4 komentarze? Pliiissss <3
_____________________________________
- Ale... ja już mam jedną... to znaczy... Ja już mam dziewczynę, po co mi druga? - wydukałem. Na pewno zabrzmiało to głupio, ale teraz nie potrafiłem sklecić normalnego zdania. A chciałbym... Dobrać jakieś argumenty przeciw, zostawić ich i odejść prosto do Cherry.
- Wiem, że to dla ciebie niewygodne, ale zgodnie z kontraktem, który podpisałeś... No... Zabrzmi jak szantaż i wiem, że to okropne, ale musisz to zrobić Zayn. - powiedział pan Richard, splatając ręce za sobą.
Rzuciłem spojrzenie w stronę Perrie. Opierała się o ścianę z szerokim uśmiechem, pokazując swoje dziwne zęby.. Najwyraźniej była ze wszystkiego zadowolona. Westchnąłem i spuściłem głowę.
- Od kiedy? I jak długo? - zapytałem.
Poddałem się. Wiedziałem, że nic nie wskóram. A im szybciej się temu w pełni poddam, tym lepiej.
- Po nowym roku. Pokażecie się w jakiejś kawiarni ze dwa razy, może w jakimś kinie.. A później Perrie pojedzie z tobą w trasę. - podniosłem szybko głowę.
- Ale my mamy trasę do czerwca.. z krótką przerwą w marcu. - rzekłem jakby usprawiedliwiającym się tonem.
- Więc już masz odpowiedź, jak długo będzie to trwało. - uśmiechnął się pan Richard.
Zacisnąłem pięść w kieszeni marynarki, a na mojej twarzy na pewno pojawiły się czerwone wypieki.
- Możesz iść. Na pewno więcej... instrukcji.. dostaniesz w czasie. - klepnął mnie w ramię Paul.
Odwróciłem się na pięcie i nawet nie obdarzając ich spojrzeniem, ruszyłem w stronę stolika, przy którym siedziałem.
Liam rzucił mi zmartwione spojrzenie za plecami wszystkim, ale tylko pokręciłem głową. Porzuciłem wściekłą minę i wysiliłem się na uśmiech, gdy usiadłem obok Marty. Chwyciła moją rękę w swe czułe palce i delikatnie zaczęła pocierać kciukiem wierzch dłoni.
Cherry
- Nie możemy się jakoś wymknąć? Chciałbym spędzić czas tylko z tobą. - szepnął mi Zayn na ucho
- Postaramy się urwać wcześniej. - mruknęłam kątem ust.
- Eh... idę do toalety. - odpowiedział i już go nie było.
Sięgnęłam po torebkę i wyciągnęłam telefon. Zbliżała się dopiero 20. Zobaczyłam, że jakiś czas temu dostałam wiadomość.
Cher napisała mi, żebym spotkała się z nią przy głównym bufecie, gdy się tylko zjawię. Ups.
- Widziałaś dzisiaj Cher? - spytałam Sary.
- Nie. - zrobiła wielkie oczy w niewiedzy.
Rozglądnęłam się po sali i widząc, że Zayn nie wraca, ponownie zwróciłam się do czerwonowłosej.
- Idę jej poszukać. - mruknęłam, wstałam i ruszyłam w stronę ogromnego stołu z jedzeniem.
Wesoła czarnowłosa w najlepsze gawędziła z młodym kelnerem, trzymającym tacę z kieliszkami perłowo-białego szampana. Była odwrócona do mnie, więc gdy dotknęłam jej ramienia, podskoczyła nieznacznie i obróciła się z zaskoczoną miną. Później, jak zawsze, wtuliła mnie w swoje ramiona.
- Co u ciebie Cherry? Dobrze się bawisz? - zapytała, rażąc promienistym uśmiechem. Rzuciła długie spojrzenie na salę, naciskając tym samym, żebym pochwaliła dzisiejszy świąteczny wystrój.
- Tak, jest pięknie. - puściłam jej oczko. - Chciałaś ze mną pogadać? - to było raczej stwierdzenie, niż pytanie, ale i niegrzeczne przejście od razu do sprawy. Dla zamglenia trochę chamskiej nutki, posłałam jej miły uśmiech.
- Ah, tak... Obiecałaś mi, że coś nagramy. Co myślisz, żeby po świętach od razu posiedzieć trochę w studio? Poczytamy trochę twoich tekstów, wybierzemy coś, nagramy i jesteś wolna.
- Brzmi jakby miało to zabrać nie więcej jak 5 minut. - zaśmiałam się cicho.
- A stety niestety, będzie trwało jakoś dwa tygodnie. - Cher zacisnęła usta w jedną kreskę.
- Więc im szybciej tym lepiej. 5 stycznia ruszam z innym projektem, więc rozumiesz. Chciałabym się wyrobić...
- Może być trudno, ale... To kiedy się widzimy? Pasuje ci 27? - zapytała na wyrost uprzejmie.
- Jasne. - skwitowałam uśmiechem. Wtem ciszę, której wcześniej nawet nie zarejestrowałam, przerwały dźwięki muzyki, dzięki której wszyscy poderwali się do tańca.
- Ten kawałek jest świetny! Zostaw tą tacę, zatańcz ze mną! - wyrwała się Cher i porwała do tańca młodego kelnera.
Westchnęłam i oparłam się o stół z bufetem, rozglądając się po przekąskach. Zebrałam jednym ruchem dłoni łososia z białym serem w środku i odwróciłam się przodem do ludzi. Prosto do mnie zmierzał Kyle. Uśmiech na jego twarzy był tak zawadiacki i pewny siebie, że w pewnym stopniu mnie przestraszył. Zrozumiałam jednak jego intencje. Rozglądnęłam się szybko z deską ratunku. W prawo... w lewo...
Jest! Nialler stał dość niedaleko, kładąc na talerz masę jedzenia. Ruszyłam szybko w jego kierunku i chwyciłam go za ramię.
- Co jest? - zmarszczył czoło. Zaciągnęłam go w stronę tańczących par.
- Proszę, udawaj, że wszystko jest normalnie. Uśmiechnij się i tańcz. - powiedziałam, błagalnym tonem, chowając twarz w jego ramieniu.
- Opłaca mi się zadawać kilka pytań? - jego głos był trochę drżący, jakby jego język powstrzymywał się od powiedzenia kilku słów. Jakby miał wbudowaną w sobie tarczę, której mój wpływ nie ominie. Ku mojemu zdziwieniu, chłopak splótł nasze palce razem i zaczął się bujać, kompletnie nie w rytm i tempo muzyki.
- Jak chcesz. - odpowiedziałam bez emocji.
- Dlaczego tańczymy? - zachichotał gdzieś nad moim uchem. Ja sama też się uśmiechnęłam.
- Może to śmiesznie zabrzmi, ale uciekłam przed natrętem i całe szczęście, że byłeś blisko.
- Czuję się wykorzystany, zaprawdę! - oburzył się, a ja wybuchnęłam śmiechem.
Przez chwilę tańczyliśmy w ciszy. Nawet muzyka zrobiła się wolniejsza, chyba specjalnie dla nas.
- A tak po za tym to.. co u ciebie słychać? - zapytał i byłam pewna, że przegryzł przy tym wargę. Poczułam dziwne mrowienie na karku.
- Jakoś powoli. - odpowiedziałam bez przekonania.
- A jak z filmem? Kiedy wszystko rusza?
- Za niecałe dwa tygodnie. Zdałeś już prawko? - zmieniłam temat.
- Nie, mam ostatnią godzinę do wyjeżdżenia i planuję zdać przed sylwestrem.
- Ja tak samo! - zareagowałam chyba trochę za gorączkowo. Ale Horan tylko mocniej ścisnął moją dłoń. - A... - zawahałam się - Dalej chcesz odejść od chłopców? - zapytałam i tym razem to ja przegryzłam wargę.
- To dość skomplikowane. - odrzekł dość chłodnym tonem. Postanowiłam więcej nie naciskać. Po chwili wolna piosenka się skończyła, więc odstąpiłam od niego na krok i pierwszy raz od wielu dni spojrzałam mu w oczy. I po raz pierwszy ciężko było z nich cokolwiek wyczytać. Zwykle łatwo było rozpoznać jakie emocje Niall odczuwa w danym momencie. Teraz tkwiła w nich jedynie gorzka tajemnica. Może nawet chłód? Niall się zmienił. Był teraz bardziej zimny, może dojrzalszy, jakby nie ufał nikomu. Nie było już radosnych iskierek, śmiechu i ciepła. Jedynie zimno... i ta skurwiała tajemnica. Aż skrzywiłam się delikatnie, wcale tego nie chcąc.
- Coś nie tak? - zapytał. Rozplótł nasze dłonie i złapał mnie za ramię.
- Nie, w porządku. Pójdę się czegoś napić. - rzekłam, spuszczając wzrok na podłogę. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę bufetu.
Mogłam z nim nie tańczyć i już ewentualnie przeżyć tego debila Kyle'a ! Idiotka Cherry!
- Jak to jest? - usłyszałam znajomy głos - Uciekasz przed jednym, tańcząc z drugim, w momencie, gdy nie ma trzeciego? - odwróciłam się. O stół opierała się... Karoline. Karoline ze swoim bezczelnym, pewnym siebie uśmieszkiem. Zrobiłam niepewną minę i kurczowo złapałam się błyszczącego obrusu.
- Czego chcesz? - zapytałam, siląc się na dość odważny ton. Choć moja psychika ukazywała całkiem coś innego.
- Oh, czy ty się mnie boisz? - zachichotała, zakrywając dłonią usta. - Na prawdę nie ma czego. Chyba, że kochasz swojego brata, to całkowicie zmienia postać rzeczy. - spoważniała nagle i wskazała palcem w stronę tańczących par. Zwróciłam głowę w ową stronę. Olaf tańczył z Sarą... a obok nich stał jeden z tych młodych kelnerów. Nagle chłopak zrobił niemal niewidoczny ruch. Z rękawa koszuli wypuścił kawałek czarnego metalu. Na początku myślałam, ze owa rzecz spadnie i roztrzaska się o podłogę, co na pewno zwróci uwagę tłumu. Nic takiego jednak się nie stało. Kelner uśmiechnął się, widząc moje niezrozumienie i wypuścił jeszcze kawałek owej rzeczy... Lufy pistoletu.
Krew podeszła mi do mózgu. Natychmiast odwróciłam się do Karoline.
- Przestań, zrobię wszystko. - powiedziałam z nutą paniki w głosie. Ona tylko bezczelnie zachichotała. Podeszła do mnie bliżej. Nie dzieliła nas duża odległość.
- Jeśli wszystko to... w przyszłym tygodniu rozstaniesz się z Zaynem. Masz zakończyć przyjaźń z Harrym. Zniszczyć jakikolwiek kontakt z Liamem i Louisem. I nie odbudowywać kontaktu z Niallem. Zero One Direction w twoim życiu. No i... - ceremonialnie spojrzała w górę, zamyślając się - Hmmm... A może tak znikniesz z życia publicznego? Tak, to dobre. Zrobisz to co powiedziałam, brat będzie bezpieczny. Zrozumiałaś, mam nadzieję? - uśmiechnęła się złośliwie i słodko zarazem.
Przełknęłam głośniej ślinę i spuściłam wzrok na podłogę. Nie miałam jakiegokolwiek wyboru. Musiałam to zrobić.
- Tak. - odpowiedziałam ledwo dosłyszalnie.
- Świetnie! - ucieszyła się i klasnęła w dłonie. - To trzymaj się i wcielaj plan w życie słodka blondyneczko.
Kiedy podniosłam głowę, już jej nie było. Głośno wypuściłam powietrze z płuc. Postanowiłam, że poszukam Zayna. Ruszyłam więc dość chwiejnym krokiem w stronę stolika. Oczywiście, żeby nikt niczego nie zauważył, przybrałam tą bardziej radosną minę. Nie wszyscy siedzieli na swoich miejscach. Nie było Olafa, Sary, Tay, Harrego, Louisa i Liama. Niall wżerał właśnie porcję tortu, a Zayn tylko seksownie siedział na krześle. Opadłam obok niego i upewniając się, że Niall nic nie słyszy, nachyliłam się, by szepnąć mu na ucho.
- Zbierajmy się. Proszę.
Chłopak jak na zawołanie poniósł się, powiedział Niallowi, że jedziemy, złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wyjścia. Po 5 minutach siedzieliśmy w samochodzie.
- Nie było chyba aż tak źle, co? - spojrzał na mnie z przekonującym uśmiechem, zaraz po tym jak jego pas kliknął. Wydęłam krzywo wargi i pokręciłam głową. Zayn odpalił silnik i wyjechał z podjazdu.
- Zatrzymasz się na jakiejś stacji benzynowej? Chce mi się siku. - dopowiedziałam, kiedy spojrzał na mnie pytająco. Pokiwał głową i dalej mknął ulicami Londynu.
Zaczęło padać. Ogromne zimowe krople deszczu głośno bębniły o blachy samochodu. A Zayn dalej niebezpiecznie szybko jechał...
- Zwolnij trochę. - poprosiłam.
- Myślałem, że masz potrzebę. - powiedział Zayn, patrząc na mnie krótko. Jednak mojej prośby posłuchał.
- Wolę się posikać niż zginąć. - skwitowałam, a brunet cicho zachichotał.
Po chwili zatrzymał się na jakiejś stacji benzynowej, kiedy moja sytuacja nie była aż tak.. groźna, lub jak kto woli - zaawansowana. Chwyciłam płaszcz, zrobiłam z niego coś w rodzaju dachu i pobiegłam do małego budynku. Na całe szczęście do toalet nie było kolejki. Załatwiłam pilną sprawę i weszłam do pomieszczenia z kasą. Nie było tu klientów. Zatrzymałam się, patrząc za plecy sprzedawcy. Głęboko zastanawiałam się, czy nie zajmie mi to zbyt wiele czasu. Z przyspieszonym tętnem sięgnęłam do, zawieszonej na moim ramieniu, małej różowej torebki. Wygrzebałam kilka funtów i podeszłam do sprzedawcy.
- Dobry wieczór. - przywitałam się.
- Co podać? - spytał, bez uśmiechu. Był bardzo zmęczony.
- Potrzebuję, żeby pan mi szybko powiedział, które papierosy są najlepsze. Nie za mocne ale i nie za słabe. Plus jeszcze zapalniczkę. - powiedziałam dość szybko, a serce przyspieszyło pompowanie krwi. Zmęczony chłopak odwrócił się, chwycił czarną paczkę i zwrócił się do mnie.
- 7 funtów. Mogą być? - spytał bez przekonania, mając głęboką nadzieję, że się zgodzę.
- Tak, proszę.- odpowiedziałam i rzuciłam drobne na małą tacę.
Chłopak zmiótł je jednym ruchem dłoni i wrzucił do kasy. Ja natomiast chwyciłam czarny kartonik i zapalniczkę i wyszłam z budynku tylnym wyjściem. Było strasznie ciemno.
Stanęłam pod małym daszkiem tak, by nie zmoknąć oraz tak, by nie widział mnie Zayn. Rozdarłam folię i otworzyłam paczkę. Oderwałam kolejne sreberko i wyciągnęłam papieros. Włożyłam końcówkę do buzi, a drugą końcówkę podpaliłam zapalniczką. Tak jak uczył mnie Zayn zaciągnęłam się przy tym.
Zdecydowanie byłam dzisiaj w małym dołku psychicznym. Który albo się pogłębi, albo zniknie. Ale raczej to pierwsze. Ktoś groźbami kazał ci zmienić twoje życie. To tak jakbym nagle wyjechała na Grenlandię i wróciła, kiedy Karoline będzie w Polsce opiekowała się wnukami, lub nie wróciła w ogóle. Cała ta okropność mnie przytłaczała. Nie zauważyłam nawet kiedy z moich oczu pociekły łzy. Duszę miałam połamaną na małe kawałki.
Nagle usłyszałam szybkie kroki. Spojrzałam w tamtą stronę. Przez świecącą lampę, widziałam tylko zarys postaci. Zatrzymała się nagle, dostrzegając dym z mojego papierosa. A później puściła się biegiem w moją stronę. Złapała mnie za ramiona i potrząsnęła gwałtownie, krzycząc :
- Oszalałaś ?!
Zayn bezpiecznie złapał papieros, wyciągnął go szybko z mojej buzi i wyrzucił prosto do kałuży. Deszcz z dachu skapywał na jego idealnie ułożone włosy... On jednak wciąż trzymał mnie za ramiona, a jego twarz była na wysokości mojej.
- Zabroniłem ci Cherry! - wykrzyknął emocjonalnie.
Cały się trząsł. A ja ze strachem patrzyłam w jego oczy. Dopiero po chwili, dzięki odbijającemu się światłu w moich oczach, zauważył, że płaczę. Wyprostował się i ściągnął ręce z moich ramion.
- Coś się stało.. - stwierdził.
Wybuchnęłam głuchym płaczem.
- Tam była Ka...Karoline! I... I groziła mi! Kazała mi się z tobą rozstać i zrezygnować z filmu! Groziła.. Groziła, że zabije Olafa! - zaczęłam szlochać, jednak Zayn szybko przyciągnął mnie do siebie i chwycił w swoje ramiona. Stłumił wszystkie inne słowa, które chciałam jeszcze powiedzieć.
- Shhh... Jestem tutaj. Już dobrze. - uspokajał mnie cichym głosem.
Trwaliśmy tak chwilę w milczeniu, moknąc. Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej i delikatnie się odepchnęłam.
- Ty też mi powiedz, co ci leży na sercu. Wróciłeś od Paula strasznie przybity. - powiedziałam dość żałośnie i wytarłam łzy dłonią. Zayn popatrzył na mnie jak na czarodziejkę. - Przykro mi, ale poznam po tobie wszystko.
Przez chwilę się wahał. Miał skrzywioną minę, owszem i co chwilę otwierał buzię, ale nie odzywał się przez długi czas. A ja wciąż płakałam...
- Kazał mi być z Perrie... - powiedział cicho ze spuszczoną głową.
Nie wiem, bo zgubiłam się w rachubie, ale po raz któryś w życiu, moje serce pękło na kawałki.
_______________________________________
Cześć! :D
Po pierwsze chciałam podziękować wszystkim, ale i każdemu z osobna, za czytanie tego oto nudnego opowiadania :D
Wiem, że to może trochę późno, ale zdałam sobie sprawę, że nie otrzymałam jeszcze ani jednego hejta... Co we współczesnym świecie jest takim fenomenem, że staje się codziennością. Więc, no... No w każdym razie - moi kochani hejterzy, jeśli jesteście, to się nie ujawniajcie, bo chcę żyć w przekonaniu, że jest dobrze :D ahh ta słodka nie wiedza... dobra koniec o mnie :D
Pytam i pytam, ale nikt mi nigdy nie odpowiada : CO U WAS WISIENKI !? :)
Liam ostatnio odpisał fance, że on nigdy nie robił swojej pracy domowej! Zły Tatuś !
To chyba tyle...
Aha! Take Me Home platyną w Polsce yay! No.. :D
Wiśnia :D









