąłem się pocieszająco, patrząc na swoje dzieło.
Byłem poniekąd dumny, bo moje umiejętności medyczne ograniczały się do zera. Awansowałem na wyżyszy poziom!
- Chcesz coś do picia? - zapytałem uprzejmie.
Blondynka w odpowiedzi tylko kiwnęła głową i przetarła się dłonią po czole. Nalałem do szklanki wody i podałem poszkodowanej.
- Dziękuję. - mruknęła, patrząc się w kafelki. Miała charakterystyczny, nieco zachrypnięty głos. Zastanawiałem się, gdzie ukrytą ma tą twardość brzmienia w takim małym ciałku. Była strasznie chuda. Przeszyłem ją dokładnie wzrokiem i nagle serce zaczęło walić jak młotem. Byłem pewny, że się zarumieniłem.
- Poczekasz tu chwilę? Muszę... coś sprawdzić. - powiedziałem nerwowym tonem.
Znów kiwnęła głową. Upewniłem się, że zrozumiała i podniosłem się z kolan. Wyszedłem z kuchni i biegiem puściłem się do łazienki.
Spojrzałem w lustro i sprzedałem sobie dość siarczysty policzek. Przemyłem twarz wodą i wbiłem wzrok w swoje odbicie.
- Nie ma mowy Horan, nie możesz się zakochać, nie teraz... - powiedziałem do siebie.
Przetarłem twarz ręcznikiem i wziąłem głęboki oddech. Wyszedłem z łazienki i stanąłem w progu kuchni. Już miałem otworzyć usta, by coś powiedzieć, ale... Nie było jej.
Zaglądnąłem dosłownie wszędzie. Każde piętro, każdy pokój, ogród... Zniknęła. Ponownie wszedłem do kuchni. Nalałem soku do szklanki i usiadłem przy stole. Dopiero gdy odłożyłem napój zauważyłem, że na blacie leży kartka, na której stała druga, pusta szklanka. Szybkim ruchem dłoni przysunąłem do siebie papier, na którym widniało cienkie, pochyłe pismo.
Zapisała swój numer telefonu i ,,Dziękuję".
Nic więcej. Nawet imienia.

Harry

- To gdzie mnie wieziesz? - zapytała po raz kolejny.
- Po co cały czas pytasz, skoro dokładnie wiesz, że i tak ci nie odpowiem, a jak dojedziemy, to się dowiesz? - powiedziałem wolno składając sylaby.
Megan prychnęła i oparła się o siedzenie. Uśmiechnąłem się zadowolony z siebie, że jestem w stanie utrzeć jej nosa.
- Czekaj... Czy to nie jest ta droga do domu twojej babci? - zapytała, podnosząc się i przyklejając nos do bocznej szyby.
Chwilę potem zaparkowałem auto na podjeździe, który został odnowiony jakiś czas temu. Megan natychmiast wysiadła i z otwartą buzią wpatrywała się w dom, który był niegdyś ruiną. Był.
- Coś ty zrobił!? - zapytała, patrząc na mnie ze zdziwieniem.
Podszedłem do niej od tyłu i przytuliłem ją, kładąc brodę na jej ramieniu.
- Dzień dobry panie Styles! - krzyknął do mnie jeden z robotników, malujący zewnętrzne ściany domu. Odkrzyknąłem to samo, uśmiechając się szeroko.
- Nie jest skończony, więc... Gdzie będziesz mieszkał? - zapytała Megan, patrząc na mnie kątem oka.
- I tak jadę w trasę. Rzeczy mogą zostać w starej wilii.
- A kiedy zamieszkasz tutaj? - dziewczyna odwróciła się do mnie i zarzuciła mi ręce na szyję.
- Dopiero w lipcu. Jak skończymy trasę. Tylko jeszcze nie wiem kiedy dokładnie. Bo jak skończymy, to chcemy sobie zrobić małe wakacje. Nie wiem czy przed nimi czy po nich zamieszkać tutaj. - uśmiechnąłem się do brunetki.
Ona krótko cmoknęła mnie w usta.
- Chodź, przejdziemy się. - powiedziałem cicho i złapałem ją za dłoń.
Ruszyłem w stronę rzeki. Tak jak kiedyś, gdy byłem tu z Ashley, odgarnąłem krzaki i puściłem Megan przodem. Usiedliśmy na starej ławce, obok siebie. Objąłem ją ramieniem i razem wpatrywaliśmy się w fale, które błyszczały się przez pierwsze, wiosenne promienie słońca.
Sytuacja, która była pomiędzy mną a Megan nabrała rozpędu i sensu dopiero wczoraj. Kiedy dzięki Cherry brunetka mogła uwolnić się od brata, wyrazić swoje zdanie, postawić się. Przez te kilka miesięcy od kiedy się znamy robiliśmy wszystko, by spotkać się w tajemnicy przed Adrianem. Czasami się nie udawało. Ale uczucie wzmacniało się z każdym dniem. Dlatego ...
- Jestem pewien, że muszę ci to powiedzieć. Że mogę, z czystym sumieniem to przyznać. Potrzebuję cię. Jesteś tą osobą, która dołączając do mnie, sprawiła, że razem tworzymy jedną, idealną całość. Nauczyłaś mnie być silnym, choć bez ciebie jestem tylko bezbronnym chłopcem. Sprawiasz, że jestem szczęśliwy. Wypełniasz mnie wszystkimi pozytywnymi emocjami... Kocham Cię. - mówiłem wolno i być może niezdarnie, ale... czy to nie wartość słów jest ważna?
Megan spojrzała na mnie.. z uśmiechem. Myślałem, że będzie zaskoczona. Dlatego popatrzyłem na nią z małym zdumieniem.
- Nie chcę kopiować twoich słów i wiem, że zabrzmi to teraz płytko i sztucznie, jeśli powiem, że mogłabym powiedzieć to w taki sam sposób. Ja też cię kocham Harry. - powiedziała cichym, ale pewnym siebie głosem.
Nie musiałem dłużej czekać. Oboje nachyliliśmy się do siebie i złączyliśmy nasze usta. A gdzieś nad nami, jakiś ptaszek radośnie zaćwierkał.

Zayn

- To ma być dom?! - powietrze rozdarł zaskoczony krzyk Marty.
Przestraszyła mnie, dlatego podskoczyłem w miejscu. Nagle Cherry wyrwała się z moich ramion i zaczęła chodzić w kółko, z rękami na głowie.
- O Boże, on jest... ale... o matko boska... przecież on.... ja... ale... ty... - jej wypowiedź była totalnie bez ładu i składu. W końcu stanęła na przeciw, wskazując na mnie palcem. - TY!
- Ja. - przedrzeźniłem ją. Choć nadal nie wiedziałem czy jej się podoba i bałem się jej reakcji, uśmiechnąłem się. Marta wzięła głęboki oddech.
- Zayn, ten dom jest cudowny. - powiedziała spokojnym tonem, uśmiechając się miło. Uniosłem brwi w górę.
- Na prawdę? Podoba ci się? - zapytałem podejrzliwie.
- No pewnie! - odpowiedziała trochę głośniej, przytulając się do mojego boku, tak, że staliśmy objęci, spoglądając na nasz nowy dom. Moim zdaniem, był nieziemski.
Chwyciłem Martę za dłoń i krętą ścieżką ruszyliśmy w stronę drzwi wejściowych. Wspięliśmy się po schodkach, a ja wyciągnąłem klucz z kieszeni spodni. Otworzyłem drzwi i schowałem metal z powrotem do kieszeni. Chwyciłem za klamkę i pociągnąłem. 
- O mój święty Jezusie... - Marta zakryła twarz dłońmi. 
Zaśmiałem się cicho i stanąłem za nią. Nim zdążyła się odwrócić, chwyciłem ją za nogi i już była u mnie na rękach. Objęła ramieniem moją szyję i spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Moment jak z filmu. - powiedziała cicho.
- Moment in time, I'll find the words to say, before you leave me today. - zanuciłem cicho i przeszedłem przez próg domu.
Marta zeskoczyła mi z ramion, zamknęła drzwi i stanęła bardzo blisko mnie. Pogłaskała dłonią mój policzek, patrząc głęboko w moje oczy. Nie mogłem się nie uśmiechnąć. Poczułem nawet przyjemne dreszcze i... dziwne łaskotanie w brzuchu.
- Kocham Cię. - wyszeptała.
- I won't let these little things slip out of my mouth, but if I do it's you, oh it's you they add up to, I'm in love with you and all these little things. - ponownie zanuciłem.
Później złączyliśmy nasze usta w delikatnym pocałunku. A w moich uszach brzmiał tylko jej melodyjny śmiech.


sobota, 2 marca 2013

Part 43

Hello !
Bardzooo, ale to bardzo was przepraszam, za to, że tyle czekałyście. Żeby znów wpisać się w wasze łaski ten rozdział jest dość długi. Nudny, ale długi.
TMH Tour się zaczęła! Harry dostał butem w przyjaciela, Zayn i Niall płakali podczas Little Things, a Lou mówi ,,Cześć" KLIK ! Chłopcy mają moc, a moje pragnienie zobaczenia ich powoli mnie przerasta!
Zayn
Niall
HUG
Dodałam ankietę, bo jak się domyślacie, napiszę nowe opowiadanie. Nieco krótsze i o trochę innym charakterze. Ale do tego jeszcze dużo czasu.. :)
I na koniec mam takie małe pytanko.. Mogłybyście dodać w komentarzu, skąd przybywacie? To znaczy gdzie natknęłyście się na bloga. Może ktoś jest od Oli, może ktoś jest moją ofiarą, którą męczyłam długo, a może po prostu przez przypadek? Baaardzo was o to proszę - potrzebuję teraz waszego wsparcia, a nawet gdy zobaczę krótki komentarz typu ,,Jestem od Oli!" to i tak będę skakać, bo zostawicie tu swój ślad.
I jeszcze jedno pytanie wpadło mi do głowy - Ile chcecie rozdziałów? :)
No nic... Miłego czytania!
Wiśnia :)
__________________________________________________

- To jest chore. - mruknął Zayn, chodząc w kółko od ponad 5 minut.
- Czego ona w ogóle chce? - zapytał Niall, który opierając się o jedną ze ścian, żuł czekoladowego batona.
Louis, który stał z rękami splecionymi na klatce piersiowej i od dłuższej chwili się nie odzywał, rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie. W pokoju była przecież Cher.
- Jedźmy do domu, tam o tym pomyślimy. - zaproponował spokojnym tonem Harry.
- Może najpierw wytłumaczycie mi, o co w tym wszystkim chodzi ? - zmarszczyła brwi Lloyd, obracając krzesło w stronę Louisa.
- Nie czas na wyjaśnienia, a z resztą nie możemy. Wybacz Cher. - Zayn uśmiechnął się sztucznie, puścił jej oko, a następnie chwytając mnie za dłoń, wyszedł z pomieszczenia. Poczułam do niego ogromny przypływ wdzięczności.
Za nami powlekli się chłopcy. Panowało niemal złowieszcze milczenie, które uchwycone za pomocą kamery, na pewno wywołało by gęsią skórkę. Szłam, ciągnięta przez Zayna, gapiąc się na swoje buty i myśląc... Może wyjazd do Polski byłby dobrym rozwiązaniem?
- Sztuczne uśmiechy. - powiedział półgębkiem Malik, idący tuż obok mnie, kiedy wychodziliśmy ze studia. Spojrzał znacząco na Harrego, który przybrawszy nieszczery uśmiech, zbliżył się do mnie, udając, że coś go bawi. Zayn szybko puścił moją dłoń, nie obdarzając mnie nawet spojrzeniem. Przekroczyliśmy bramę, idąc w stronę czarnego vana chłopców, gdy zza samochodu wyskoczyło kilka osób z aparatem. Szybko wskoczyliśmy do auta. Usadowiłam się na tylnym siedzeniu między Louisem a Niallem. Harry prowadził. Tępo wpatrywałam się w swoje brązowe, zamszowe buty, gdy każdy z chłopców podawał swoje argumenty. Tomlinson prawdopodobnie z nudów co chwilę szturchał mnie ramieniem, co zaczynało być irytujące i było powodem dla którego przybliżałam się do Horana. Ten z kolei cały czas mlaskał, obżerając się różnymi rodzajami batonów. I tak całą drogę...

- Mam dość tych spekulacji, zróbmy jakąś imprezę, napijmy się i wstańmy z kacem, przeklinając, jak bardzo głupi byliśmy. - mruknął Harry, zamykając drzwi. Wchodził do domu jako ostatni.
- A ty co tu robisz? - zapytał Zayn, wchodząc do salonu. Wystraszeni, szybko poszliśmy w jego stronę. Z kanapy właśnie wstawał Liam.
- Danielle pojechała na próbę, a ja nie wytrzymywałem sam w nowym domu pełnym kartonów, a wciąż mam klucze, więc... - powiedział.
- Czyli już się stęskniłeś? - zapytał Louis, a Liam obdarzył go zabawnie wyglądającym spojrzeniem.
- Właściwie to mam pomysł, co do słów Harrego. Ale musicie mi pomóc. - Payne splótł ręce na klatce piersiowej.
- Drużyna do usług! - wykrzyknął Horan, podskakując w miejscu i unosząc zaciśniętą pięść w górę. Oparłam się o framugę drzwi, spokojnie czekając na to, co powie Leeum.
- Przede wszystkim potrzebuję w tym kobiecej ręki. - tu chłopak skinął głową na mnie. Otworzyłam oczy ze szczerego, ale miłego zdumienia.
Niall zawiedziony opuścił ręce, zgarbił się, odwrócił się na pięcie i odszedł do kuchni. Louis bąknął coś o potrzebie i natychmiast wyszedł, a Harry wyciągnął telefon, przyłożył go do ucha i mówiąc ,,Nie, nie przeszkadzasz" poszedł na górę. Zayn natomiast wygodnie rozsiadł się na kanapie. Zajęłam miejsce obok niego i spojrzałam z wyczekiwaniem na Liama. Dodał sobie otuchy, klaszcząc cicho w dłonie.
- Chciałbym oświadczyć się Danielle. - powiedział na wdechu.
Podskoczyłam z radości w miejscu, uderzając przypadkowo łokciem Zayna w szyję. Wstałam i rzuciłam się w ramiona Payne'a, a Mulat głaskał się po zaczerwienionej skórze z krzywą miną.
- Liam, nawet nie wiesz jak się cieszę !
- Cieszyć to będziemy się dopiero jak się zgodzi. Problem w tym, że nie mam pomysłu. - mruknął zawiedziony, gdy rozluźniłam uścisk.
Na mojej twarzy pojawił się niewielki grymas i znów usiadłam obok Malika, wytężając umysł.
- Ale ja mam. - powiedział po chwili Zayn z uśmiechem szaleńca, wpatrując się w podłogę.
A Liamowi zabłysnęły oczy.


- No powiedz mi, przecież tak ładnie proszę. - po raz kolejny w ciągu ostatniej godziny siedziałam nad uchem Zayna i marudziłam mu w związku z oświadczynami Liama - nie chcieli mi powiedzieć, na czym by to dokładnie polegało. A Malik kolejny raz przewrócił oczami.
- Mówiłem ci. On nie chce czekać. Chce to zrobić dzisiaj i czuje się gotowy. Po co w to wnikać? - zapytał, opierając głowę na dłoni.
Siedział na skraju łóżka, wpatrując się w zdjęcia, wiszące na ścianie. Ja siedziałam obok niego w pozycji niemal półleżącej, głaskając go po plecach.
- Ale będzie romantycznie? - zapytałam, wychylając się trochę do przodu, by móc spojrzeć na jego twarz. Ułatwił mi to i obrócił głowę w moją stronę. Pstryknął mi w nos i cicho się zaśmiał.
- Będzie, możesz być spokojna. - powiedział głębokim głosem.
Wpatrywaliśmy się w siebie dobre 5 minut. W jego oczach łatwo było rozpoznać, że nie wszystko jest w porządku. Coś go gryzło. Ale nie chciałam się w to wgłębiać. Nie dzisiaj. Nie chciałam popsuć mu dnia głupio-poważną gadką, choć wciąż nasza ostatnia poważna rozmowa dźwięczała mi w głowie. Więc może...
- Mam pomysł. - powiedziałam i zeskoczyłam z łóżka.
Zayn popatrzył na mnie jak na wariatkę, ale ja w następnej chwili już pukałam do drzwi pokoju Irlandczyka. Usłyszałam ciche ,,proszę", pchnęłam drzwi i weszłam. Niall siedział na swoim łóżku, z zieloną pościelą. Na kolanach miał laptopa, minę bardzo zaciętą, a obok leżała gitara.
Odłożył komputer w ten sposób, że widziałam jego ekran, a sam Horan popatrzył na mnie wyczekująco.
- Nie przeszkadzam? - zapytałam nieśmiało, splatając ręce za sobą.
- Nie, ani trochę, czytałem trochę horoskopów. - mruknął i otworzył wcześniej zminimalizowaną przeglądarkę, udowadniając mi, że rzeczywiście tak było.
Weszłam głębiej i stanęłam obok łóżka.
- Co piszą dla skorpiona? - zapytałam, zerkając na niego co chwilę. Horan kliknął kilkakrotnie, a później zaczął czytać.
- Saturn przebywający w twoim znaku odbiera opozycję od Księżyca i kwadraturę do Wenus. To układ pogarszający możliwość budowania dobrych relacji z otoczeniem. Jakieś napięcia, lub czyjeś zachowanie może wytrącić Cię z równowagi. Nabierz dystansu i wycisz się. - zakończył z brwiami uniesionymi w górę. - Nie zbliżaj się do mnie dzisiaj. - wyciągnął w moją stronę płaską dłoń. Zaśmiałam się cicho.
- A koziorożec? - i kolejne kilka stuknięć o klawiaturę.
- Skoncentruj się na sprawach uczuciowych. Spędź miło czas z ukochaną osobą. Spraw małą niespodziankę. Ale uważaj. Ktoś, kogo się nie spodziewasz, a za kim tęskniłeś, nieoczekiwanie wróci. Skończy się to niekoniecznie miłą wizytą. - skończył i popatrzył na mnie. Zacisnęłam wargi w bezradnym uśmiechu.
- Dzięki... - rzekłam, a sekundę później Niall, uprzednio odkładając laptopa, zeskoczył z łóżka.
Stanął na przeciwko mnie w sporej, jak na ten pokój, odległości. Głośno wypuścił powietrze z ust, a ja zmarszczyłam czoło. Już otwierałam buzię, by spytać, czy wszystko w porządku, ale blondyn mnie uprzedził.
- Chciałem cię przeprosić. - powiedział dość szybko, niepewnym głosem. Znów zrobiłam tą samą minę, a on znów mnie wyprzedził. - I to by było na tyle, bo nie jestem typem osoby, która dobrze potrafi dobrać słowa, a ty jesteś inteligenta, więc domyślasz się za co cię przepraszam i co chciałbym jeszcze dopowiedzieć, jednak nie potrafię. Wiem, że mnie rozumiesz. - uśmiechnął się nieśmiało, wkładając dłonie do tylnej kieszeni dżinsów. Z dołu zaczęła grać muzyka.
Najpierw na moją twarz wtargnęło się ogromne zdumienie. Towarzyszyło temu dziwne ukucie w okolicach wątroby. Niall zrobił niepewny krok w moją stronę, choć wyglądało to, jakby miał ochotę się cofnąć, gdyby nie fakt, że ja również zrobiłam krok do przodu. Później wszystko przebiegło dość szybko. Uśmiechnęłam się szczerze i już za chwilę tkwiłam w jego ramionach, przytulając go po przyjacielsku. On, najmocniej, ale jednocześnie najczulej jak potrafił, odwzajemnił uścisk. Odsunął się na długość ramion, cały czas się uśmiechając. Kiwnął głową, bo ja znów otworzyłam buzię.
- Musimy trochę nadrobić, mam rację? - zapytałam miłym tonem. Niall przewrócił oczyma.
- Dlaczego do cholery zabierasz mi słowa z języka? - udawał groźnego. Zaśmialiśmy się cicho.
- Przede wszystkim... zostajesz w zespole? - spytałam. Cały czas trwaliśmy w jako takich objęciach. Blondyn spuścił głowę.
- Nie długo się dowiesz. - puścił mi oczko, gdy jego głowa powędrowała wyżej.
- Ta głupia niecierpliwość. - przewróciłam oczami. - A... mogę pożyczyć gitarę? - zrobiłam proszącą minę.
- Jasne! - wypuścił mnie z objęć i wskazał ręką na instrumenty oparte o ścianę.
Wzięłam do ręki brązową gitarę i stanęłam na przeciw Nialla.
- Dziękuję. - powiedziałam, uśmiechając się lekko i dotykając jego ramienia.
Nagle usłyszeliśmy głośne odchrząknięcie, więc szybko odwróciliśmy się w stronę drzwi. W progu stał Zayn, z rękami splecionymi na klatce piersiowej.
- Pójdę pomóc Liamowi. - zadeklarował spokojnym tonem Nialler.
Minął Malika, który nie spuszczał z niego wzroku, a kiedy blondyn wyszedł, Zayn spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się pokrzepiająco, unosząc gitarę w górę.
- Pomyślałam, że...
- Muszę się spakować. - przerwał mi, ucierając mi przy tym nosa, jak starzec małemu dziecku.
Opuściłam instrument i niewinnie powlekłam się do pokoju Malika.
- Marta.. - usłyszałam jego głos, gdy zamknął za mną drzwi.
Leniwie położyłam gitarę obok łóżka i odwróciłam się ze stoickim spokojem do bruneta. Ten podszedł do mnie i przejechał po moim policzku palcami. Na jego twarzy błądził delikatny uśmiech.
- Na prawdę chcę, żebyś już ze mną zamieszkała. Zależy mi na tym. - powiedział cicho.
Westchnęłam i starałam się przywołać na twarz choć mały uśmiech. Będę tego żałować czy nie... spróbować trzeba. Najwyżej wrócę do Olafa z podkulonym ogonem. Lub zabłądzę gdzieś na strychu i nikt mnie nie znajdzie... Ale z drugiej strony... Czemu od razu widzę to źle?
- No dobrze. Więc przenieś przeprowadzkę o jeden dzień. Dzisiaj nie dam rady się spakować. - rzekłam z udawaną markotną miną.
Przez moment wydawało mi się, że Zayn pisnął. Później złapał mnie w talii i okręcił w miejscu. Ja, tak samo jak on, śmiałam się w niebo głosy.W końcu postawił mnie na nogi. Złapał moją twarz w dłonie i dał słodkiego buziaka. Jeszcze nigdy nie widziałam go tak uśmiechniętego.
- A zarząd? Nie będzie się wściekał? - zapytałam, poprawiając jego grzywkę jednym ruchem ręki.
- Postanowiłem, że nie chcę dłużej udawać. Nie obchodzi mnie ich zdanie, nie będę dłużej robił z siebie głupka przed mediami z Perrie. - wyrzucił z siebie. - Kocham Cię i nie chcę tego ukrywać.
Spuściłam wzrok i pomyślałam gorączkowo przez chwilę. Czy właśnie nadszedł ten moment, w którym powinnam zepsuć mu wieczór ponurą gadką?
- Coś nie tak? - zapytał strapiony, łapiąc na mój podbródek i podnosząc moją głowę. Uśmiechnęłam się, widząc jego czekoladowe, słodkie tęczówki.
- Mam tylko nadzieję, że wszystko będzie dobrze. - powiedziałam cicho. - Chodź, pomożemy Liamowi... - mruknęłam i wyminęłam mulata. Ten jednak, złapał mnie za rękę i znów wylądowałam z powrotem w jego ramionach, patrząc na jego idealną twarz.
- Wiem, że nie o to chodziło. Spokojnie, powiedz to, o czym myślisz. Nie zepsujesz mi wieczoru. Na pewno nie ty. - powiedział, uśmiechając się pogodnie. JAK mógł pomyśleć o tym samym? Nasze porozumiewanie się bez słów osiągnęło kolejny poziom.
- Ostatnio jesteś nieswój... Błądzisz gdzieś myślami, jesteś ponury, nie uśmiechasz się, nie cieszysz się życiem... Jakby coś... jakaś cząstka w twoim organizmie odpowiedzialna za pobieranie szczęścia umarła.. Przez to myślę, że może ja robię coś nie tak... - spojrzałam mu ukradkowo w oczy.
Najpierw kryło się w nich przerażenie, jakby został nakryty na czymś na prawdę niestosownym. Potem, co mnie zaskoczyło, uśmiechnął się. Otoczył moją szyję ramionami i przyciągnął mnie do siebie bliżej, przytulając mnie mocno.
- Oj głuptasie. Po prostu martwi mnie ta sytuacja z Karoline. Cały czas o tym myślę. Że zostawiam cię bez opieki w Londynie, bawiąc się w trasie, podczas gdy tobie może się coś stać. No i jeszcze ta Perrie.. Męczy mnie to, że jesteś daleko, że nie mam cię przy sobie, a muszę publicznie obściskiwać tą ... no. Jestem dżentelmenem, nie będę obrażał kobiet, ale ta już przesadza. - powiedział, a ja zachichotałam cicho. Z każdym słowem jego głęboki głos mnie uspokajał. - Widocznie jestem słabym aktorem. Nie potrafię ukryć jakiegokolwiek uczucia przed tobą. - rozluźnił uścisk i spojrzał mi w oczy przekonująco.
Czułam, że nie powiedział mi wszystkiego... Albo zmieniam się w jakąś hipokrytkę. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- To wszystko się niedługo skończy. I nie martw się o mnie. Mam tu swoich osobistych ochroniarzy. - powiedziałam wesoło, a on uniósł brwi w górę w pytającej minie. Uniosłam prawą pięść w górę. - Poznaj Helenę. - uniosłam lewą pięść w górę. - I Mariolę.
Zayn wybuchnął śmiechem.
- Już im ufam. Imiona mówią wszystko. - mówił, wciąż się śmiejąc. - A tak swoją drogą... Pogodziłaś się z Niallem? - zapytał, już bez uśmiechu.
 Kiwnęłam głową w odpowiedzi.
- To dobrze. Może ty przekonasz go, żeby został... - mruknął. - Choć tak na prawdę, jestem odrobinę zazdrosny.
Usłyszeliśmy krzyk Liama z dołu. Cmoknęłam szybko Zayna w usta i splatając nasze dłonie razem, zeszliśmy na dół. Gdy zobaczyliśmy, że właśnie do domu wchodzi kilkanaście ludzi, natychmiast się rozdzieliliśmy. Podeszłam do Payne'a, a Zayn poszedł do salonu. Wnosili właśnie tace zakryte folią aluminiową - ludzie z bufetu.
- Szybka organizacja. - powiedziałam a Liam uśmiechnął się cwaniacko. - Nie romantyczniej było by to zrobić.. no nie wiem... w jakimś uroczym miejscu, bezludnym że tak powiem albo... w Paryżu? - zapytałam, splatając ręce za sobą. Leeum popatrzył na mnie z przerażeniem.
- Nie mieszaj mu! To, ze ty tak chcesz, to nie znaczy, że on tak ma robić. - walnął mnie w ramię Harry i do tego ten chamski ton. Zmyłka - uśmiechał się. Przewróciłam oczami.
- A Megan gdzie zgubiłeś? - zapytałam, marszcząc czoło. Styles westchnął.
- Adrian nie pozwolił jej przyjechać. - powiedział powoli.
- Żartujesz?- spytałam oburzona. Harry pokręcił głową w zaprzeczeniu. Tego już za wiele.
Szybkim krokiem poszłam do kuchni. Tak jak oczekiwałam, był tam Niall.
- Weź kanapkę na drogę i ubieraj się. Pomożesz mi. - rzuciłam szybko, nie zważając na jego zdumioną minę. Odwróciłam się i poszłam po kurtkę. Już wiosenną, bo było w miarę ciepło. Nialler powlókł się za mną, trzymając jakąś bułkę w dłoni. Liam, który cały czas stał w drzwiach i przyjmował gości, popatrzył na mnie zdziwiony.
- A ty gdzie? Myślałem, że mi pomożesz. Danielle już przyszła...
- Muszę coś załatwić. Będę za maks pół godziny. Obiecałam to obiecałam. Pomogę ci. - złapałam go za policzek dwoma palcami i ścisnęłam.
- A ... Wsiepypałeź płątki do basenoeuu? - zapytał Niall, przeżuwając jedzenie.
Liam zerwał się szybko i pobiegł na górę, znikając nam z oczu. Popatrzyliśmy z Horanem na siebie i wzruszyliśmy ramionami.
Minęliśmy kilka osób przed willą i wsiedliśmy do samochodu Nialla. Skończył już przeżuwać, włożył kluczyk do stacyjki i delikatnie przekręcił. Silnik zawarczał a po chwili jechaliśmy za kilkoma autami w centrum Londynu.
- Czemu wzięłaś mnie? - zapytał dość zdawkowym tonem.
- Nie mogę jeszcze za bardzo pokazywać się z Zaynem, nie chciałam jechać z Harrym, bo doszło by jeszcze do czegoś. Adrian ma gorącą krew. A Liam i Lou byli zajęci. - odpowiedziałam płynnie.
- Ja też byłem zajęty! Jadłem! - Nialler wskazał ręką na siebie. Roześmiałam się na jego słowa.
- Jedziesz ze mną w słusznej sprawie. Przy okazji trochę nadrobimy. I lepiej teraz, bo wracać nie będziemy sami. - powiedziałam, pisząc przy okazji sms do Megan, by ładnie się ubrała.
- Ok ok... - mruknął, udawanym, zawiedzionym tonem.. Sprzedałam mu kuksańca w bok i znów uśmiechy. - Więc... Co u ciebie? - ledwo co wypowiedział ostatnie słowo, bo znowu zaczęliśmy się śmiać.
- A w porządku, a u Ciebie co słychać? - starałam się mówić z irlandzkim akcentem.
- A no wiesz... Przeprowadzam się, całkiem niedaleko Zayna i szczerze mówiąc nie mogę doczekać się koncertu w Polsce, no wiesz no wiesz. - mówił polskim akcentem! Dziwnie przedłużał samogłoski i machał dłonią jak jakiś... pan o innej orientacji niż zwykle. Po prostu - było śmiesznie.
- A co z zespołem? Powiesz mi w końcu? - zapytałam, przegryzając wargę.
Niall spoważniał i westchnął. Wtedy zatrzymaliśmy się pod domem Adriana i Megan. Wyłączył silnik i rozpiął pas, ale nadal siedział na swoim miejscu. Wzrok wbił w swoje kościste kolana. Uśmiechnął się pod nosem i powoli podniósł wzrok na mnie.
- Zostanę. - powiedział cicho.
Uśmiechnęłam się szeroko, rozpięłam szybko pas i zarzuciłam mu ręce na szyję, przytulając go mocno. I znów poczułam jego perfumy, których nie czułam od tak dawna. Wróciłam na swoje miejsce, wzdychając z zadowolenia. Niall cały czas się uśmiechał.
Wyszliśmy z samochodu i ruszyliśmy w stronę drzwi domu. Zapukałam, z każdą sekundą nabierając wściekłości. Nawet ten radosny moment sprzed kilku chwil nie zadziałał łagodząco. W końcu otworzył mi Adrian. Na początku, gdy mnie zobaczył uśmiechał się, ale gdy zobaczył mnie ze złością na twarzy, mina mu zrzedła. Przekroczyłam szybkim krokiem próg, za mną wszedł Niall.
- Gdzie jest Megan? - zapytałam, odwracając się do niego. No dobra dobra.. Warknęłam. Brunet zmarszczył czoło. - Megan ! - krzyknęłam w stronę schodów.
- Ona nigdzie nie pojedzie. Na pewno nie do niego. - powiedział Adrian zbuntowanym tonem, splatając ręce na piersi.
Podeszłam do niego i palcem zaczęłam mu w tą pierś walić.
- Ty nie masz nic do gadania. Jest dorosła, może robić co chce. TYM BARDZIEJ umawiać się z kim chce. - warknęłam... znów.
- Ale...
- Przestań być takim cholernym egoistą! Nie widzisz, że Harremu zależy? Że ją kocha, jak nikt inny? - zapytałam dobitnym tonem, zabierając rękę. Rzuciłam mu gardzące spojrzenie.
- Co ty powiedziałaś? - usłyszałam głos Megan. Stała z kurtką w ręce, na trzecim schodku, wpatrując się tępo we mnie.
- Nie stój tak, tylko chodź! - rzuciłam, nie porzucając wcześniejszego tonu. - Niech pan egoista kisi się sam. - spojrzałam na Adriana z mściwością, ale i satysfakcją.
Megan zarzuciła kurtkę na swoją niebieską koszulę i czym prędzej wyszła z domu. Niall skinął na mnie i na Adriana głową i również wyszedł.
- Pozwól jej być szczęśliwą. To, że ty nie jesteś, nie znaczy, że ona też musi. - rzekłam dziwnie spokojnym tonem. Nie czekając na jego odpowiedź, przekroczyłam próg.
- Nie ufam mu. Tylko tyle... - mruknął.
- To już twój problem, ale zaczynasz przesadzać. - rzuciłam na odchodne i chwilę potem, wsiadłam do samochodu.

Zayn

- Widziałeś Martę? - zapytałem Harrego, który nie wiedzieć czemu, siedział przygnębiony na schodach, gapiąc się w drzwi.
- Pojechała po Megan. Kocham twoją dziewczynę. - uśmiechnął się do mnie miło.
- Co ty powiedziałeś? - spytałem ostrym tonem.
- Jak siostrę ! - wytłumaczył się natychmiast, unosząc ręce w niewinnym geście.
Wypuściłem głośno powietrze z płuc i usiadłem obok niego.
- Masz do niej poważne plany, prawda? Tak jak Liam do Danielle... - Hazza cały czas wlepiał we mnie swoje oczy. Uśmiechnąłem się na jego słowa.
- Plany są. Ale nie wiem, jak to wszystko się potoczy. - spuściłem głowę i złapałem się za kark.
- Masz wątpliwości? - zapytał zaskoczony.
- Co do uczuć nie. Ale dzieje się tyle rzeczy.. Cały czas wchodzi nam coś pod nogi...
Wówczas ktoś zapukał do drzwi. Harry spojrzał na mnie znacząco i skinął głową. Podniosłem się leniwie i ruszyłem do drzwi. To, lub raczej.. Kto za nimi stał, wprawiło mnie w ogromne osłupienie
- Cześć królewiczu.
Emma, żywa Emma stała z wyniosłą i pewną siebie miną z rękami wspartymi na biodrach. Zielono-niebieska koszula z ogromnymi ćwiekami na kołnierzyku, czarna skóra, szare rurki i wysokie, również czarne i również nadziewane ćwiekami, szpilki. Nie uśmiechała się. Przynajmniej nie szczerze. Jej oczy, przykryte do połowy ciężkimi powiekami i długimi rzęsami, błyszczały się jak zazwyczaj. I włosy. Idealnie natapirowane, długie blond włosy. Wyglądała świetnie. Była taka, jaką ją zapamiętałem. Z pogardą wypisaną na twarzy.
Za nią stała Cassie i Karoline.
Emma przyjrzała mi się uważnie, a potem bez skrupułów przeszła przez próg. Za nią jej koleżanki. Spojrzałem na nią zaskoczony i zamknąłem drzwi. Harry natychmiast podniósł się i podszedł do mnie.
- Co tu robisz? - zapytałem, jak niechcianego gościa.
- Już chcesz mnie wygonić? - zapytała, udając słodki głos, jak zwykle, kiedy czegoś chciała.
- Czego chcesz? - znów niemiły ton z mojej strony...
- Rozluźnij się, nie zamierzamy nikogo zabić. Przyszłam pogadać. Wyjaśnić kilka spraw. Macie tu.. w tym domu... - tu ogarnęła spojrzeniem cały korytarz, zachowując gardzącą nutkę na twarzy. - Jakieś spokojne miejsce? - machnęła wachlarzem rzęs. Muzyka rozbrzmiała jeszcze głośniej.
Spojrzałem na Harrego, który był przerażony, ale jednak, zachowywał powagę i pewność siebie. Pozornie.
- Idź do mnie. Przytrzymam ją, jak przyjedzie. - mrugnął do mnie okiem. Skinąłem głową w podziękowaniu i wskazałem ręką na schody. Emma zarzuciła włosami i ruszyła na górę.
- No.. Co tam u ciebie Harry? - usłyszałem pytanie Karoline, gdy wchodziłem do pokoju Stylesa.
Zatrzasnąłem drzwi i usiadłem na łóżku. Blondynka rozglądała się po pokoju ze zmarszczonym nosem. Później westchnęła i zgarnęła miękki fotel Harrego. Spojrzała na mnie i nieco się zmieszała. Poprawka : Ona nigdy nie potrafiła okazać choć chwili braku pewności siebie. Wyglądało to raczej na małe oburzenie na to, że ktoś śmie się jej przyglądać przez więcej niż sekundę. Już otwierała buzię, żeby coś powiedzieć, ale jej przerwałem.
- Nie nie. - uniosłem dłoń. - Najpierw ty mi wszystko wyjaśnij. Dlaczego uciekłaś, dlaczego chciałaś zabić Martę i dlaczego wróciłaś. - splotłem moje ręce razem i spojrzałem na nią wyczekująco. Uniosła brew w górę.
- No dobrze. - mruknęła i założyła nogę na nogę. - Jak ty to powiedziałeś.. Uciekłam, bo miałam dość Londynu i faktu, że z dnia na dzień oddalaliśmy się od siebie. Tęskniłam z dnia na dzień coraz bardziej i bardziej, a kiedy wróciłeś z trasy, byłeś jakiś inny. Zmartwiło mnie to i szukałam tylko okazji na odreagowanie. Dowiedziałam się, od mojego kuzyna, że przypadkowo poznałeś pewną dziewczynę. Zainteresowało mnie to, dlatego postanowiłam, że ułatwię jej trochę życie. Skoro miałam odejść, musiałam załatwić ci kogoś, kim byś się zajął, kiedy zniknę. Była idealna. Nawet odrobinę do mnie podobna. Poszłam do akademii teatralnej, do mojego wujka, który był jej profesorem. Sprzedałam mu bajeczkę, że wiem o niej sporo i że zasługuje na specjalną szansę. W tym samym czasie poznałam Olafa. Perfekcyjnie trafił w czasie. Wypiłam trochę za dużo i wszystko skończyło się w łóżku. Później brzuch nie dawał mi żyć. Ciężko było mi też oddychać. Myślałam, że jestem w ciąży. Na następny dzień zemdlałam, a Karoline zawiozła mnie do szpitala. Okazało się, że mam problemy z nerkami i prawym płucem. Konieczny był przeszczep. Ale byłeś tam i widziałeś. A ja nie mogłam patrzeć na to, jak się zamartwiasz i jak cierpisz. Musiałam ci powiedzieć o zdradzie. Olaf nic dla mnie nie znaczył, więc łatwo się go pozbyłam.Więc jakoś wyszłam z tego cało. Później musiałam usunąć się z twojego życia, bo widziałam, jak się zakochujesz. Jeszcze później była chwilówka z Harrym i Adrianem. Nic nie poradzę na to, że się we mnie zadurzyli. Ich też się pozbyłam.
Wyjechałam do Miami, zostawiając na czatach Cassie i Karoline. Dostarczały mi wszystkie informacje. Cassie nienawidziła Cherry, bo sądziła, że jest faworyzowana. Zazdrościła jej, tak na prawdę. Karoline za to, miała jakieś urazy z dzieciństwa co do Marty. Nie wiem o co chodziło, obchodziło mnie tylko to, że jest po mojej stronie. W końcu sytuacja zaczęła się wymykać z pod kontroli. Uświadomiłam sobie, że to był błąd. Musiałam cię odzyskać. Dlatego kazałam Karoline udzielić wywiadu, oczerniającego Martę. Kazałam też Cassie zbliżyć się do ciebie. Musiałam ją zniszczyć, wyeliminować. Przeszkadzała mi. Dlatego pojawił się ten plan... Żeby ją zabić. Dlaczego tak drastycznie? Nie wiem, musiałam mieć pewność, że będziesz sam. Pojawiła się w mediach informacja, że masz inną. I to ona była przez jakiś czas celem, dopóki Karoline wszystkiego mi nie powiedziała. Że się ukrywacie, a związek z Edwards to tylko kłamstewko. Wróciłam i zobaczyłam, że.. Świetnie radzisz sobie beze mnie. W pewnej chwili mnie to ucieszyło, ale w drugiej - zabolało. Długo nad tym myślałam. I doszłam do wniosku, że zostawię wszystko tak, jak jest. Możesz być spokojny. Zostawię ciebie i Cherry w spokoju. Żyjcie swoim życiem. Widzę, jak szczęśliwy jesteś. To ważne dla mnie. - spojrzała na mnie znacząco i... uśmiechnęła się.
Sam nie wierzyłem, że to co mówi, było prawdą. Ale mogłem poznać, że była wiarygodna. Uwierzyłem.
- A teraz... znikniesz? - zapytałem, dość drżącym głosem. Nie mogłem się opanować po jej monologu.
- Sama nie wiem. Chyba tak. Mam jeszcze kilka nieskończonych spraw w Londynie, a później... Chyba wrócę do Miami. - oparła się wygodnie w fotelu.
Westchnąłem i położyłem się na łóżku, zakładając ręce za głowę i ciężko oddychając.
- A co chcesz wiedzieć ode mnie? - zapytałem po chwili namysłu.
- Chcę się tylko upewnić, czy jesteś szczęśliwy.. z nią. - odpowiedziała swoim naturalnym głosem - pełnym pogardy i braku zainteresowania.
- Jestem. Ogromnie. - powiedziałem natychmiast.
- Masz jakieś plany co do niej? - podniosłem się, kiedy usłyszałem to pytanie. Wpatrywała się we mnie świdrująco.
- Zamierzasz nam przeszkadzać? - uniosłem brew w górę.
- Przecież dopiero co powiedziałam, że dam wam spokój. - rzekła, odrobinę zirytowana.
- Tak, mam plany. I jeśli na prawdę nie zamierzasz nic robić, wcielę je jak najszybciej w życie. Muszę tylko wyjaśnić sprawę z Perrie, bo mam tego dość. - powiedziałem szczerze.
Emma podniosła się z fotela. Spojrzałem na nią zdziwiony.
- Wiem wszystko. To.. tyle. Zniknę, zapomnij o mnie i skup się na niej. Powodzenia. - rzuciła i ... wyszła. Tak po prostu.
Znów rzuciłem się na łóżko, walcząc z myślami, z których zrobił się ogromny kołtun w moim mózgu. Dlaczego to wszystko musi być tak skomplikowane?

Marta

Weszłam do domu, zaraz za Niallem i Megan. Powiesiłam kurtkę na wieszaku, kiedy brunetka rzuciła się w objęcia Stylesa. Popatrzyliśmy się na siebie z Niallerem znacząco. Uśmiechnęłam się i ściągnęłam buty.
- Gdzie Zayn? - zapytałam, ośmielając się przeszkodzić gołąbeczkom.
- Na górze. Ale Liam potrzebuje twojej pomocy. Więc...
- Radziłbyś mi najpierw iść do niego, a później zająć się tym na górze, zrozumiałam. - przewróciłam teatralnie oczami.
- Ale jest tu dość dużo ludzi nie tylko z naszego otoczenia. - rzucił Nialler, wchodząc do kuchni.
Westchnęłam i poszłam w stronę salonu. Liam bawił się przy konsoli. Gdy tylko mnie zobaczył, natychmiast do mnie podszedł.
- Jak dobrze, że już jesteś! Według planu, to już za 15 minut! Musisz mi pomóc. - rzekł zestresowany jak... student?
- Dobrze, mów o co chodzi. - powiedziałam uspakajającym tonem.
- Chodź. - złapał mnie za rękę i poprowadził przez cały salon, korytarz, obok schodów do.. schowka na miotły?
- Żartujesz? - zapytałam, unosząc brew.
- Nie ma czasu na luksusy. - zamknął drzwi, gdy weszliśmy do pomieszczenia i zapalił światło.
Było tu strasznie ciasno. Nim się zorientowałam, Liam wyciągnął na drgającą dłoń trzy pierścionki.
- Wybierz. - powiedział, uśmiechając się.
Przyjrzałam się dokładnie małym przedmiotom. Wybór był na prawdę trudny, ale w końcu, intuicja podpowiedziała mi właściwie.
- Ten. - rzekłam z pewnością.
Liam kiwnął głową i wyciągnął czerwone pudełeczko minimalnych rozmiarów.
- Dlaczego taki mały? - zapytałam, kiedy chował pierścionek do środka.
- Największy prezent daje się w najmniejszym opakowaniu. - powiedział. - Dziękuję. - przybliżył się do mnie u cmoknął w policzek.
Zgasił światło i wypuszczając najpierw mnie, wyszedł z pomieszczenia. Wypuścił głośno powietrze z płuc.
- Trzymaj kciuki. - rzucił i chwiejnym krokiem udał się w stronę salonu.
Wciąż nie wiedziałam, na czym polegał jego plan. Stałam przy schodach jak jakaś sarna na polu. Dopóki nie pojawił się Lou.
- A ty tu czego? - zapytał zdziwiony.
- Niczego. Wiesz może, co planuje Liam? - zapytałam.
- No nie wiem... Oświadczyć się? - zrobił ten ruch brwiami. Przewróciłam oczami.
- A dokładniej?
- Skromne, ale romantyczne oświadczyny w ogrodzie. Tyle w temacie. Wybacz, ale muszę iść do łazienki. - uśmiechnął się i dał mi kuksańca w bok, nim zdążyłam się obronić.
I znów zostałam na lodzie. Spojrzałam w stronę schodów. Zrezygnowałam ze sprawdzenia, co u Zayna i ruszyłam do salonu.
Ludzi było mnóstwo. Mniej więcej tyle, ile na urodzinach Niallera we wrześniu. Przeszłam na około, omijając bawiących się imprezowiczów, w stronę konsoli DJ'a. Obok niej stał Harry... możecie się domyśleć co robił z Megan. Przeszłam obok nich i stanęłam po drugiej stronie.
Zobaczyłam, że Zayn rozmawia ze swoim menagerem. Starszy stał, z rękami splecionymi na klatce piersiowej i słuchał cały czas nawijającego Malika. W końcu skinął głową, powiedział parę słów i odszedł. A Zayn stał w osłupieniu. Podeszłam do niego i położyłam rękę na jego ramieniu. Odwrócił się i uśmiechnął się promiennie.
- Nie muszę już udawać... Zgodził się! - wykrzyknął i rzucił się na mnie z uściskiem.
Nie wiedziałam, czy ktoś lub coś może mnie bardziej uszczęśliwić. Czy Niall oznajmiający przez mikrofon, że zostaje w zespole, czy Dan i Liam, ogłaszający swoje zaręczyny, czy Lou, tańczący jak wariat, czy Harry, miziający się po kątach z Megan, szczęśliwy. Szczęśliwy, tak jak ja. Jak nigdy w życiu.


poniedziałek, 11 lutego 2013

The Versatile Blogger Award

Ło-ło-ło-łoł! Zostałam nominowana do nagrody, której nazwa widnieje powyżej, co jest dla mnie całkowitą nowością. No nic. :)
Każdy nominowany blogger powinien wykonać kilka rzeczy:
- podziękować nominującemu na jego blogu
- pokazać nagrodę Versatile Blogger u siebie
- ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie (o matko!)
- nominować 10 blogów (Boże, aż tyle?! :o), które jego zdaniem na to zasługują
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów
Zostałam nominowana przez słodką Karoline, za co serdecznie dziękuję :) Link do bloga.
Nominuję :
1. http://i-will-be-ur-man.blogspot.com
2. http://the-unique-skills-ameliaxx.blogspot.com/
3. http://forget-about-the-clock.blogspot.com/
4. http://never-lose-hope-one-direction.blogspot.com/
5. http://imagine-with-1d.blogspot.com/
6. http://one-direction-new-story.blog.onet.pl/
7. http://we-were-meant-to-fly.blogspot.com/
8. http://polandonedirection.blogspot.com/
9. http://one-direction-unforgettable-story.blogspot.com/
10. http://this-is-a-beautiful-mistake.blogspot.com/

Specjalnie dodaję fakty o mnie na końcu, bo to będzie nudne i nie każdy musi czytać :D

1. Kiedy byłam mała pojechałam na wieś do bliskiej koleżanki z rodzicami. Nie było jej chwilowo w domu, więc zajęłam naszą ulubioną huśtawkę, za którą rosły maliny. Stało się coś dla mojego ciała niemiłego i od razu pobiegłam do taty. Powiedziałam : ,,Huźdałam się na huźdawce i pierdo***łam w maliny". Miałam 5 lat.
2. Mam dziwnie krótkie wiązadło pod językiem, przez co jest on krótszy i trudno mi wymówić R w niektórych wyrazach lub po prostu zrobić długie, seksowne ,,mrrrr" - nie potrafię tego wypowiedzieć :(
3. Moje ulubione drużyny piłkarskie : Borussia Dortmund, FC Barcelona, Zagłębie Lubin, Arsenal Londyn.
4. Nienawidzę kąpać się w wannie, ubóstwiam długie prysznice najlepiej z głośną muzyką.
5. Jest taki chłopak, który złamał mi serce więcej niż 4 razy, już się zgubiłam w liczeniu.
6. Nie lubię dostawać prezentów, tym bardziej od chłopaków, czuję się wtedy niesamowicie głupio.
7. Nigdy nie oceniam osoby po tym, jaką ma opinię u innych ludzi, ja sama muszę poznać osobę a dopiero potem stwierdzić, czy jest warta zachodu. Ogólnie wszystko ukryte jest w oczach, wystarczy tylko dobrze popatrzeć.
No i to tyle :D Jeśli ktoś jest na prawdę zainteresowany, to mogę podać jeszcze trochę tych faktów... Jak dobrze, że nikt się nie zgłosi, o materdejooo.
Czemu ostatnim razem było całe 18 komentarzy, a teraz nie ma nawet 4? No cóż, nie przynudzam już więcej.
Żegnam was chłopcami! :)


Tak btw... zastanawiam się, co to za nagroda, i co tak na prawdę można tu wygrać? xd

sobota, 9 lutego 2013

Part 42

 Wróciłam i... niemal oszalałam! O was również muszę coś takiego powiedzieć. 18... 18 komentarzy!  Dwie nominacje, jeden dziwny spam, dwa wyznania nienawiści, jedno niezwykle ważne polecenie, dwie nadzieje na moje następne opowiadanie, ochrzan dla czytających a nie komentujących i mnóstwo, mnóstwo komplementów! No i wisienka na torcie - 10 000 wyświetleń.
Będąc maksymalnie szczerym? - Brak mi słów. Na prawdę, nie wiem, jak mogę wam podziękować. Jesteście jakimiś wariatkami !
Gdy tylko wróciłam, otworzyłam link do bloga i zobaczyłam to wszystko... Nie jedna łezka w oku mi się zakręciła, uwierzcie!
To niesamowite uczucie - być tak docenianym, za coś, co robi się z przyjemnością.
Jeszcze lepiej by było, gdybym miała taką motywację przy każdym rozdziale i do tego... kontakt z każdą z was! Na prawdę, chciałabym znać wasze imiona, waszą historię, co u was i w ogólę...
No, ale nic. Jeszcze raz ogromne DZIĘKUJĘ !
Wróciłam, jak już zauważyłyście, ale czy z dobrym rozdziałem... sama nie wiem. Napisałam go w na prawdę szybkim czasie i trudno mi go ocenić. Pomożecie mi w tym? :)

____________________________________________________

 http://www.youtube.com/watch?v=r2Zu7qJqDXQ

Siedzieliśmy na przeciw siebie w milczeniu. Nasze spojrzenia nie rozstawały się ani na chwilę. Nic się nie zmieniło. Jego oczy wciąż obdarzały mnie tym niesamowitym czarem. Jego kąciki ust delikatnie drgały. Moje serce ani na chwilę nie porzucało szybkiego tempa bicia. Poruszył się. Ręce, które trzymał na swoich kolanach przeniósł na stół i schował moje dłonie w swoich. Po moim ciele przeszły urocze dreszcze, a małe, ciepłe prądziki, docierały do każdego zakątka, szczególnie wpływając na psychikę. Starałam się nie mrugać, jednak było mi trudno. On dość często przykrywał powieki swoim długim, pięknym wachlarzem rzęs. Wpatrywaliśmy się w siebie w tym szczególnym milczeniu. Nie potrzebne były słowa, choć wiedziałam, że tęskniłam za jego aksamitnym głosem. Spojrzeniami badaliśmy swe ciała, sprawdzaliśmy ich stan, sprawdzaliśmy, czy aby na pewno wszystko pozostało niezmienne.
Jednak coś było nie w porządku. Czułam, że coś ciąży mu na sercu, jednak on sam nie jest tego pewien. Po chwili spuścił wzrok i przełknął ślinę. Zmarszczyłam czoło i potarłam kciukiem o wierzch jego dłoni. Uniósł głowę i spojrzał na mnie badawczo. Uśmiechnęłam się, chcąc mu tym samym przekazać, że przecież wszystko między nami jest dobrze. Odwzajemnił uśmiech, dość niezdarnie, jednak mocniej ścisnął moje dłonie.
- Dlaczego kazałeś mi to zrobić? - zapytałam, przerywając tę kilku minutową ciszę.
Zmarszczył czoło, przez co wyglądał jeszcze przystojniej. Jego barwa oczu, tak słodka i czekoladowa zaczęła skrywać tajemnicę.
- Musiałem. - odrzekł zachrypniętym głosem.
- Bolało... - mruknęłam cicho po chwili, nawiązując do dzisiejszego wydarzenia w parku.
- Mnie też. Nawet nie wiesz, jak cierpiałem... Wciąż cierpię. Mam tego zwyczajnie dość. - powiedział bezsilnym tonem. - Nie mogę patrzeć, jak jesteś w jego ramionach. Twoje miejsce jest obok mnie. - dopowiedział ze spuszczoną głową, jakby pełen zawiści. Spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczami.
- Zayn, dobrze wiesz, że mi też nie podoba się ta cała sytuacja. Dobrze wiesz, że wolałabym spędzać z tobą każdą chwilę, a nie z nim. Tym bardziej nie na pokaz. Dobrze wiesz, że to nie jest moja wina. I dobrze wiesz, że między mną a nim nic nie ma. - powiedziałam dość twardym tonem, jednak starając się zabrzmieć miło i przyjaźnie. - I tak długo, jak ja kocham ciebie,a ty kochasz mnie, jesteśmy w stanie przerwać wszystko... - dopowiedziałam ciszej. Unikał mojego wzroku, błądził swoim po ścianach, uciekając przed czymś...
- Masz rację. - rzucił krótko. - To nie twoja wina. Wszystko leży po mojej stronie. A skoro ci się to nie podoba, to może przestańmy? - puścił moje dłonie i szybko wbił paznokcie w kant stołu. Jego głos drżał. Spojrzałam na niego z przerażeniem.
- Ty chyba nie mówisz poważnie. - powiedziałam i parsknęłam z nerwów i z niedowierzania. - To ona tak na ciebie działa? - zapytałam, kiedy nie zamierzał odpowiedzieć. - Zapomniałeś już o mnie? O nas? - pytałam powoli, tonem głosu starając się wywołać w nim jakiekolwiek poczucie winy... Westchnął i spuścił głowę.
- Nie. Ona zawsze podnosi mi ciśnienie, ilekroć wejdzie do tego samego pomieszczenia, w którym jestem. Doprowadza mnie do szaleństwa.... fakt, że... ty jesteś daleko, że każdy osobny dzień muszę spędzać z dala od ciebie, a muszę być z nią. Mam dreszcze, gdy tylko mnie dotknie, wzdrygam się, gdy tylko usłyszę jej głos, mam ochotę coś rozwalić ilekroć widzę jej szczery uśmiech, skierowany w moją stronę... To wszystko mnie zabija. Moja psychika jest jakby zgubiona, nie działa tak jak powinna... budzę się rano ze świadomością, ze ten dzień będzie stracony, ze świadomością, że cię nie zobaczę, ze świadomością, że to wszystko mnie zmienia... że staję się innym człowiekiem... - skończył, rzucając mi w oczy wyzywające, ale i pełne winy spojrzenie.
Oparłam się o krzesło, ręce cały czas trzymając na stole.
- Jedyne co nam pozostaje... Zayn... - zaczęłam. - Po prostu musimy to przetrwać. Jesteś silny, dasz radę. Spójrz na to z tej strony... Robimy to wszystko tylko po to, by już nie długo być razem. Pamiętasz, wtedy na dachu? Przysięgaliśmy sobie, że cokolwiek się stanie, nie ważne, ile trudu będziemy musieli pokonać, ile różnych krętych dróg będziemy musieli przejść... Stawimy czoła wszystkiemu, by w końcu być razem. - znów nachyliłam się, by chwycić jego dłonie. Straciły ciepłotę i były zimne.
Podniósł głowę wysoko i spojrzał mi głęboko w oczy. Uniosłam jeden kącik ust w górę, próbując go przekonać do wypowiedzianych przeze mnie słów. Uśmiechnął się blado, a jego śniade policzki, pokryte trzydniowym zarostem, tylko dodały mu przy tym uroku.

Na następny dzień poprosił mnie, bym przyjechała do niego z samego rana. Wstałam więc już o 8. Nie było trudno, bo nie spałam praktycznie całą noc. Wiem, tak się tylko mówi... Ale na prawdę spałam mało...
Ubrałam się, uczesałam, wypiłam kawę... Wzięłam jakiegoś marnego batonika do torby i wyszłam z domu, zamykając drzwi.
Po 15 minutach byłam pod willą chłopców. Zdziwiło mnie to, że drzwi były otwarte, a nieznajomi mi ludzie wynosili duże, zamknięte kartony.
Zamknęłam auto i starając się nie wpaść na starszych mężczyzn, weszłam do domu. Usłyszałam jak Liam wydaje im wszystkim polecenia... Niall przeszedł z kuchni do salonu w samych bokserkach, trzymając kanapkę w dłoni. Louis szukał czegoś w komodzie w korytarzu pełnego od kartonów. Harrego i Zayna nie było na widoku.
- Cześć Cherry! - podszedł do mnie Liam i przytulił mnie mocno.
- Cześć... Co się dzieje? - zapytałam, machając ręką na tych wszystkich ludzi.
- Wyprowadzam się. - oznajmił z szerokim uśmiechem.
- Jak to? - całkiem zbita z tropu, spojrzałam na niego z uniesionymi brwiami.
- No tak to. Przecież ci mówiłem! - zmarszczył czoło i walnął mnie w ramię. Nie przestawał się uśmiechać.
- Powiesz mi, jakim cudem oni wszyscy dadzą sobie bez ciebie radę? - zapytałam z politowaniem w głosie.
- Cholera, gdzie ten mazak! Chcę narysować Grace wąsy! - marudził głośno pod nosem Louis, wywalając zawartość przeszukiwanej szuflady.
Liam spojrzał na niego przez ramię, westchnął, spuścił głowę i przeniósł wzrok na mnie. Splotłam ręce pod biustem z miną ,,a nie mówiłam?". Payne wzruszył ramionami.
- No cóż... Dadzą sobie radę. Każdy z nas się wyprowadza. Każdy kupił już własny dom. A ten idzie na sprzedaż. - wyjaśnił Daddy, obdarowując ściany swoim badawczym spojrzeniem, jakby trochę tęsknym.
- Nie szkoda wam tego? - zapytałam, podążając za jego wzrokiem.
- Trochę. - przyznał Liam krótko, zaciskając wargi.
Nagle po schodach zbiegł Zayn. Zobaczył mnie i machnął na mnie ręką, prosząc tym samym bym poszła za nim. Nie czekał na mnie i sam poszedł do siebie... Westchnęłam i ściągnęłam buty.
- Jest wam ciężko prawda? - zapytał Leeum, obdarowując mnie troskliwym spojrzeniem.
Wzięłam oddech i pokiwałam głową. Uśmiechnęłam się do niego i poszłam do sypialni Zayna
- Znalazłem! - usłyszałam głośny krzyk Louisa, gdy zamykałam drzwi od pokoju Malika.
Zaśmiałam się cicho pod nosem i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Zayn stał w progu otwartych drzwi balkonowych, wygrzewając się w wiosennych promieniach słonecznych. Był bez koszulki. Jego głowa uniesiona była wysoko. I miał zamknięte oczy.
Podeszłam do niego i dłonią delikatnie przejechałam po jego plecach. Zauważyłam nowe tatuaże, których nie widziałam wcześniej... Spuścił głowę, otworzył oczy i spojrzał na mnie przez ramię. Bez cienia uśmiechu.
- Przepraszam za to, co powiedziałem wczoraj. Nie powinienem był tak mówić. - rzekł cicho.
Przełknęłam cicho ślinę i pokiwałam głową. Oczywiście moja miłość mną kierowała. Wystarczyło by powiedział jedno przepraszam, a ja ślepo mu wybaczałam. Ale był dla mnie wszystkim...
Chwycił moją dłoń i poprowadził mnie do swojego łóżka. Usiadł na nim i poklepał swoje kolana, dając mi do zrozumienia, bym na nich usiadła. Zrobiłam to co chciał. Nie odrywałam wzroku od  jego oczu. On bawił się moimi długimi włosami. Nie odzywał się. Jego kąciki ust to podnosiły się, to opadały, robiąc powolne fale.
- Jesteś taka piękna... - wyszeptał.
- Nie powtarzaj tego tak często, bo pomyślę, że kochasz mnie tylko z tego powodu. - skarciłam go z uśmiechem.
 Spojrzał na mnie spod byka i pstryknął mnie w brodę. Zaśmiałam się cicho, a on w końcu szczerze się uśmiechnął.
- Kiedy się wyprowadzasz? - zapytałam po chwili.
- Jutro. - odpowiedział beznamiętnie.
- Pomogę ci. - zapowiedziałam. On tylko uśmiechnął się pobłażliwie.
- Nie musisz. Sam sobie poradzę. Jesteś taka mała, drobna i delikatna, nie powinnaś nosić ciężkich kartonów. Z resztą, pozwolę sobie ci przypomnieć, że jutro nagrywasz teledysk z Cher. - mówił powoli, cały czas głaszcząc mnie po włosach. Przewróciłam oczyma i nim zdążyłam coś powiedzieć, zakrył mi usta dłonią. - Wiem, że chcesz pomarudzić, ale chciałbym ci coś zaproponować. - uśmiechnął się skromnie.
Uniosłam jedną brew w górę i zrobiłam pytającą minę w miarę możliwości.
- Zamieszkaj u mnie. - wyrzucił z siebie, po dość głębokim oddechu.
Zabrałam jego dłoń ze swojej twarzy i już otwierałam buzię, jednak on znów był szybszy.
- Wprowadzisz się do mnie, a kiedy ja wrócę z trasy, zamieszkam tam na stałe. Teraz nikt się nie połapie, że to mój dom. - powiedział, jakby był dumny z siebie. Czy tylko ja widziałam, że to dość bezsensowny plan?
- Zayn.. - zaczęłam, splatając nasze dłonie razem. - Co ja będę robiła sama w wielkim domu? Nie lepiej jest poczekać aż ta cała szopka się skończy i wtedy...
- Jak zwykle masz rację. - przerwał mi i westchnął, spuszczając głowę.
 Złapałam go za brodę i uniosłam ją z powrotem w górę, znów zatapiając się w jego błyszczących oczach. Nachyliłam się i złączyłam nasze usta w delikatnym i czułym pocałunku. Uwielbiałam czuć, gdy Malik uśmiechał się podczas pocałunku. Oderwałam się od niego i oparłam głowę na jego ramieniu.
- Może przydałoby się pomóc Liamowi? - zapytał po chwili.
Nie wiedzieć czemu, zachichotałam pod nosem. No bo... co szczęście może zrobić z człowiekiem?

Zapakowaliśmy kartony do busa i całą siódemką pojechaliśmy w stronę dzielnicy Borough of Wandsworth - miejsca, w którym stał nowy dom Payne'a. Zatrzymaliśmy się jednak na stacji benzynowej, ze względu na głośne zrzędzenie Nialla. Blondyn, co dla wszystkich było wielkim zaskoczeniem, był głodny.
Poruszałam się bez celu między regałami, dopóki nie zatrzymałam się obok Harrego. Chłopak, w nonszalancko rozpiętym płaszczu, wpatrywał się w pisma... pornograficzne.
- Styles, co ty robisz? - zapytałam, chcąc zapobiec jego całkowitemu zgorszeniu.
- Szukam mamy... - odpowiedział zamyślonym głosem.
Pan, który kasował rachunek Liama, Zayn wychodzący z toalety, Niall trzymający kilka paczek czipsów, Louis robiący sobie kawę, Danielle przeglądająca się płytom CD, ja, a nawet jakaś dziewczyna, która dopiero co weszła na stację - wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. To sprawiło, że zdezorientowany Harry odwrócił się w moją stronę. Wycierając łzy z policzków zauważyłam, że w dłoni trzymał telefon i szukał kontaktu pod literą M.
- No co? - zapytał Styles, unosząc ręce w niewinnym geście.
- Myślałam... że oglądasz czasopisma dla nieletnich. - mówiłam z przerwami na śmiech.
Harry obdarował mnie morderczym spojrzeniem i ruszył w stronę kasy, za którą starszy, czerwony jak burak pan, dochodził do siebie.
Pokręciłam głową, wciąż z szerokim uśmiechem na twarzy i znów zaczęłam przechadzać się między regałami, aż doszłam do półki ze słodyczami. Stali tam Niall i Louis. A raczej szli - tyłem do siebie, błądząc palcem w powietrzu, badając poszczególne słodkości. W końcu, prawie się ze sobą stykając, sięgnęli po ostatniego Twixa. Podskoczyli, spojrzeli na siebie zdumieni, a sekundę później rzucili się na biednego batona. Po minucie szamotania i przepychania się, odsunęli się na dość małą odległość, trzymając otwarte dłonie na wysokości twarzy.
- Poczekaj, załatwmy to jak mężczyźni. - powiedział zadyszany Louis.
- Co powiesz na szachy? - zapytał Niall, podając Tommo rękę.
Złapałam się szybko jednej z półek, by nie upaść pod wpływem napadu śmiechu. Skończyło się tym, że... Kilak pełnych pudełek batonów, paczek ciastek, czipsów i tym podobnych, znalazły się na podłodze. Chłopcy spojrzeli w moją stronę, gdy tylko usłyszeli, jak wszystko spada. Loui podszedł bliżej mnie, starając się nie nadepnąć na żaden produkt.
- Patrz, znalazłaś drugiego Twixa ! - krzyknął, wskazując palcem na złoty papierek, leżący tuż obok mojej nogi.
Zaśmiałam się cicho, schyliłam się, chwyciłam batonik i rzuciłam Tomlinsonowi. Nie było mi do śmiechu, gdy obok mnie stanął wkurzony właściciel stacji, z rękami na biodrach i na prawdę groźną miną... No cóż...

Wypakowaliśmy kartony, obejrzeliśmy ogromny, piękny dom, zostawiliśmy Liama i Danielle i pojechaliśmy w stronę studia, gdzie miał być nagrany teledysk do piosenki mojej i Cher. Louis i Niall głośno jedli na tylnych siedzeniach, Zayn prowadził, a ja wpatrywałam się w ludzi cieszących się codziennością za szybą.
- Trema? - zapytał Malik. Zwróciłam głowę w jego stronę i uniosłam brwi w górę.
- Ja i trema? Nigdy w życiu. - odpowiedziałam ze spokojem. Mulat kiwnął głową z zaciśniętymi ustami.
Miałam głęboką nadzieję, że nie śledzą nas paparazzi... Gdy dojechaliśmy na miejsce, ludzi z metrowymi obiektywami nie było nigdzie widać. Na szczęście.
Cher jak zwykle przywitała się ze mną krótkim uściskiem. Nie miała nic przeciwko temu, że chłopcy byli na planie. A nawet gdyby miała, to wątpię, czy ktokolwiek od nas by się tym przejął.
Zayn, Niall, Harry i Lou poszli za jednym z asystentów, żeby się nie nudzili, a ja i Cher skierowałyśmy się w stronę garderoby.
Obejrzałyśmy ciuchy, które zostały wybrane już wcześniej, a potem usiadłyśmy na krzesłach u makijażystek i stylistek. Jedna z nich, wykrzywiając usta i podnosząc moje włosy w każdą możliwą stronę, zachrypniętym głosem, co w ogóle do niej nie pasowało, oznajmiła w końcu :
- Podetniemy je trochę. - klasnęła w dłonie i sięgnęła po nożyczki.
- Chwila.. Co? Nie ma mowy! - wstałam z krzesła i z szeroko otwartymi oczami, cofałam się jak najdalej od kobiety. Cher tylko obserwowała tę scenę.
- Oh, daj spokój, tylko końcówki. - obiecywała stylistka, poprawiając grzywkę, która leciała jej na oczy. Zrobiła to tak zamaszyście, że na podłogę upadł jej... sztuczny nos. Natrafiłam plecami na ścianę, więc musiałam się zatrzymać. Spojrzałam ze zdumieniem to na leżący przedmiot, to na kobietę. Gdy tylko zorientowałam się, kim ona jest, ile sił w płucach krzyknęłam :
- Ochrona!
Ale i tym razem Karoline udało się uciec.


sobota, 26 stycznia 2013

Part 41

 Może proszę o dużo, ale przeczytacie posłowie? Jest tam ważna informacja, a nie chcę, żeby później nie było nieporozumień bądź pretensji. Dziękuję i miłego czytania :) 
 *skomentuj proszę, ale nie mówię tego głośno*

 _________________________________________________

- Marta, twój telefon! - krzyknął Aaron.
Odłożyłam kawę z powrotem na stolik i ruszyłam w stronę wołającego mnie asystenta reżysera. Chłopak z uśmiechem podał mi telefon i z plikiem papierów w ręce, ruszył w stronę planu.
- Słucham? - odezwałam się, odwróciłam się na pięcie i poszłam do swojego stolika.
- Cześć, o której kończysz? - spytał Zayn.
Dziś był piątek. Więc znów nie widziałam się z nim prawie cały tydzień. A już jutro wyjeżdżali w trasę. Była godzina 11 rano, a ja od trzech godzin byłam już na planie... Tęskniłam i to cholernie.
- Nie wiem Zayn, ale zrobiliśmy już trochę, myślę, że o 17 będę wolna. Coś się stało? - zapytałam dla pewności.
- Nie, ale mam zaległą niespodziankę. No i nie widzieliśmy się dawno, a ja tak strasznie tęsknię... I mam dzień wolny, więc jak tylko się obudziłem, to od razu pomyślałem o tobie... - posłodził tak, że pewnie myślał, że zapomnę o tej ,,niespodziance".
- Zayn, wiesz dobrze, że nie...
- Nie lubisz prezentów, wiem mamooo. - przerwał mi i jeszcze bezczelnie mnie przedrzeźniał! - A nie mogłabyś się urwać wcześniej? Bo.. ten tego.. No wiesz... - zaczął kręcić.
- Planujesz coś na wieczór? Jak się domyślam z udziałem alkoholu? - założyłam rękę na biodro i spytałam z przekąsem.
- No... tak. - przyznał w końcu. - Przyjdziesz, prawda? - zapytał z nadzieją.
Westchnęłam i przewróciłam oczami. Nagle do pomieszczenia weszła Felicity - aktorka grająca w tej produkcji nieco czarny charakter.
- Przyjdę... - mruknęłam, obserwując Fel. Dziewczyna podeszła i usiadła na przeciwko mnie. W ręku miała gazetę, którą zaraz położyła na stoliku. - Zayn, zadzwonię później, muszę lecieć. Dam ci znać, to po mnie przyjedziesz, dobrze? - powiedziałam, skupiając się na pierwszej stronie gazety, którą podsunęła mi Felicity.
- Jasne, powodzenia! - zawołał swoim radosnym tonem i rozłączył się.
- Co to takiego? - zapytałam od razu, kładąc telefon obok siebie.
- Myślę, że może cię to zainteresować. - uśmiechnęła się przyjaźnie Jones.
Zerknęłam na nią podejrzliwie. Zachęciła mnie, kiwając głową. Opuściłam więc głowę i zaczęłam czytać.
Afera na podpisywaniu płyt One Direction !
5 stycznia odbyła się premiera trzeciego albumu aktualnego największego boysbandu na świecie - One Direction. Chłopcy, choć nie powinniśmy już tak o nich mówić, podpisywali płyty w swoim oficjalnym sklepie. Rzesza fanów miała trzy godziny, by zdobyć podpisy swoich idoli. Wierne fanki zespołu, interesujące się prywatnym życiem jego członków, doskonale wiedzą, co ostatnio działo się z Zaynem Malikiem. Świat obiegły jego zdjęcia z Perrie Edwards, zwyciężczynią zeszłorocznej edycji X Factor z grupy Little Mix. Niby nic, jednak Pakistańczyk jeszcze tydzień temu był widziany z ... Martą Cherry. Dziewczęta, wchodząc do muzycznego sklepu natychmiast uniosły w górę własnoręcznie robione plakaty. Ich zawartość była dla wszystkich szokująca. (Zdjęcie poniżej) Choć Zayn Malik nie zdementował żadnych plotek, jedno jest pewne - urocze fanki doskonale widzą, do kogo należy jego serce.
Z oczami jak pięć złotych spojrzałam poniżej. Na zdjęciu widniały trzy fanki, trzymające ogromny plakat... Zerrie is fake, Zerry is real !
Przełknęłam głośniej ślinę. Czyli.. publika kupuje szopkę z Perrie jednak... fanki. Podniosłam głowę i spojrzałam na Felicity. Cały czas wlepiała we mnie swój skupiony wzrok. Przesunęłam gazetę w jej stronę.
- Głupi brukowiec, powinnaś to wyrzucić. - mruknęłam, jednak nie powstrzymałam nerwowego drżenia głosu. Żeby to zamaskować, upiłam łyk kawy. Fel zaśmiała się cicho.
- Jak dla mnie to jasne. Zerrie jest prawdziwa, wy przestaliście się umawiać, bo ty grasz w filmie a on ma trasę. No i fanki cię polubiły i nie mogą się z tym pogodzić. Wiem, brzmię jak jakaś szpanerska cwaniara, która we wszystko wtyka swój nos i wiem, że to nie moja sprawa, ale spojrzałaś na mnie tak, jakbyś chciała znać moje zdanie. Więc... To jest to, co o tym myślę. - wzruszyła ramionami i podparła podbródek na ręce. Parsknęłam cicho śmiechem.
- Ale i tak cię lubię. - odpowiedziałam na jej monolog.
Felicity spojrzała na mnie nie pewnie, jednak widząc mój szeroki i przyjazny uśmiech - odwzajemniła go.
- Wiesz, że jedziemy do Egiptu? Nakręcić kilka zdjęć. - podekscytowała się.
- Kiedy? - zapytałam, marszcząc czoło.
- Cały luty. - odpowiedziała zadowolona.
W zamyśleniu upiłam kolejny łyk kawy.

Jednak udało mi się skończyć wcześniej, może z racji tego, że dziś piątek. Przed 16 wyszłam z budynku i ruszyłam w stronę parkingu - miejsce, w którym umówiłam się z Zaynem.
Śnieg przyjemnie burczał pod nogami i błyszczał się w świetle latarń. Nie było wiatru, na całe szczęście, ale śnieg delikatnie prószył. Stanęłam pod małym daszkiem, bo nigdzie nie widziałam Malika.
Nagle, dosłownie w sekundę, jakieś czarne, sportowe auto podjechało mi niemal pod nogi. Drzwi od strony kierowcy, czyli od tej, od której stałam, otworzyły się i z samochodu wysiadł... Zayn.
- Cześć słońce. - powiedział i bez dbania o to czy ktoś jest w pobliżu - podszedł do mnie i mnie pocałował.
- Kupiłeś nowe auto? - zapytałam bez przywitania, wskazując ręką na czarne cudo.
- Kupiłem je miesiąc temu. Nie jest moje. - uśmiechnął się szeroko. Potem stanął obok mnie, objął mnie ramieniem i celebracyjnie wskazał na samochód. - To twoje auto. - powiedział, przedłużając sylaby.
Spojrzałam na niego zszokowana, a on opuścił ramię.
- Nie patrz tak. Obiecałem ci przecież. - wytłumaczył, jednak gdy widział, że moja mina pozostaje niezmienna, kontynuował. - Pod choinkę dałem ci wisiorek z naszym zdjęciem i obiecałem ci jeszcze coś. Coś co ci dam, gdy zdasz prawo jazdy. - skończył i popatrzył na mnie niepewnie.
- Ale...
- Byłbym zapomniał! - zawołał. Wsadził rękę do kieszeni kurtki i wyciągnął z niej moje prawo jazdy. - Odebrałem je dzisiaj w urzędzie. - powiedział, wręczając mi je.
Spojrzałam na nie, czując jedynie niedowierzanie. Później przeniosłam wzrok na Malika.
- Ogólnie dostałbyś opierdziel, ale... nie wiem co powiedzieć. Po prostu mnie zatkało. - powiedziałam po chwili. Zayn jakby odetchnął, położył dłoń na moim ramieniu i przyciągnął mnie do siebie, mocno przytulając.
- Nie mam pojęcia, jak ja bez ciebie wytrzymam. - usłyszałam gdzieś nad moim uchem.
- A właśnie... Dlaczego nie wspominałeś nic o tym plakacie na podpisywaniu płyt? Mówiłeś, że fanki wypytywały, ale nic o plakacie... - podniosłam delikatnie głowę. Zayn zastanawiał się krótką chwilę.
- Sam nie wiem. Ale swoją drogą, fajna odpowiedź na moją oznakę miłości. - mruknął złośliwie.
- Przecież wiesz dokładnie, że ja też będę tu umierać. Nie wiem czy przetrwam dwa miesiące...
- Właściwie to... Wracam w marcu, ale tylko na tydzień. Później jadę znowu, ale tym razem na cztery miesiące. Trasa kończy się w połowie lipca - w urodziny zespołu... no, ale... ostatni miesiąc to granie głównie po UK, także będziemy się widywać. - powiedział powoli.
- Czyli... wydłużyli wam o miesiąc? Dodali jakieś państwa? - zapytałam.
- Yhmmm... - mruknął.
- A do Polski jedziecie? - zapytałam szybko.
Zayn uśmiechnął się szeroko i spojrzał mi w oczy.
- Jedziemy, ale chciałbym cię tam zabrać. - odpowiedział. I moje zamiary legły w gruzach.

Pojechałam do domu, przebrałam się, wsiadłam w Bentleya i pojechałam do willi chłopców. W sumie to.. nie ma co opowiadać. Impreza tylko i wyłącznie w najbliższym gronie. Całe szczęście - nie było Adriana. Ostatnimi czasy trochę się do mnie lepił i nękał telefonami. No, ale.. mniejsza o to.
Dałam Zaynowi flakon perfum i zegarek z wygrawerowanym napisem Nigdy Cię Nie Opuszczę.
Wiem. On dawał mi, ja dawałam jemu. Po prostu lubimy biżuterię z własnymi napisami, mają o wiele większe przesłanie, niż te kupione. Chyba to pod zło nie podchodzi...
Wypiliśmy trochę, zaśpiewaliśmy Sto Lat, oglądnęliśmy film i pograliśmy w różne gry... Dość dziecinnie, ale było miło.
Później poszliśmy z Zaynem na górę i cieszyliśmy się sobą. NIE, NIE BYŁO SEXU. Bez tego też można uroczo spędzić noc. Oglądaliśmy gwiazdy, przytulaliśmy się, mówiliśmy, jak bardzo będziemy tęsknić i .. te inne.. rzeczy.
Rano, pożyczyłam ciuchy od Danielle i pojechałam z nimi na lotnisko. Nic nie jadłam. Nawet kawa nie przechodziła mi przez gardło. Chłopcy z biletami w ręku stanęli do kolejki... Wszędzie mnóstwo paparazzi... A ja nie wiedziałam co się dzieje.
- Marta, kocham Cię najmocniej na świecie... - powiedział Zayn, głosem niby normalnym, jednak usłyszałam, że ma w gardle dużą gulę.
 Przytulił mnie mocno i pogłaskał po włosach. Pierwsze łzy przykleiły się do jego płaszcza... Odsunął się i ujął moją twarz w dłonie, patrząc mi głęboko w oczy. Otarłam łzy wierzchem rękawów i wysiliłam się na uśmiech. A tak na prawdę moje serce pękało...
- Obiecaj, że będziesz dzwonił jak tylko będziesz miał chwilkę. - powiedziałam zachrypniętym głosem. Malik zdobył się tylko na kiwnięcie głową. Nastała cisza, podczas której nasze spojrzenia się nie rozstawały.
- Nie płacz już, proszę. - uśmiechnął się delikatnie. - Nie mogę cię pocałować, nie tutaj. - szepnął zawiedziony, rzucając krótkie spojrzenie w stronę fotografów.
- Zayn ! - zawołał Paul.
Malik opuścił głowę zawiedziony. Rzuciłam długie spojrzenie za jego plecy. Higgins utrzymywał najpierw znaczący wzrok na mnie, później przerzucił go na paparazzich, i znów na mnie. Miało to oznaczać, że powinniśmy zostać w ukryciu. Spojrzałam na Zayna. Uniosłam się na palcach.
- Kocham cię. - wyszeptałam mu do ucha.
Nie mówiąc już nic więcej, Malik kiwnął głową, zabrał ręce z moich ramion, podniósł torby i poszedł w stronę bramki. Odwrócił się i posłał mi długie, bardzo znaczące spojrzenie. Widziałam łzy w jego oczach...
- Damy radę. - powiedziała Danielle, obejmując mnie ramieniem. Podniosłam głowę i spojrzałam na nią. Jej twarz kleiła się od łez.
Znów przeniosłam wzrok na przeciw. Zayn właśnie znikał za zakrętem... Znikał z mojego życia na bardzo długo...

*Miesiąc później*

- Jest połowa lutego, zima, więc dlaczego tu jest tak gorąco ?! - narzekał Daniel, umykając szybko do przyczepy z bufetem.
Przewróciłam oczami i brnąc przez pustynny piasek, dotarłam do swojej przyczepy. Pierwsze co zrobiłam, to jak zwykle - chorobliwe zerknięcie na telefon. I to szybsze bicie serca, gdy widzisz nową wiadomość.
Odebrano  : 13:43:27 Dzisiaj Od : Zayn.
Właśnie wychodzę na scenę w Denver. Nie wierzę, że nie spędzimy tych walentynek razem... Kocham Cię, ale proszę, uważaj tam na siebie. :*
I ten bezcenny, szeroki uśmiech, te niezwykłe dreszcze, rozchodzące się po całym ciele, które dają w jakiś sposób wewnętrzny spokój i zaspakajają łaknięcie tej bliższej osoby. Jednak nic nie zastąpi tej prawdziwej bliskości. Nic. Znacie to? Ja czułam to każdego dnia od ponad miesiąca. Ale to był dopiero początek.
Rozległo się pukanie do drzwi i do mojej przyczepy wszedł Aaron. Jak zwykle - z papierami w ręce i słuchawką na uchu.
- Macie wolne do końca dnia. - oznajmił z uśmiechem.
Odetchnęłam głośno z cichym ,,Jessssst!". Chłopak zaśmiał się i wyszedł.
Reszta dnia wyglądała spokojnie i bez zakłóceń - wylegiwałam się na leżaku przy basenie, słuchając muzyki. Spokojnie i bez zakłóceń dopóki nie zadzwoniła Cher.
- Cześć! - przywitała się.
- Cześć, jak tam? - odparłam z zamkniętymi oczami, rozkoszując się przyjemnym ciepłem.
- Wszystko w najlepszym porządku. Piosenka jest gotowa, w sumie już od tygodnia i szczerze powiem... To będzie hit! Wyślę ci pocztą. Wysłałam też kopię do wytwórni i stwierdzili, że jeśli nie nagramy teledysku, to nas pozabijają. A premierę chcą zrobić już za tydzień...- powiedziała ze śmiechem. Otworzyłam oczy ze zdumienia, jednak nikt tego nie zobaczył - miałam okulary przeciwsłoneczne.
- Na prawdę? Nie wierzę! - zawołałam. - Ale... Jest problem, bo jestem teraz w Egipcie i wrócę dopiero na początku marca. - oznajmiłam.
- W Egipcie? Zrobiłaś sobie wcześniejsze wakacje, czy...
- Nie nie, nic z tych rzeczy. Nagrywamy tu kilka ujęć plus koniec filmu. Nagramy kilka zdjęć jeszcze w Londynie, w studio i ostatni klaps. - poprawiłam się na leżaku.
- Czyli skończysz z filmem i ruszamy z teledyskiem! Nie do wiary, wiem, ale już jest kilka pomysłów. A ! Zapomniałabym! To szalone, ale wytwórnia chce, żebyśmy zaśpiewały tą piosenkę 25 marca na jakimś małym koncercie charytatywnym. - powiedziała z ekscytacją.
- To dobrze. Nie mogę się doczekać! - odpowiedziałam szczerze.
- Ja też! Dobra, nie zawracam ci głowy, miłego wypoczynku! - zawołała radośnie.
- Dziękuję! Tobie też... - uśmiechnęłam się i rozłączyłam połączenie.

Nagrywanie w Egipcie szło ładnie i zgrabnie. Chociaż ciężko było mi się rozstawać z tym przyjemnym ciepłem i wylegiwaniem się w słońcu, trzeba było wracać. Na lotnisku odebrał mnie stęskniony Olaf i Megan. Adrian? Nie! Na szczęście... Ostatnio, zanim wyjechałam, irytował mnie z dnia na dzień coraz bardziej.
- Siostra! - krzyknął mi do ucha Olaf, niemal zwalając mnie z nóg.
- Ale daj mi żyć! - wydusiłam z trudem.
Wtedy puścił mnie bez gadania. Gorzej było w domu. Nie rozstawał mnie na krok i cały czas kazał mi opowiadać, jak było.
Z resztą... nieważne. Marzec zleciał i zanim się obejrzałam, był już 25. Ostatni dzień na planie...
- Sam nie wiem, co powiedzieć. Nagraliśmy wszystko tak szybko i sprawnie, że dopiero dziś zdałem sobie sprawę, że skończyliśmy! Świetna robota, brawo! - zaczął swoje krótkie przemówienie reżyser.
Wypiliśmy po lampce szampana i pochłonęły nas rozmowy.
Coś, czego tak długo wyczekujemy, zjawia się, trwa, a potem znika tak szybko, że nim to zauważymy, zaczynamy za tym tęsknić... Ja byłam właśnie w tej ostatniej fazie. Czekałam na ten kulminacyjny moment mojego życia tak długo, a on się skończył, nim się obejrzałam. Nie cieszyłam się każdym dniem, tu mamy powód. I już czułam, że zaczyna mi tego wszystkiego brakować...
- Przepraszam, że w ciebie nie wierzyłem. - wyrwał mnie z zamyśleń głos pana Richarda. Spojrzałam na niego trochę otumanionym wzrokiem.
- Oh.. nic nie szkodzi. Cieszę się, że jednak dał mi pan tę szansę. - uśmiechnęłam się porozumiewawczo.
- Żałował bym całe życie, gdybym tego nie zrobił! - machnął ręką. - Ale mam do ciebie pytanie. - zmienił ton głosu na bardziej zadawkowy.
- Zamieniam się w słuch. - uśmiechnęłam się szerzej.
- Przychodził tu z tobą czasami pewien chłopak. Taki wysoki. Często widziałem w gazetach wasze zdjęcie i czytałem, że jest aktorem i... pod koniec roku rusza następna produkcja... I... Przydał by mi się ktoś taki jak on. Jak ma na imię? - zapytał, a ja miałam ochotę podskoczyć z radości.
- Dylan Ante. Mogę od razu podać panu jego numer, jeśli pan oczywiście chce. - zaproponowałam, a wiedziałam że mój ,,chłopak'' nie miał by nic przeciwko.
I tak załatwiłam Dylanowi pracę... Umówiłam się z nim jeszcze w ten sam dzień, na Oxford Street, przy Starbucksie. Nie było dziś tak zimno, w sumie... nadchodziła wiosna.
Jak zwykle na mnie czekał, i jak zwykle, ręce miał w kieszeni swojego stylowego płaszcza. Gdy tylko mnie ujrzał, uśmiechnął się niezwykle szeroko.
- Jak zwykle spóźniona te swoje pięć minut. - powiedział na przywitanie.
- A ty jak zwykle musisz wrzucić coś z paczki marudy Dylana. - przewróciłam oczami.
Wtedy zgarnął mnie ramionami i przytulił mocno. Cmoknęłam go w policzek i weszliśmy do kawiarni. Zajęliśmy stolik, oddaliśmy zamówienie... Nie chciałam trzymać tego na później, dlatego powiedziałam od razu - prosto z mostu.
- Załatwiłam ci główną rolę w jakimś filmie. Wiem, jestem kochana. - jego mina była bezcenna.
- Żartujesz? - zapytał najpierw, a oczy miał szeroko otwarte. Śledziłam go uważnie wzrokiem, starając się, by nic nie wyczytał z mojej twarzy. - Naaah, pewnie, że żartujesz. Chyba, że załatwiłaś mi pracę w jakimś pornosie. - mruknął dość zawiedziony, a ja wybuchnęłam śmiechem.
- Dałam twój numer głównemu reżyserowi. Nie obrazisz się? Na pewno zadzwoni. - zapewniłam go i wtedy podano nam kawę.
Wypiliśmy ją, cały czas rozmawiając. O tym, o tamtym i o wszystkim. Wyszliśmy z kawiarni i ruszyliśmy w stronę parku nieopodal. Dylan złapał moją rękę, kiedy tylko zauważyliśmy między drzewami czarne postacie z aparatami. Westchnęłam, wzięłam oddech i uśmiechałam się sztucznie. Usiedliśmy na jednej z ławek, niedaleko fontanny. Dzieci bawiły się, jeździły na rowerach, grały w piłkę... Starsi ludzie również wylegiwali się w pierwszych słonecznych promieniach. Psy szczekały na siebie nawzajem... Poczułam wibrację, więc szybko wyciągnęłam telefon.
Wróciłem, jestem bardzo blisko ciebie. Proszę, nie oglądaj się. Paul jest ze mną. Nie dzwoń, jesteśmy w pewnym sensie w ukryciu. Pocałuj go. Zrób to dla mnie.
Serce zabiło mi szybciej. Przełknęłam głośno ślinę i schowałam telefon.
- Dylan... - mruknęłam, wbijając wzrok w chodnik. Chłopak opuścił wcześniej trzymaną wysoko głowę i spojrzał na mnie z pytającą miną. Wiedziałam, że muszę to zrobić.
- Coś nie tak? - zapytał, obejmując mnie ramieniem. Zamknęłam oczy i cicho wypuściłam powietrze z ust. Odwróciłam głowę w jego stronę i spojrzałam mu w oczy.
- Pocałuj mnie. - powiedziałam zachrypniętym głosem.
Dylan najpierw zrobił zszokowaną minę, później zerknął w stronę paparazzich, którzy tylko czekali za moimi plecami na nasz ruch. Wziął głęboki oddech i przeniósł swój wzrok na mnie. Uśmiechnął się pociesznie i położył dłoń na moim policzku, głaskając go kciukiem. Powoli nachylił się w moją stronę. Przymknęłam oczy i po chwili poczułam jego usta na swoich. Muskał moje wargi delikatnie, jak gdybym miała rozsypać się na kawałki przy każdym gwałtownym ruchu. Cieszyło mnie to, że nie było między nami kompletnie żadnej chemii. Po chwili odsunął się i cmoknął mnie w czoło.
- Przepraszam, że musisz przez to przechodzić. - szepnęłam. Chłopak zaśmiał się cicho.
- Przynajmniej nauczę się trochę przed zagraniem w tym pornosie. - powiedział, przytulając mnie mocno. Uśmiechnęłam się i wtuliłam się w jego ciepły, stylowy płaszcz...
Pół godziny później pojechałam do jednej z oper, gdzie miał odbyć się koncert charytatywny. Weszłam za kulisy, zdjęłam kurtkę i zaraz rzuciła się na mnie Cher z uściskami.
- Jestem pewna, że pójdzie nam świetnie. Wiesz, że mamy już ponad 20 milionów wyświetleń na You tubie? - mówiła jak nakręcona katarynka.
- 20? Jak to 20? - odsunęłam ją od siebie na długość swoich ramion i spojrzałam na nią zszokowana. Ona tylko wzruszyła ramionami i wybuchnęła uroczym śmiechem.
Przebrałyśmy się, wizażystki zrobiły nam skromny makijaż i zrobiłyśmy jedną próbę. Poszło świetnie. Później zaczęli schodzić się ludzie. A stres wzrastał i wzrastał...
Wzięłam mikrofon do ręki i przechodziłam z nogi na nogę, powtarzając sobie tekst w pamięci. Będzie dobrze, przecież musi być dobrze... Zayn jest w Londynie, już jest, już dzisiaj go zobaczę, musi być dobrze.
- A teraz Cher Lloyd i Marta Cherry w wykonaniu piosenki ,,Trust" specjalnie dla małej Amelii! - zapowiedział prezenter.
Całe szczęście Cher zaczynała. Wyszłam zza kulis, gdy przyszła moja kolej. Ludzi było od groma. Skupiłam się tylko na tym i zaśpiewałam bezbłędnie. A przynajmniej mi się tak wydawało. Dobrnęłyśmy do końca i zostałyśmy nagrodzone sowitymi oklaskami. I wtedy miałam powód, by się uśmiechnąć. A krzyczeć z radości miałam ochotę , gdy uzbierałyśmy ponad 50 tysięcy funtów dla chorej Amelii... Spełniona zeszłam ze sceny i w spokoju, czekałam, aż wszystko dobiegnie końca.

Około 24 wysiadłam z auta pod swoim domem. Zamknęłam samochód i weszłam przez furtkę, szukając kluczy w torebce. Gdy znalazłam, byłam już prawie przy schodach. Podniosłam głowę i zobaczyłam cień. Ktoś tam siedział, po za kręgiem światła latarni. Dostrzegając mnie, wstał i ruszył w moją stronę. Serce bilo mi jak szalone, pomyślałam o ucieczce, ale nogi nagle przymarzły mi do ziemi... Nieznajomy w końcu przekroczył krąg światła i zobaczyłam jego szeroki, szczery uśmiech. Całe spięcie ustało, ale krew zaczęła się we mnie gotować. Rzuciłam klucze i torebkę i rzuciłam się w ramiona ukochanego Zayna.

_____________________________

Cześć! Przepraszam, że nie dałam rady napisać tego na 24, tak wyszło.. z pewnego powodu jestem ostatnio strasznie rozkojarzona. Ehh... cóż poradzić.
No i blogowi stuknęło 9 miesięcy... więc... mam takie małe marzenie, że może pod tym postem pojawi się całe 9 komentarzy? Oczywiście dziękuję za poprzednie 6! Byłam zaskoczona. A co do tych 9... to.... wyjeżdżam, a jak wrócę to będę, ze tak powiem ,,pisarsko pusta" i będę potrzebowała ful motywacji... więc im więcej komentarzy było by tutaj, tym szybciej pojawił by się nowy rozdział. A wyjeżdżam na całe dwa tygodnie. Ferie mam no i .. no. Nic tu nowego nie poczytacie... Po feriach śledźcie tego całego Newstera, tam będę uaktualniać sprawę, kiedy rozdział pojawi się na blogu. Tak więc... żegnam się z wami z Zaynem i resztą chłopaków. Miłych ferii (dla tych, którzy je mają) i trzymajcie się!
Wiśnia :)



niedziela, 20 stycznia 2013

Part 40

-Dziesięć! Dziewięć! Osiem! Siedem! Sześć! Pięć! Cztery! Trzy! Dwa! Jeden! Szczęśliwego nowego roku!
Wykrzyczeli wszyscy ludzie, stojący na tarasie, oglądający przepiękny pokaz sztucznych ogni, śmiejący się ile sił w płucach, stukający się lampkami szampana, przytulający się i składający sobie noworoczne życzenia... Wszyscy, oprócz mnie.
Przewróciłam oczami i upiłam łyka alkoholu. Nie lubiłam celebracji. Tym bardziej w takich okolicznościach. Dlatego stanęłam jak najbardziej w cieniu wszystkich. Niestety, kiedy potrzebujesz odosobnienia, nagle wszyscy przypominają sobie o twoim istnieniu. Więc zaraz doskoczyli do mnie Olaf, Megan, Dylan, Ellie, Danielle, Liam, Louis, Harry...
- Chodź tu szkrabie! - Dylan uściskał mnie tak mocno, że przez chwilę moje nogi dyndały beznamiętnie nad podłogą. - Rozchmurz się w końcu! Wszystkiego najlepszego, żeby było lepiej Cherry! - krzyczał mi do ucha. - I weź wróć na wykłady, bo mi nudno bez ciebie... Tak, mówię ci to teraz, bo tylko w sylwestra jestem dość szczery. Spokojnie jutro znów założę maskę. I uprzedzam kolejne pytanie. Nie wypiłem za dużo, nie martw się.
- Jezu, dlaczego ty tyle gadasz?! - oderwałam się i  spojrzałam na niego z wielkimi oczyma. Popatrzył na mnie spod byka. - No co, to było moje ,,wszystkiego najlepszego''... - wydukałam z niewinną miną.
Dylan odsunął się i jego miejsce zajęły Dann i Ellie.
Było głośno, był gwar no i... Mam nadzieję, że wybaczą mi to, że nie usłyszałam ich śpiewającej wiązanki. Wymieniłyśmy się buziakami w policzki i uśmiechami. Dziewczyny poszły, a ja znów zostałam sama pod ścianą.
Dopiero po minucie znalazł mnie Liam. Z kolei jego życzenia były tak skomplikowane, że... Czy tylko ja uważam, że on gada czasami zbyt szybko? Trafnie, słusznie, pocieszająco i w ogólę, jak prawdziwy przyjaciel, ale za szybko!
Najlepszy był Loui. Podbiegł do mnie, złapał mnie za ramiona i krzyknął mi w twarz : Dużo seksu! I uciekł.
Dlatego pierwszym pytaniem Harrego, gdy mnie spotkał, było, czy wszystko w porządku. Rozumiecie, stałam tylko i wyłącznie dzięki pomocy ściany. Przestałam się śmiać i wydusiłam, że jest dobrze.
- Co ja mogę ci życzyć, Styles? - zapytałam, gdy mnie przytulił i powiedział swoje.
- Żebym miał cię na zawsze. - wyszeptał.- Jako przyjaciółkę! - dopowiedział szybko.
Rozluźniłam uścisk, by spojrzeć mu w oczy.
- Będę zawsze, Harry. Obiecuję. - powiedziałam spokojnym tonem i uśmiechnęłam się delikatnie.


-  Dzięki, że przyszliście. Trzymajcie się, uważajcie na stopień. Dziękuję, tobie też wszystkiego najlepszego...  - Od ponad pięciu minut Zayn stał przy drzwiach i żegnał się ze wszystkimi gośćmi. A było ich sporo...
Siedziałam na kanapie obok śpiącego Lou i gapiłam się w ścianę, popijając sok. Tak, sok. W końcu usłyszałam trzaśnięcie drzwiami i Malik pojawił się w salonie.
- Są ludzie i są parapety. - powiedział zmarnowany.
Uśmiechnęłam się szeroko, szybko podniosłam się z kanapy, podeszłam do bruneta i zarzuciłam mu ręce na szyję.
- A ty jesteś wszystkim. Dla mnie. - wyszeptałam, szczerząc się i patrząc się w jego czekoladowe oczy.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo tęskniłem. - pogłaskał mnie po włosach, idąc spojrzeniem za ruchem swojej ręki.
- Przecież cały czas tu byłam... - zmrużyłam oczy.
- Nie było cię. Jak dla mnie cię tu nie było. - powiedział i złączył nasze usta w czułym pocałunku.

Kolejne trzy dni znów były monotonią. Skończyłam nagrywać wokale z Cher, teraz pozostało czekać na wyniki pracy montażystów. Nauczyłam się scenariusza na pamięć i poćwiczyłam trochę z Olafem. Umierałam ze śmiechu za każdym razem, gdy, nie wiedzieć czemu, udawał, że mdleje. Spotkałam się kilka razy z Dylanem na kawie czy spacerze... Nie były one przyjemne, zwłaszcza te w parku, ponieważ spadł śnieg i było mroźno. Więc mój nos, uszy i policzki, ale przede wszystkim palce zamieniały się w czerwony lód. Jakby na nasze zawołanie, każdą naszą ,,randkę" śledzili paparazzi.
I żadnego spotkania z Zaynem... Tylko kilka smsów, rozmów przez telefon. Umówiliśmy się w sobotę, że pójdziemy zrobić ten, wymyślony przez niego, łączny tatuaż.
Dzwonili do mnie ze szkoły jazdy i przełożyli testy na czwartego... Czyli sobotę. Spotkanie z Zaynem musiałam więc przełożyć na nieco późniejszą godzinę.
W piątek poćwiczyłam jeszcze znajomość znaków drogowych, wszystkich przepisów i każdego regulaminu. Dlatego w sobotę rano nie pomogła mi nawet kawa. Cały czas byłam zaspana i jedyne czego pragnęłam tak na prawdę, było pójście z powrotem do łóżka. Żarty Olafa, jego śpiewanie(fałszowanie) wydurnianie się i dużo innych rzeczy, które myślał, że mnie rozruszają, nie pomogły. Stres pozostał.
Nagle zadzwonił telefon, kiedy mój brat dramatycznie oblał się keczupem, leżąc na środku kuchni. Pokręciłam głową ze śmiechem i odebrałam, nie zważając na nawoływanie o pomoc.
- Halo?
- Cześć córcia, jak tam u was? - usłyszałam głos mojej mamy.
- O... Cześć mamo. Twój chory umysłowo syn leży na kafelkach oblany keczupem i udaje, że jest ofiarą gangsterskich porachunków. Polecisz mi jakiś lek, ewentualnie terapię? - zapytałam i usłyszałam śmiech rodzicielki.
- To może wyślij go do mnie, z powrotem do Polski? - zaproponowała.
- Musiałabym spytać, co o tym myśli... Ale wątpię. Od jutra zaczynam pracę na planie, więc dom będzie pod niczyją opieką, musi zostać. - odpowiedziałam, wkładając rękę do kieszeni dresów.
- Więc od jutra wchodzisz na drogę do gwiazd? - zażartowała. Parsknęłam udawanym śmiechem.
- Coś w ten deseń. Muszę się zbierać, zaraz jadę zdawać prawo jazdy. Dam ci Olafa. Trzymaj się pa! - pożegnałam się i szybko wcisnęłam telefon w rękę zdezorientowanego brata.
Pobiegłam na górę, a kiedy wróciłam do salonu, już przebrana, Olaf skończył rozmawiać z naszą mamą.
- Ubieraj się. - rzuciłam i zaczęłam zakładać buty.
Brunet niechętnie podniósł się z fotela i również się ubrał. Zapiął zamek od kurtki i westchnął.
- Nie wiem jak ty, ale ja nie wracam. - mruknął.

- Marta Cherry, poproszę! - zawołał mój opiekun.
Podeszłam nerwowym krokiem do staruszka i pokazałam dowód osobisty. Przepisy to przepisy. Kiwnął głową i wskazał mi dłonią zieloną Elkę. Wsiadłam do samochodu, zapięłam pasy i czekałam, aż drzwi od ogromnego garażu uniosą się w górę. Kiedy to się stało, zapaliłam silnik i wyjechałam na plac. Cały czas ciążyło na mnie wrażenie, że coś się stanie... Przez te słowa Karoline... Test był stosunkowo prosty - trzeba było przejechać tor przeszkód. O jego randze trudności nie ma co dyskutować.
Przejechałam slalomem, zaparkowałam równolegle i zrobiłam pozostałe zdania. Stres jakoś uleciał. Kiedy skończyłam, ponownie wjechałam do garażu. Odetchnęłam. Myślałam, że będzie dużo gorzej.
Wyłączyłam silnik, odpięłam pas i wysiadłam z samochodu.
- Bardzo ładnie. Miałaś najlepszy czas. Wyniki poznasz za 15 minut, możesz iść do poczekalni, napij się gorącej czekolady. - uśmiechnął się do mnie mój instruktor. - Ale zdałaś bez problemu. - powiedział trochę ciszej, tak, że tylko ja usłyszałam jego słowa i puścił do mnie oczko.
Z nieopisaną lekkością udałam się do małej kawiarenki na piętrze. Zamówiłam kawę i pączka i usiadłam do stolika przy oknie. Wyciągnęłam telefon, pobawiłam się nim chwilę, napisałam sms do Zayna i odłożyłam go na blat. Podniosłam głowę. Na przeciwko mnie siedział Niall.
- No siema. - uśmiechnął się.
- Jak ty...? - machnęłam ręką w jedną i drugą stronę z otwartą buzią.
- Zapomniałaś czegoś. - położył na stół mój dowód osobisty.
- Skubany! Ani cię nie widziałam, ani nie usłyszałam.. Ze mną jest coraz gorzej... - przyłożyłam dłoń do czoła. Nialler wybuchnął śmiechem.
- Zdałaś? - zapytał, rozsiadając się wygodnie na krześle.
- Yhmmmm... - mruknęłam, pijąc kawę. - A ty?
- No pewnie. - prychnął, udając mistrza rajdowego.
- Sodziarz. - pokręciłam głową z uśmiechem.
Wzruszył ramionami i sięgnął po mojego pączka. Upewnił się jednym spojrzeniem, że nie mam nic przeciwko i ugryzł połowę.
Nagle usłyszeliśmy ogromny huk. Szyby popękały, a podłoga pod nami zatrzęsła się niebezpiecznie. Spojrzeliśmy przez okno. Na środku placu, z czerwonej Elki unosiła się ogromna beczka pomarańczowego jak zachód słońca dymu. Auto niemal w nim utonęło. Dopiero po chwili, gdy, już szary, dym zaczął unosić się jedynie w górę, zobaczyliśmy, że ogień pochłonął cały samochód.
Rzuciliśmy z Niallem szybkie spojrzenia na siebie i natychmiast podnieśliśmy się z krzeseł. Zbiegliśmy na dół, do pomieszczenia, gdzie jeszcze 10 minut temu byli wszyscy zdawający egzamin. Weszliśmy szybko do garażu. Przepchaliśmy się przez mały tłum, stojący przy drzwiach. Każdy trzymał dłoń na ustach. Instruktorzy łapali za gaśnicę i pędzili w stronę płonącego auta. Jeszcze nigdy nie byłam tak przerażona... Bo przecież to ja miałam być celem.

- A co ty taka blada? - zapytał zmartwiony Zayn, kiedy wsiadłam do jego auta 15 minut później. Zamknęłam oczy i wzięłam kilka głębokich oddechów.
- W sumie to.. mogłam dziś zginąć.. Ale Karoline źle wymierzyła cel i zamiast tego.. - głos mi się załamał.
Schowałam twarz w dłonie. Nie potrafiłam nic więcej powiedzieć.  Sekundę później poczułam ramiona Malika, przytulające mnie mocno.
- Spokojnie. Jesteś cała, a to najważniejsze. - szepnął.
- Ale ktoś niewinny zginął z mojego powodu! - krzyknęłam.
- Marta. - Zayn rzucił mi karcące spojrzenie. - Nie z twojego powodu. Ty nie jesteś niczemu winna.
No tak to wszystko wina tej przeklętej Karoline - pomyślałam. Walnęłam się płaską ręką w czoło.
- To wszystko jest posrane, zabierz mnie stąd. - poprosiłam, a nawet niemal rozkazałam.
Mulat kiwnął głową, zapalił silnik i ruszył. Przejechaliśmy kilka przecznic i zatrzymaliśmy się pod... Katedrą.
Spojrzałam na niego zdumiona.
- Zmieniłeś wiarę? - zapytałam głupio.
 Popatrzył na mnie jednoznacznie. Odpiął pas i wysiadł z samochodu. Zrobiłam to co on i moment później staliśmy oboje przed drzwiami do monumentalnego budynku.
- Myślisz, ze jest... - nie zdążyłam dokończyć, kiedy Zayn delikatnie pchnął drzwi. Były otwarte.
Kiedy wchodziłam, zdążyłam zauważyć wygrawerowany, złoty napis : St. Paul's Catedral.
Katedra była ogromna. Zayn zapłacił strażnikowi za wejście, chwycił mnie za rękę i poprowadził w stronę jednej z galerii. Wiedziałam, bo zdążyłam przeczytać kilka znaków, a Malik szedł dość szybko.
Weszliśmy do dziwnego pomieszczenia z ogromną kopułą. Nie było tutaj ludzi. Puścił moją dłoń i przeszedł kilkanaście metrów, na drugi koniec galerii i odwrócił się w moją stronę. Nie spuszczałam z niego wzroku. Zauważyłam, że poruszył ustami. Sekundę później usłyszałam jego szept, jakby stał obok mnie...
- Kocham cię.
Drgnęłam, zmierzyłam ściany wzrokiem i później spojrzałam zdumiona na Zayna. Uśmiechnął się kokieteryjnie.
- Ja ciebie też. - szepnęłam. - Jak to działa?
- To zabawne, ale te ściany są tak wykrzywione, że mogę usłyszeć twój szept nawet, jeśli stoję 30 metrów dalej od ciebie. - odpowiedział.
- To niesamowite... - powiedziałam sama do siebie, kładąc dłoń na jednej ze ścian.
Malik ruszył z powrotem w moją stronę.
- Idziemy? Obiecałaś mi coś. - przypomniał mi, kiedy stał już bardzo blisko mnie. Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową, a on nachylił się i cmoknął mnie w usta.

- Więc chce pan, żebym wykonał pana projekt? - zapytał uprzejmie tatuażysta. Zayn w odpowiedzi kiwnął głową.
Usiedliśmy na osobnych krzesłach, obok siebie. Na pierwszy ogień szedł Malik. Nudziło mi się, więc tylko przeglądałam albumy, od czasu do czasu zerkając na bruneta. Nie skrzywił się ani razu. Nie znałam jego projektu. Nie wytłumaczył mi go dokładnie, oprócz wstępnego schematu zapoznawczego. Ale znając Zayna na pewno go zmienił. Swoją drogą, spodobał mi się pewny tatuaż... Chyba nie ma żadnych przeciwności, żebym zrobiła sobie dwa na raz?
- Wolisz You Are, czy My Love? - zapytał Malik. Podniosłam głowę.
- My love. - odpowiedziałam bez namysłu. Zayn kiwnął głową a tatuażysta kontynuował swoją robotę.
Po 10 minutach opatulił przedramię Malika i teraz ja poszłam pod igłę.
- Tylko proszę, nie patrz. Chciałem, żeby to była niespodzianka. - poprosił Mulat.
- Mam się dać wytatuować ot tak? A co jeśli zrobisz mnie w konia i do końca życia będę miała na ręce niebieskiego, skrzydlatego jednorożca? - zapytałam z uniesionymi brwiami. Zayn popatrzył na mnie morderczym wzrokiem. - Oh, no dobra... - przewróciłam oczami, a później znalazłam jakiś martwy punkt, byleby tylko zawiesić na czymś oko.
- Gotowe. - usłyszałam po 15 minutach.
Spojrzałam na swoje czarno-czerwone przedramię.
Tatuaż przedstawiały małe ptaki, lecące do serca, w które się składały. Coś w stylu puzzli. Po złączonej stronie serca widniał napis : My love.
- Ja mam odbicie lustrzane. I zamiast My love, mam You Are. Podoba ci się? - Zayn uklęknął i złapał mnie za jedno kolano.
Tatuażysta szczelnie owinął bandażami moją rękę i tatuaż zniknął z moich oczu. Przerzuciłam więc wzrok na Malika. Uśmiechał się szeroko, ale i niepewnie.
- Jest świetny. - powiedziałam krótko. Wiedział doskonale, że nie kłamię.
Odetchnął i kiwnął głową. A mi nagle odechciało się tego drugiego tatuażu.
Skąd on do cholery wiedział, że lubię motyw lecących ptaków?

- Skończyłaś już jej robić makijaż? Jest potrzebna na planie. W tej chwili. - powiedział Aaron, wychylając się zza drzwi do garderoby.
- Gotowa! - zawołała z lubością Tina.
Zakręciłam się na krześle i spojrzałam w lustro. Wyglądałam... inaczej. Jakbym z powrotem miała 16 lat.
- Łoł... - tylko tyle dałam radę wydukać.
- Jesteś piękna wiesz? - zaświergotała Tina.
- A ty jesteś niesamowitą wizażystką. Dzięki. - powiedziałam na odchodne, wstałam i ruszyłam w stronę planu.
Była niedziela i siedziałam tu już dobre dwie godziny. Nie musiałam poznawać całej kadry, bo spotkaliśmy się przecież już w październiku. Zostało mi więc przebrać się, dać się umalować i zwyczajnie grać. Od razu zaczęliśmy od kręcenia scen, tak z grubej rury.
Akcja filmu działa się ogólnie jeszcze przed naszą erą. Daniel był mistycznym łowcą. Ja byłam pewnego rodzaju kluczem do.. czegoś. Do tego czegoś tylko ja znałam drogę. Mapę, cudownie miałam wyrytą w sercu. Bohater, którego grał Radcliffe schwytał mnie, ale teraz musiał bronić przed innymi łowcami. Podobało mi się kilka moich trików, dzięki którym zmuszałam ludzi do mówienia prawdy, czy mogłam sprawić, że moja dłoń zaczynała świecić niebieskim światłem. Było ich jeszcze dużo więcej, jednak zdecydowanie polubiłam tę postać. Jak fikcja to fikcja, czyż nie?
Kręciliśmy właśnie scenę, w której przemierzamy ruiny prastarej świątyni, należącej jeszcze do Persów, zanim opuścili te tereny.
- Nie iść tak szybko, kobieto, myślisz, że starczy nam wody na kolejne trzy dni? Jeśli będziesz tak pędzić, wypiję wszystko dzisiaj. - zarzekł się Daniel.
Zatrzymałam się i spojrzałam na niego litościwie. Stał kilka stopni niżej i opierał się o zwietrzałą ścianę. Po jego twarzy strumykami lał się pot. Uniosłam brwi wyżej i znów zaczęłam wchodzić po schodach. Daniel marudził jeszcze trochę, tak, jak było w scenariuszu, ale gdy w końcu dotarliśmy do monumentalnych drzwi, nie odezwał się ani słowem.
Podeszłam do nich i uklękłam w miejscu, w którym było małe, ukryte wgłębienie. Włożyłam tam dłoń i zapaliłam niebieskie światło, skupiając całą swą moc na dłoniach. Oczywiście, efekty specjalne te sprawy i bajery...
Drzwi zaskrzypiały, posypał się biały kurz i ukazał nam się ogromny korytarz. Daniel od razu przestąpił przez próg, zapalając pochodnię. Głupek, sama potrafiłam wydzielać światło.
- Uważaj. - ostrzegłam go.
Sekundę później stropy zaczęły się obniżać, a chodnik korytarza zapadać. Powstała mroczna ścieżka, na pierwszy rzut oka nie do przejścia. Zerknęłam uważnie na portal drzwi. Dopiero teraz zauważyłam wyryte na nim słowa.
To co żywe i prawdziwe będzie nieustannie upominało się przez całą swoją wieczność, dopóki nie zostanie uwolnione.
Uśmiechnęłam się i z pewnością siebie przeskoczyłam na pierwszy stopień. To był dopiero początek.

Zayn

Wszedłem do wskazanej przez nią kawiarni i rozglądnąłem się po sali. Siedziała na samym końcu, tyłem do mnie. Ruszyłem w jej stronę.
- Co tak ważnego się stało, że zadzwoniłaś? - zapytałem, wieszając kurtkę na krześle.
Spojrzała na mnie uważnie zza ciężkich powiek.
- Wróci tutaj za dwa tygodnie. - mruknęła w końcu i uniosła filiżankę z kawą do ust.
- Za dwa tygodnie? Wyjeżdżam, nie będzie mnie do końca marca. - odburknąłem i opadłem na oparcie krzesła.
Ona jakby zignorowała moją odpowiedź, odłożyła filiżankę i przez chwilę jej wzrok utkwił w blacie stolika. Później przeniosła spojrzenie na widok za oknem.
- A Cherry wyszła z tego wszystkiego cało... - powiedziała cicho. Przestałem bawić się telefonem i rzuciłem jej uważne spojrzenie.
- Więc o tym wiedziałaś? - zapytałem, kładąc ręce na stoliku.
- Przecież ci o tym mówiłam. - prychnęła.
- Wiesz co jeszcze planuje? Karoline? - dopytywałem. Ona w odpowiedzi pokręciła głową.
- Nic. Dała spokój. Ale myślę, że to nie koniec. - powiedziała powoli.
- Nigdy nie zrozumiem, czego ona od niej chce... Jak mogę ją ochronić? - spytałem i chciałem złapać ją za dłoń, ale wtem ktoś zapukał w szybę, obok naszego stolika.
Perrie jak pokręcona machała do mnie ręką i szczerzyła się jak... mniejsza.
 Przerzuciłem wzrok z powrotem na szatynkę. Uśmiechała się szyderczo.
- To już temat na inną rozmowę. - mruknęła i wypiła kawę do końca.
Nie zastanawiając się długo, założyłem kurtkę i wyszedłem z kawiarni, zostawiając ją samą, idąc na spotkanie z Perrie i udawaną miłością.

___________________________________________

Dostaniecie opierdziel i od razu inaczej haha :D
Przepraszam, no! Ale ilość komentarzy mnie załamuje, dołuje i w ogólę...
I kurde, stuknęło całe 9000! Dziękuję! :)
Jest 2 w nocy a ja to dodaję, ścierałam się z tym partem jak nie wiem ! 
Karoline, myślę, że znalazłaś taki jeden moment w tym rozdziale, dzięki któremu się uśmiechnęłaś... :)
Nie wiem, czy wyrobię się z następnym rozdziałem na 24 stycznia, ale no.. Bo to taki szczególny dzień, blog obchodzi swoje 9 miesięcy... staruszek ;)
Dziękuję za komentarze. I będę szują : Chcę więcej! :D
Wiśnia :)