sobota, 14 lipca 2012

Part 26

- Macie rację... zbyt szybko się zaangażowałem. Znałem ją przecież tylko miesiąc... Ale... Myślę, że długo z tymi kłótniami nie pociągniemy... Wydamy ostatni album i odchodzę z zespołu - mruknął spuszczając głowę. Nie zdążyłem nic powiedzieć, bo usłyszałem przerażający wrzask Louisa z dołu. Szybko zbiegliśmy na dół. Weszliśmy do... salonu? To co zastaliśmy wyglądało masakrycznie... Jak gdyby wielka bomba, wybuchła na środku pokoju, pozostawiając wszystko w krytycznym niemal stanie. Sufit, ściany, każdy mebel, podłoga... Dosłownie wszystko było w pomarańczowo-szarej papce. Zatkałem nos i wszedłem jednym krokiem do salonu, starając się nie nadepnąć na brud.
- Lou, gdzie ty jesteś? - spytałem, rozglądając się po pomieszczeniu. Usłyszałem cichy jęk na kanapie. Przyjrzałem się dokładnie. Tommo rzeczywiście tam siedział. Ta masa na puzzle idealnie zlała go z otoczeniem. W ręku trzymał... robot kuchenny. Podeszliśmy z Niallem do poszkodowanego, starając nie ubrudzić się śmierdzącą mazią. Podnieśliśmy Louiego i zaprowadziliśmy go do toalety. Zamknęliśmy za nim drzwi i udaliśmy się do kuchni.
- Nie wiem, co Liam na to powie... - mruknąłem, myjąc ręce w zlewie kuchennym.
- Wkurzy się... Zgłodniałem. - oznajmił Horan, podchodząc do lodówki. Usiadłem przy stole i uważnie wpatrywałem się w blondyna, intensywnie myśląc.
- Niall... przepraszam. Nie odchodź, nie ma powodu... poprawimy się. Naprawimy to. To wszystko co się zepsuło. Obiecuję. - mówiłem powoli. Irlandczyk zamknął lodówkę i odwrócił się w moją stronę.
- Zayn przepraszasz mnie już chyba setny raz...
- Zmieniłem się Niall. - przerwałem mu. - Nie odchodź... błagam. - wstałem z miejsca.
- Zastanowię się... - mruknął po krótkiej chwili i wyszedł, z jogurtem w ręce.
Westchnąłem. Tak cholernie dużo się zmieniło... Usłyszałem dźwięk zamykanych i otwieranych drzwi.
- Kurwa, co tu się dzieje? - Harry stanął w progu salonu. Podszedłem trochę bliżej do niego i oznajmiłem :
- Louis robił puzzle. - Hazza wykręcił głowę w moją stronę.
- Aha... Nikt nie próbował go powstrzymać? - spytał, ponownie omiatając wzrokiem pomieszczenie.
- Nie zdążyłem.
- Ale nic mu nie jest? - spytał szybko Loczek, ponownie odwracając się w moją stronę. W odpowiedzi pokręciłem głową, patrząc się na kanapę, na której siedział Lou. Odbiła się jego postura...
- Harry... Czy ty i Marta... Czy wy...? - spojrzałem na Stylesa, jednak on szybko mi przerwał.
- Nie, nie! Nic z tych rzeczy. Wiedziałem, że tak pomyślisz. Nie ma między żadnej chemii. Spokojnie.
- Więc dlaczego u niej byłeś?
- Traktuję ją jak starszą siostrę... Chłopak z nią zerwał... pocieszałem ją mówiąc ściślej. - wytłumaczył. Odetchnąłem.
- Więc między wami...
- Nic a nic. Wiem, że to twoja... prawdziwa miłość Zayn. Nie mógłbym... - powiedział Styles, poklepał mnie po ramieniu i ruszył w stronę kuchni. Dzięki Bogu! Ale to nie tłumaczy, dlaczego Harry był taki nie miły...
- To dlaczego byłeś taki oschły? - zawołałem za nim. Chłopak zatrzymał się w połowie drogi.
- No bo... Nie powiesz nikomu? - odwrócił się w moją stronę z błagalną miną.
- Przecież wiesz, że ze mną możesz pogadać o wszystkim. A z resztą, komu miałbym wygadać? Nikogo nie powinno to interesować. - uśmiechnąłem się zachęcająco.
- Ok, więc... Marta mi w czymś pomaga... I ja po prostu... Byłem dla ciebie niemiły, żeby wprosić się w jej łaski.
- Podlizywałeś się?
- No tak... - podrapał się po głowie.
- W czym ci pomaga? - zainteresowałem się.
- Bo... Jest taka Megan... siostra Adriana... - włączył tryb powolnego głosu.
- Ok, wszystko wiem. - przerwałem mu. - A co z Emmą?
- Kij z Emmą. Pobawiła się mną... Tak jak Niall mnie ostrzegał... widziałem ją z Adrianem.
- Yhmmm... I co Marta sądzi na mój temat? - spytałem z nadzieją na dobre wiadomości.
- Wiesz... wydaje mi się, że ona cię kocha, ale nie może wybaczyć ci tego, co zrobiłeś... Kurde, jakie ,,wydaje mi się" ! Ja to wiem! Jestem tego pewny Zayn.
- Co ja takiego zrobiłem? - zmarszczyłem czoło.
- No wiesz... Ty i Liam... jakby zmusiliście Nialla do zerwania... Ona uważa, że to przez was ma teraz złamane serce. Ale wybaczy ci. Musisz się tylko postarać... Walcz o nią, Zayn.

Cherry, środa.

Wrzuciłam do torby kolejne trzy koszulki. Stanęłam nad bagażem, opierając ręce na biodrach.
- Na prawdę musisz? - spytał Olaf, leżący na moim łóżku i przyglądający się mojemu czarnemu stanikowi. Podeszłam i zabrałam swoją rzecz.
- Muszę. - popatrzyłam na niego znacząco. On teatralnie przewrócił oczami. - Rozmawiałeś z Karoline? - spytałam, wyciągając koszulę z szafy.
- Na prawdę muszę? - spytał, tępo wpatrując się w sufit.
- Musisz. - powiedziałam takim samym tonem jak poprzednio.
- Przecież to twoja i jej sprawa... ja się nie mieszam. - rzekł stanowczo i tym razem wziął do ręki moje koronkowe majki.
- Olaf, na prawdę chcesz posuwać oszustkę? - spytałam, stając przed komodą, i zastanawiając się, gdzie są skarpetki. On odwrócił szybko głowę w moją stronę. - Dobra sformułuję to inaczej, ale już tak nie patrz... Na prawdę chcesz być z oszustką?
- Nie chcę odpowiadać na to pytanie. - mruknął.
- Olaf! - krzyknęłam.
- No dobra! Pogadam z nią...
- Jesteśmy! - usłyszałam z dołu. Zostawiając Olafa w pokoju, zbiegłam na dół. Wpadłam w ramiona Megan i mocno ją przytuliłam, zamykając oczy.
- Ugggh, jak ja będę tęsknić no! Nie wyjeżdżaj na tak długo, proszę. - mówiła do mojej szyi. Otworzyłam oczy. Zobaczyłam szeroko uśmiechającego się Adriana. Jego oczy niesamowicie błyszczały... Odsunęłam brunetkę na długość ramion.
- Będę robić to co kocham.. no tak, mniej więcej. Ale kiedy tylko znajdę czas, będę dzwonić. Obiecuję. - spojrzałam Megan głęboko oczy, które były już zaszklone. Pokiwała głową i uśmiechnęła się delikatnie.
- To ja... zrobię kawę. - rzekła i spojrzała znacząco przez ramię na Adiego. Weszła do kuchni, pozostawiając mnie sam na sam z tak kiedyś bliską mi osobą... Chłopak z uśmiechem skinął na drzwi, prowadzące do ogrodu.
Usiedliśmy obok siebie na drewnianej ławeczce, wsłuchując się w szum drzew... Na szczęście nie padało.
Mam ochotę na nowy tatuaż... I nie mam pojęcia, dlaczego o tym pomyślałam, kiedy obok mnie siedział złotooki.
- Będę tęsknił... - szepnął Adrian, kładąc rękę na mojej dłoni. Spojrzałam na niego. Wlepiał we mnie te swoje przepiękne oczy... Uśmiechnęłam się delikatnie. Tylko nie teraz kuuurdę! Leczę złamane serce sexem z mega przystojnym chłopakiem, żebym mogła przyjął do siebie tego jedynego, a tu mi jeszcze jeden wyskakuje! No, kurrrdę mać...
Od odpowiedzi wyzwolił mnie mój wibrujący telefon.
- Halo?
- Wyjeżdżasz dzisiaj? Oszalałaś? I nie pożegnasz się ze swoim największym fanem, w którym skrycie się podkochujesz? Oszalałaś? Oj.. o to już chyba pytałem... Tak Cherry ! Ty zdecydowanie oszalałaś! - marudził Dylan do słuchawki. Przewróciłam oczami z uśmiechem.
- Dylan, nie sikaj w portki. Samolot mam o 19. Lunch w Maku? O 13? - spytałam, podnosząc ton, żeby przekrzyczeć jego ciągłe ,,Oszalała, oszalała...".
- Dobra. - rzekł naburmuszony. - Ale się nie spóźnij!
- Jasne. - mruknęłam na pożegnanie i rozłączyłam połączenie.
- Dylan? Umawiasz się z kimś? A co z Niallem? - spytał Adrian, cofając rękę i przyglądając mi się uważnie.
- Niee, nic z tych rzeczy. Dylan to kolega ze studiów. A z Niallem.. nie słyszałeś o niczym? - zmarszczyłam czoło.
- Nie mamy kontaktu... z tobą też dawno nie gadałem. W gazetach nic nie piszą, oprócz tych śmieci na twój temat. - oparł się o ławkę.
- Nie jesteśmy razem... już jakieś dwa tygodnie. - oznajmiłam, spuszczając głowę. Adrian zrobił minę jakby nagle połknął wielką banię powietrza.
- Przepraszam... nie wiedziałem... - wydusił i powoli objął mnie ramieniem. Eee... Co najmniej dziwne...
- Spoko. - podniosłam głowę i uśmiechnęłam się do szatyna. - Jak tam w pracy? - zmieniłam temat.
- Po staremu. Ni to do przodu ni to do tyłu. - wywalił dolną wargę, patrząc przed siebie. Nagle spuścił głowę... Zmarszczyłam czoło, cały czas mu się przyglądając.
- Coś nie tak? - spytałam, dokładnie badając go wzrokiem.
- Chodźmy do środka. Pewnie Megan zrobiła już kawę. - podniósł na mnie wzrok i sztucznie się uśmiechnął. Z mojej strony nie było żadnej reakcji, oprócz uważnego przyglądania się złotookiemu. Chłopak wstał i z rękami włożonymi w kieszenie, ruszył w stronę domu.
- Adi, czekaj! - zawołałam za nim i szybko się podniosłam. Szatyn odwrócił się w moją stronę, z oczami pełnymi nadziei, które świeciły się niczym pełnia księżyca pośród gwieździstego nieba...
- Czy Megan... Ona kogoś ma? - zapytałam, stając na przeciw niego. Nadzieja w popłochu uciekła z jego oczu... Prawdopodobnie została jedynie wiara...
- Daj spokój, wy, baby i nie gadacie o takich rzeczach? - spytał ze śmiechem. Naburmuszyłam się automatycznie.
- Nie znasz Meg? Ona tylko tobie mówi o takich rzeczach. Ze mną o swoich uczuciach nie lubi zbyt rozmawiać. - uniosłam jedną brew wyżej. - Więc?
- Nie ma nikogo. Dzika i wolna - wzruszył ramionami na swój sposób, czym wywołał mój śmiech.
- A co z tobą? - walnęłam go w ramię, cały czas szeroko się uśmiechając.
- Jestem zdrowy, a kaszelek wyleczyłem w tamtym tygodniu. - rzekł, dumnie wypinając pierś.
- Chodzi mi o to, czy kogoś masz, dupku. - dźgnęłam go w brzuch, na co zgiął się w pół.
- Oszz ty... pożałujesz ! - zawołał a następnie przerzucił mnie przez ramię i wbiegł do domu. Biegał tak po całej kuchni i salonie, co wprawiało Megan w niepohamowany śmiech.
- Debilu, puść mnie ! - biłam go pięściami po plecach, jednak to nic nie pomagało... I wtedy wpadła mi do głowy jego najgorsza słabość... Włożyłam dłonie pod jego żebra i zaczęłam go łaskotać... Efekt był taki, że wylądowaliśmy na podłodze, wybuchając ogromnym śmiechem. I w tej chwili Olaf otworzył drzwi, do których ktoś chwilę wcześniej dzwonił, jednak ze względu na sytuację, nie mogłam z tym nic zrobić. W drzwiach stanął zdezorientowany Harry, którego oczy wychodziły z orbit. Spojrzałam na Adriana. Leżeliśmy w dwuznacznej pozycji.... Rzuciłam wrogie spojrzenie bratu. Chamuwa jedna, musiała go wpuścić akurat w takim momencie.  Trochę zmieszana podniosłam się z leżącego wciąż Adiego i żeby ukryć swoje czerwone jak buraki policzki, uciekłam pędem do kuchni.
- Powiedział ci? - spytała Megan, zaciskając entuzjastycznie pięści.
- Kto? - spytałam, unosząc brwi.
- No Adi noo. - przewróciła oczami.
- Nic mi nie mówił - wzruszyłam ramionami, wyminęłam Megan i podeszłam do blatu, na którym leżała upragniona kawa.
- Skąd masz taki fajny ekspres? - odwróciła się w moją stronę i machnęła ręką na srebrne urządzenie.
- Dostałam na urodziny. Od rodziców. - oznajmiłam, wpijając łyk cudownej kawy. Odłożyłam filiżankę i postanowiłam przejść do mojej misji pomagania Harremu. Zaglądnęłam Megan przez ramię, upewniając się, że nikt nie idzie. Usłyszałam dźwięki telewizora, dochodzące z salonu. Westchnęłam i spojrzałam na Magdę.
- Siadaj. Pogadamy. - uśmiechnęłam się do niższej ode mnie brunetki. Dziewczyna kiwnęła głową i zajęła miejsce przy stole. To samo zrobiłam ja. Złapałam ją za obydwie dłonie, które leżały na stole i ponownie westchnęłam.
- Co myślisz o... Harrym? - uśmiechnęłam się zadziornie. Brunetka zrobiła ogromne oczy i próbowała zabrać ręce. Zacisnęłam je mocniej i spojrzałam na nią znacząco . - E e e. Tak łatwo mi się nie wyrwiesz. - pokręciłam głową.
- On tu jest? - szepnęła Megan, wychylając się do przodu. Z uśmiechem pokiwałam głową. - Jezu... Jak wyglądam? - spytała nieco głośniej, próbując się wyrwać. Zaśmiałam się cicho.
- Gdzie ta pewna siebie Megan, żartująca nawet z najmniejszej rzeczy, nie mająca żadnego wstydu przed płcią przeciwną? Została w Polsce? - zaśmiałam się.
- Nie nabijaj się. - naburmuszyła się dziewczyna - Wkurzył mnie wtedy na lotnisku z tą torbą.
- Wkurzył?
- Tak. Był tak cholernie uroczy i słodki, że doprowadził mnie do przegrzania komórek nerwowych. - mruknęła, siadając wygodnie na krześle. - Ben? Serio? Jak mogłabym nie rozpoznać TEGO Harrego Stylesa? Skąd on się urwał, myśląc, że taka psychofanka jak ja go nie pozna?
- Przecież nie jesteś psychofanką - puściłam jej dłonie i pstryknęłam ją w nos. - Na prawdę tak o nim myślisz? - spytałam, upijając łyk gorącej kawy.
- No a nie? Nie pamiętasz, że zawsze mnie kręcił? - spytała z nieukrywanym szokiem. Ups. To musiało mi gdzieś uciec. - No nie. Nie gadaj, że nie pamiętasz naszych kurczakowych wieczorów u ciebie na łóżku, kiedy ,,śpiewałyśmy" piosenki One Direction - uśmiechnęła się zadziornie.
- Wiesz, jakoś.. gdzieś mi to z pamięci uciekło. - zrobiłam sztuczną, przepraszającą minę. Jednak Megan spojrzała na mnie wzrokiem, mówiącym wszystko... - Oj no dobra ! Ale odezwała się ta, co darła się najgłośniej - wytknęłam jej język.
- Wtedy się jeszcze wkręcałam! Uczyłam się od ciebie! Wtedy byłam tylko od podziwiania ich urody i śmiania się z fanowskich filmików, a nie od śpiewania pod nosem ich piosenek. - przewróciła oczami, jednak jej mina pozostawała zadowolona.
- Yhym, pod nosem. - pokiwałam głową.
- Jest kawa? - do kuchni wszedł Harry. Filiżanka podnoszona przez Megan, runęła na stół, wylewając całą swoją zawartość. Harry wykrzywił usta w krótkim - Ups.
Spojrzałam na niego spod byka, podnosząc się z miejsca. Dopiero wtedy zauważył dziewczynę za mną. Podeszłam do niego i dłonią zamknęłam mu szczękę, którą otworzył na widok brunetki. Uśmiechnął się do mnie krótko i ponownie na nią spojrzał. Odłożyłam swoją filiżankę do zlewu i wzięłam kolejne dwie, dla Adriana i Olafa. Uszczypnęłam niezauważalnie Loczka w udo i ruszyłam w stronę salonu.

Nie  mogąc dłużej wysiedzieć przed telewizorem, oglądając nudny program wędkarski, wymknęłam się na balkon. Powietrze jak na niemal połowę listopada było dość mroźne. Zamknęłam oczy i zakazałam myślom stanowić kontrolę nad moim mózgiem.
- Cherry! - usłyszałam głośny szept za sobą. Z grymasem na twarzy odwróciłam się w stronę Harrego, który prześlizgiwał się przez szparę w drzwiach.
- Co jest? - spytałam, nie odchodząc od barierki.
- O której masz samolot? - Hazza podszedł do mnie ze swoim uroczym uśmiechem na twarzy.
- O 19. - odwzajemniłam uśmiech.
- Więc nie będzie pożegnalnego seksu? - mruknął z niezadowoleniem i rozczarowaniem w jednym.
- Niby kiedy, Styles, coś ty. Megan i Adrian jak na razie tu są. Olaf z Karoline nigdzie nie wyjdzie, chyba że zerwać. Ale on do takiej rzeczy przygotowuje się z tydzień. U mnie na pewno nie...
- Kurdę, jak mam wytrzymać półtorej miesiąca? - załamał się i oparł o barierkę.
Trwaliśmy tak chwilę w ciszy... on trzymając ręce w lokach i opierając się łokciami o żelazny pręt, a ja uważnie mu się przyglądając.
- Czekaj. Kto cię zawozi ? Prawka jeszcze nie masz nie? - podniósł się i spojrzał na mnie swoimi błyszczącymi oczami.
- Nie mam. Co ci chodzi po głowie Styles? - uśmiechnęłam się zadziornie. Chłopak z przestraszoną miną strzepał gwałtownie swoje loki, wywołując mój śmiech. Spojrzał na mnie i doszło do niego, o co mi chodziło.
- Bardzo śmieszne. Mógłbym cię podwieźć...  - uśmiechnął się cwaniacko.
- Oj Styles Styles... - pokręciłam głową. - Bądź tu o 17:30. - klepnęłam go w ramię i ruszyłam w stronę domu, jednak po chwili się zatrzymałam. Odwróciłam się do Loczka i spokojnie zapytałam :
- Jak Meg? - Harry również odwrócił się w moją stronę. Na jego twarzy nie było żadnych emocji...
- Do przodu - rzucił niedbale i odwrócił się w stronę ogrodu.
Ze spuszczoną głową weszłam przez drzwi balkonowe do salonu...

- Jestem pod wrażeniem. Nie spóźniałaś się, o pani! - ukłonił się Dylan, kiedy tylko podeszłam pod McD. Trzepnęłam go torebką w głowę, na co on podniósł się, z naburmuszoną miną. - Co ty taka groźna? Okres masz czy co? - zmarszczył czoło, na no ja wybuchnęłam śmiechem.
Weszliśmy do restauracji i od razu podeszliśmy do kasy.
- Co bierzesz? - spytałam chłopaka, przyglądając się dokładnie menu.
- Nuggetsy był zjadł... - powiedział tonem 10-letniej dziewczynki, splatając ręce na klatce piersiowej. Zachichotałam cicho i zwróciłam się do dziewczyny za ladą.
- McChickena, dwa Cheeseburgery, Snack Wrapa, duże frytki i... - tu spojrzałam na Dylana, który wciąż rozglądał się po menu - i Nuggetsy.
- Chcę szejka ! - krzyknął niczym małe dziecko.
- I szejka. - mruknęłam do ekspedientki, która z uśmiechem spoglądała na chłopaka.
- Truskawkowego ! - tupnął nogą.
- Truskawkowego. To wszystko. - uśmiechnęłam się do dziewczyny.
Zapłaciłam, zabraliśmy jedzenie i zajęliśmy stolik przy ogromnej podporze. Dylan wrzucił małego kurczaka do buzi i spojrzał na mnie.
- To kiedy wracasz? - zapytał, a ja w odpowiedzi wzruszyłam ramionami. - To znaczy?
- 20 grudnia koncert jest w Polsce. 23 w Londynie, zamykający trasę. Być może zostanę już w Polsce, na święta. Ale to jeszcze muszę pogadać z bratem. - powiedziałam i ugryzłam burgera.
- Mam czekać jakieś półtorej miesiąca na moją przewodniczkę po Londynie?! Przecież ja tu zginę! Nie potrafię nawet dojść do sklepu... Zostawiasz mnie na pastwę losu - burknął.
- Yhmmm... - mruknęłam, biorąc do ust frytkę.
- I nawet nie zaprzeczysz? - uniósł jedną brew.
- Zobacz. Widzisz ją? - wskazałam frytką na dziewczynę, która nas obsługiwała.
- No. Co z nią? - zmarszczył czoło chłopak, patrząc na wskazywany cel.
- Uśmiechała się, kiedy robiłeś z siebie idiotę. Idź. Poznaj. Zaproś na randkę. Poznaj bliżej. Pocałuj. Przeleć. Dalej rób co chcesz. Niech ona będzie twoją przewodniczką. - mruknęłam, zjadłam frytkę i ze wzrokiem wbitym w burgery, jadłam dalej.
- Hmm... Jesteś kompletnie, bez uczuciową...
- Suką? - skończyłam za niego.
- Ty to powiedziałaś ! A tak po za tym. To nie mój typ. - mruknął i zabrał się za szejka. Rzuciłam na niego badawcze spojrzenie.
- Jesteś gejem? - spytałam, unosząc brwi wysoko.
- Tak, a ty jesteś babcią Krysią. - mruknął z sarkazmem. - Nie jestem czubie. Wolę dziewczyny.
- Więc co z nią nie tak? Ładna, młoda, zgrabna... - wymieniłam, patrząc na obiekt rozmowy.
- Spójrz na jej włosy. Zniszczone, farbowane tysiące razy. Następne. Złamany nos, zgaduję, że od ciosu zdenerwowanego chłopaka. A jeśli zdenerwowanemu chłopakowi puściły nerwy, to pewnie go zdradziła. Następne. Nie przeciętne dłonie. Są dość duże, jak na tak drobną dziewczynę. I długie palce. To oznacza, że gra na pianinie. Co z kolei oznacza, że jest strasznie poukładana, chodzi z rodzicami do opery i w ogólę... Muł bagienny.
- Mogłeś po prostu powiedzieć NIE. - rzekłam z miną <like...seriously?>, na co Dylan się zaśmiał. - Skoro ona nie jest w twoim typie. To chyba mam dla ciebie idealną dziewczynę. - rzekłam z myślą o Pauli.
- Ohh Goood!... Czy ty chcesz mnie wyswatać? - podparł głowę na ręce, na co jego warga wykrzywiła się, tworząc dwuznaczną pozycję.
- Nope. Ani trochę. - oznajmiłam z uśmiechem i ugryzłam ogromny kęs McChickena.


- Dzwoń przed każdym wylotem... i po przylocie też. I po każdym koncercie. I w ogóle dzwoń. Oh, dobra, chodź tu. - mruknął Olaf, przyciągając mnie do siebie. Z uśmiechem wtuliłam się w jego ciepłą klatkę piersiową.
- A co z tymi świętami? - podniosłam głowę.
- Jeszcze nic nie wiadomo. Ale raczej wracamy do domu. - uśmiechnął się. Za sobą usłyszeliśmy głośne odchrząknięcie.
- Oddaj mi ją w końcu. - rzekł Adrian, wyrywając mnie z objęć brata. I znów wpadłam w te ramiona, z którymi związanych było wiele wspomnień. Właśnie one, właśnie w tej chwili... powróciły. Wszystkie. Niezliczone obrazy przeleciały przed moimi oczami, ukazując sytuacje, które niegdyś przywodziły jedynie szczęście, a po rozczarowaniu, jakie napotkałam - ból. Mocniej wtuliłam się w jego cudowne ciało, a zapach, tak dobrze mi znany, dotarł do moich nozdrzy.
- Będę tęsknił... - usłyszałam wyszeptane słowa, które już dzisiaj były do mnie kierowane, z tych samych ust. Odsunęłam się od chłopaka, spoglądając w jego dziwaczne oczy, przepełnione dziwną magią.
- Teraz ja ! - krzyknęła Megan, wtulając się we mnie. - Dzwoń, pisz, rób zdjęcia, pisz i dzwoń. Jasne? - zapytała się, patrząc na mnie uważnie.
- Jak słoneczko. - uśmiechnęłam się.
Zapakowałam walizki z pomocą Harrego, pomachałam bratu i przyjaciołom i wsiadłam do samochodu.
- Nienawidzę pożegnań. To całe przytulanie i martwienie się jest przereklamowane. - mruknęłam, zapinając pac. Harry zaśmiał się melodyjnie i ruszył w stronę lotniska. - A tak w ogóle, gdzie ty zamierzasz mnie wywieźć? - spytałam po kilku minutach.
- Po drodze jest taki przytulny motel... - uśmiechnął się.
- Czuję się jak dziwka... - mruknęłam, opierając łokieć obok szyby.
- Nie płacę ci pieniędzmi ani niczym materialnym. - zaśmiał się
- Dobrze ujęte. Płacisz mi tym, że jesteś, kiedy cię potrzebuję.
- Ja bym to ujął jako pocieszanie seksem po złamanym sercu i pomaganie w przyjęciu tego jedynego. - poprawił mnie.
- Wiem, też to już kiedyś tak ujęłam. Czekaj... co?! Jakiego tego jedynego? - wzięłam go pod włos, jednak uważnie wiedziałam, co i kogo ma na myśli.
- Marta, jesteś genialną aktorką, ale już umiem cię wyczuwać. Zayn, Cherry, Zayn ! - wykrzyknął JEGO imię. Prychnęłam i podziwiałam widoki za oknem.
- Czekaj, czy w motelu nie ma tak, że nie można wynająć pokoju na pół godziny? - zapytałam chwilę później i zmarszczyłam czoło.
- Nie można. Cieszę się, że mam do czynienia z dość spostrzegawczą dziewczyną. - Loczek uśmiechnął się tajemniczo.
- Styles, gówniarzu,co ty kombinujesz? - zmrużyłam oczy.
- O już gówniarzu! A w łóżku to tylko ,, Harry, Harry" ! - zbulwersował się, jednak uśmiech pozostał na swoim miejscu. Wybuchnęłam śmiechem.
- Wiesz, akurat ja jestem tym typem, który z bólu nie jęczy.
- Zobaczymy w nocy. 
- Co takiego? W jakiej nocy? Mam samolot na 19, czubie! - co on do cholery narobił?
- Tak się składa, że nie masz.
- Co?! - wykrzyknęłam.
- I tak nie występujesz w Holandii, prawda? Więc przylecieć możesz jutro rano. Załatwiłem wszystko z Cher.
- Styles, co ty narobiłeś? Po co miałabym zostawać aż całą noc!? - zbulwersowałam się.
- Prowadzę, muszę skupić się na drodze. - zacisnął pięści na kierownicy i zrobił minę rajdowego kierowcy.
Później już nie dociskałam. Odpuściłam. Ale kiedy stanęliśmy na przedmieściach Londynu obok pięciogwiazdkowego hotelu, moja mina musiała być bezcenna. Harry wysiadł z samochodu i otworzył mi drzwi.
- Wychodź, nie zamierzam cię nosić. - burknął. Posłusznie wstałam i zamknęłam drzwi, nie odrywając wzroku od pięknego hotelu.
- Styles, dlaczego my tu jesteśmy? Powiesz mi w końcu? - spytałam, patrząc jak chłopak wyciąga jedną z moich toreb.
- Która? Żebym nie brał wszystkich czterech... - rzekł, wyciągając najmniejszą.
- Ta niebieska. - wskazałam palcem. - Styles no! - tupnęłam.
- Weź torebkę i chodź. - chłopak zamknął auto i ruszył w stronę wejścia.
Podeszliśmy do recepcji. Harry podał starszemu panu a ladą jakąś karteczkę, odebrał kartę i ruszył w stronę wind. Nic nie mogłam zrobić, a stać tu jak sarna nie będę, więc poszłam za nim.
- Naciśnij -5 ja nie mam jak. - poprosił Hazza, wskazując głową na ogromną tablicę rozdzielczą.
- Wybrałeś piętro basenów. - odezwał się kobiecy głos z głośników, gdy dotknęłam odpowiednią cyfrę.
- Oh, zamknij się, to miała być niespodzianka ! - wkurzył się Harreh.
- Czy jest sens, żebym o cokolwiek pytała, bulwersowała się czy biła cię, żebyś mi powiedział? -zapytałam, unosząc brwi.
- Nie ma. Najmniejszego. - odpowiedział.
- Tak myślałam. - pokiwałam głową.
Winda zatrzymała się i ruszyliśmy w lewą stronę. Korytarz był ... przepiękny... Tak, jakbyśmy byli w ogromnej rurze... sufit był zaokrąglony i niski. I przede wszystkim - wokół pływały ryby. Byliśmy, więc jakby w akwarium. Doszliśmy do błękitnych drzwi na końcu korytarza. Harry postawił torbę i spojrzał na mnie.
- Tu cię zostawiam. Uważaj na siebie. I dzwoń. - powiedział i przyciągnął mnie do siebie. Przytulając mnie, delikatnie głaskał mnie po plecach, co było bardzo przyjemne... Odsunął się, cmoknął mnie w policzek, uśmiechnął się i tak po prostu... odszedł. Odprowadziłam go wzrokiem aż do windy. Westchnęłam i z małym przerażeniem ukrytym za źrenicami, otworzyłam błękitne drzwi.

_______________________________________________

Dobra, to był słaby pomysł - pisanie na początku. To nie w moim... stylu :D
Bożeświętyjacieżpierdzieleomamusiumamataktsercadzownciepokartekębouduszęsięzeszczęściachybaskoczęzwieżowca janiemogę ! Mam ponad 2600 wyświetleń, a pod ostatnim rozdziałem dobiliśmy do 100 komentarzy ! Radość no żesz kurwa nie do opisania ! (przepraszam za wyrażenie)
DZIĘKUJĘ OGROMNE ! Zaczynam was kochać :D 
Zawsze pytam - co u was? Jednak nigdy się nie odzywacie ...
A powiem szczerze, zaciekawiło mnie ostatnio, ile osób mnie tu odwiedza i czyta to co dodaję? Ciekawe, nie powiem :D
Co do konkursu... Jest ktoś chętny? Przemyślałam dziś wszystko i musi być co najmniej 7 osób, żebym mogła coś takiego zrobić :D oprócz zdjęć, które musicie wysłać na maila (wissniiaa@gmail.com) prawdopodobnie zrobię taki mały quiz, z krótkimi pytaniami na temat bloga. Tak tylko mówię, to jeszcze nic pewnego. Terminu też jeszcze nie podam, ale... fajnie by było, gdyby do końca przyszłego tygodnia były już z jakieś 4 osoby, jeśli w ogóle ktoś będzie chętny. Przypominam, że zdjęcie ma przedstawiać Cherry. Cholernie ciekawi mnie, jak ją sobie wyobrażacie :D
Co do Megan... zagości w opowiadaniu na pewno dłużej niż Paula czy Karoline. I tak oto wygląda :

Pasuje do Stylesa? Zdradzę, że zamierzam ich zeswatać ^^
Chyba was już wystarczająco zmuliłam więc... proszę jedynie o komentarz co u was, co myślicie o rozdziale i konkursie :D
Wiśnia :D


Malik mnie rozwalił *_*


czwartek, 12 lipca 2012

Part 25

Cześć ! Wróciłam wcześniej i taka mała niespodzianka niżej :D
Mam wrażenie, że nie czytacie kilku słów pod rozdziałem, więc od dziś będę pisała tu ^^
Napisałam przeeeedługi rozdział i podzieliłam go na dwie części. Więc kiedy chcecie tą drugą część? Sobota? Niedziela? Dajcie znać :)
Jak widzę Zayn wygrał! Zaczęłam więc już pisać rozdziały pod niego :)
Mam dla was dwa blogi.
Pierwszy jest od WIELKIEJ blogerki, która mimo mojego smutku, zawiesiła działalność na jakiś czas. Ale wróciła!
A drugi jest mój i jednej z moich inspiracji - Karoline. Ale nie spodziewajcie się dość szybko pierwszego rozdziału. Mam ogromną nadzieję, że to wypali :)
Enjoy !
Wiśnia :D


_______________________________________________________


 Cherry

- Cześć, możemy pogadać?
Spojrzałam ze zdezorientowaniem na osobę płci przeciwnej, której nadzieja aż wylewała się z oczu. Jak zwykle idealnie dobrane ciuchy, perfekcyjnie ułożona fryzura, przyciągające perfumy i te oczy... jego tęczówki potrafiły podniecić nie jedną dziewczynę...
W tej chwili bałam się, czy moje serce rozwali mi całą klatkę piersiową, bo tak mocno biło na Jego widok...
Splotłam ręce na klatce piersiowej i stanęłam z nogi na nogę. Uniosłam brwi możliwie jak najwyżej i wycedziłam przez zęby :
- A mamy o czym? - spytałam, czym bardzo zbiłam chłopaka z tropu. Nie spodziewał się takiego przywitania. Myślał, że gdy tylko go zobaczę, rzucę mu się na szyję i przyznam do wszystkich uczuć? Co to to nie. Kij ci w oko, za to co zrobiłeś, ty seksowny chłopcze!
- Chciałem tylko spytać, czy widziałaś wywiad... - odpowiedział zmieszany, wbijając wzrok w podłogę.
Poczułam rękę na swoich plecach. Harry wyszedł krok do przodu, ukazując się w pełnym dziennym świetle. Chłopak ubrany w czarną skórę natychmiast podniósł wzrok, widząc jakikolwiek ruch za mną.
- Oh... jak widzę, znalazłaś już pocieszyciela... - mruknął, rzucając zazdrosne spojrzenie Loczkowi.
Zacisnęłam usta. Nie zamierzałam odezwać się ani jednym słowem, choć ta wrodzona ciekawość zabijała cały mój umysł... jaki wywiad, do cholery?
- Byłem szybszy, Zayn. Który wywiad masz na myśli? Ten, w którym rzekomo Marta zdradza Nialla ze mną? - odezwał się Harry, wyrównując się ze mną. Mulat zmarszczył brwi.
- Nie. Ten w którym Karoline oczernia Martę. - sprostował Malik. Uniósł brwi w górę i drążył drugi temat - Więc teraz mamy się ścigać, kto powinien ją pocieszać? - wskazał obojętnie ręką na mnie. Przegryzłam wargę. Tę ich żałosną kłótnię, na razie postawiłam na bocznym torze. Być może egoistycznie, ale zainteresowałam się bardziej wywiadem, niż dziecinnym ganianiem się o moje względy.
- O co ci chodzi Zayn? - powstrzymałam się przed niegrzecznym użyciem nazwiska zamiast imienia. Jednak moja mina wciąż pozostawała taka sama...
Malik wziął głęboki oddech i wypuścił z głośnym świstem powietrze z płuc. Stanął o jeden schodek wyżej i nerwowo bawił się dłońmi, szukając pocieszenia w beżowych płytkach. Coś go trapi... Zdecydowanie coś mu leży na sercu... Tylko co?
- Chciałem powiedzieć, że... nie wierzę w to, co powiedziała. Jestem po twojej stronie. - powiedział zdecydowanym tonem, podnosząc głowę. Zmarszczyłam czoło. Więc teraz tworzą się dwa osobne obozy? Kto wierzy Cherry a kto jest przeciw niej? No tak... chory świat brukowców i ich wymyślnych plotek... Jednak wciąż nie dochodziło do mnie, skąd mogą mieć jakiekolwiek informacje od Karoline... Zrobiła to wszystko umyślnie?
- Harry... Mógłbyś wejść do środka? Sprawdź czy... na pewno wyłączyłam światło w lodówce - powiedziałam szybko, nim dotarł do mnie sens wypowiedzianych słów. A raczej brak sensu. Hazza, rozumiejąc jednak aluzję, zatrzasnął drzwi, pozostawiając mnie i Zayna sam na sam... Usiadłam na drugim schodku, tępo wpatrując się w furtkę. Malik bez słowa usiadł obok mnie.
- Wytłumacz mi... - powiedziałam cicho, natarczywie mrugając.
- Co chcesz wiedzieć? - zapytał, spoglądając na mnie. Więc było kilka tematów, z którymi musiałam z nim porozmawiać... - To, że się zmieniam, to, że Marry mnie zostawiła, to, że nasz zespół powoli się rozpada, to, że Karoline to najwidoczniej suka, to, że Niall jest kompletnym głupcem, czy to, że cholernie mi ciebie brakuje? - przerwał moje intensywne myślenie, wymieniając wszystko po kolei... Jakby czytał mi w myślach... Spojrzałam na niego z przerażeniem... Więc... mimo tego, że doprowadził do mojego cierpienia... tęskni za mną. Marta, ty idiotko! Przez niego masz złamane serce! I ty się nad nim roztkliwiasz?! Oh, bądź człowiekiem, spójrz na niego... Jest piękny. Przestań! Nie mogę! Sama wiesz, że mimo wszystko coś do niego czuję! I dlatego jesteś idiotką!
- Coś nie tak? Zbladłaś... - zauważył, przysuwając się do mnie o centymetr. Spuściłam głowę, ledwo co powstrzymując uśmiech.
- Nic, po prostu.. kłócę się z samą sobą. - przyznałam i delikatnie walnęłam się dłonią w głowę. - Dlaczego tu jesteś? - spytałam, patrząc na mulata.
- To pytanie raczej nie miało sensu - zaśmiał się, tym samym niszcząc całą tą obcość w naszej rozmowie. Jego melodyjny śmiech potrafił wywołać u mnie brak jakiegokolwiek zdenerwowania. Minęło wszystko. Nawet to obwinianie go za spowodowanie złamania serca. I chociaż sam w pewnym stopniu zrobił to dwa razy, jedynie co mnie teraz powstrzymywało przed rzuceniem się na jego szyję, był Harry, który prawdopodobnie podglądał nas zza okienka drzwi wejściowych. No i... jeszcze to cholerne uczucie w środku, że kolejny raz zaufam złej osobie. I ta osoba kolejny raz mnie zawiedzie. I ja kolejny raz skończę na moim łóżku, płacząc w poduszkę i przeklinając samą siebie. Jednak zdecydowanie nie mogłam tak wszystkiego odpuścić. Muszę przynajmniej udawać, że wciąż jestem na niego zła. Za to, co zrobił. Musi się postarać, żeby odzyskać moje zaufanie...
Ale z drugiej strony tak cholernie chcę być dla niego wsparciem... Chcę, żeby przychodził do mnie o każdej porze dnia i nocy i wygadał wszystko, co mu leży na sercu... Chcę móc go przytulić, bez tych obecnych wyrzutów sumienia... jednak nie cofnę czasu. Nawet nie mam pojęcia, czy on chciałby to wszystko naprawić... Ale... Przyszedł tu. Jest obok mnie. To musi coś znaczyć. Tak bardzo chcę mu na nowo zaufać...
- Więc po kolei... - rzekłam, jednak doskonale wiedziałam, że jak na razie, zależy mi tylko na prawdzie o wywiadzie. Tak jak myślałam, filozof Malik potrafił czytać w moich myślach...
- Zacznę od Karoline, egoistko - uderzył mnie lekko w ramię, z delikatnym wahaniem. Uśmiechnęłam się delikatnie. Nastała chwila ciszy, podczas której on uparcie wpatrywał się w moje niebieskie tęczówki.
- Przejdź do rzeczy. Spieszę się. - przywróciłam go do krainy żywych. Zamrugał kilka razy i patrząc przed siebie, powiedział :
- Więc Karoline... udzieliła obszernego wywiadu któremuś z brukowców. Po prostu... Nagadała o tobie dużo niefajnych rzeczy... - zaczął.
- Na przykład? - pogoniłam go.
- To, że przespałaś się z Danielem, żeby załatwić sobie rolę... Zawsze mówiłaś, że masz bardzo dobre kontakty z bratem, że jesteście zżyci... Ona powiedziała, że za każdym razem kiedy jest u was, to się kłócicie. Że wykorzystujesz nasz zespół, żeby się wypromować. Że każdego w sobie rozkochałaś. A Niall wydawał się być najłatwiejszy, więc to na nim skupiłaś swoją uwagę. I że praktycznie nie pojawiasz się na wykładach na uczelni... Coś było jeszcze o Cher Lloyd. Podobno napuściłaś jakichś bandytów, żeby zgodziła się na współpracę. I że całe to mistrzostwo Polski to ściema.
No to ładnie... Przez całą podstawówkę byłyśmy nierozłączne... w gimnazjum zdarzały się sprzeczki, jak w każdej przyjaźni, ale one były tylko potwierdzeniem, jak bardzo nam na sobie zależy. Umacniały więzi przyjaźni... W liceum nie chodziłyśmy do jednej klasy, ale kontaktu nigdy nie straciłyśmy. Później ja wyjechałam. I wszystko się urwało. Odnalazłyśmy się po jakimś czasie. I było dobrze... aż do teraz. Ale do cholery, co jej odbiło?
Otrząsnęłam się i spojrzałam na Zayna. Był niebezpiecznie blisko...
- Marta... Co się z nami stało? Znowu? - spytał powoli, uważnie śledząc moje tęczówki.
- I ty masz jeszcze odwagę pytać. - prychnęłam i wstałam. On ze zmarszczonym czołem popatrzył na mnie z dołu.
- Nie rozumiem... Co złego zrobiłem? - on również wstał. A odległość między nami coraz bardziej się zmniejszała...
- Wiesz... zawsze myślałam, że jesteś inteligenty. Domyśl się. - rzuciłam na odchodne i ruszyłam w stronę domu. Nie dane było mi jednak dojść do drzwi. Mulat złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę. Natychmiast przybliżył swoją twarz do mojej, a żeby zapobiec moim ruchom, złapał mnie za nadgarstki.
- Kocham Cię... Kiedy to zrozumiesz? - wyszeptał. A potem... co potem? Sama dokładnie nie wiem, bo przez niego moje myśli odpłynęły daleko, a pozostał jedynie obraz jego cudownych oczu... I piekielne ciepło na ustach przez pocałunek. I nagle... wszystko ustało. Otworzyłam oczy. Zayn patrzył na mnie ze strachem.
- Przepraszam. Ale... Ja tak nie mogę Cherry. Kiedy to do ciebie dotrze, że ja nie mogę bez ciebie? - spytał wręcz błagalnym tonem. Jego oczy mówiły całą resztę, której nie zdołały wypowiedzieć usta. Ale skoro ja cierpię przez niego... On pocierpi przeze mnie.
- Jeśli na prawdę tak jest... Nie było by Diany. Nie było by Marry. Nie było by tego podstępu z Liamem przeciw Niallowi. Byłbyś ty i ja. My. Razem. Ale nie ma nas. I nigdy nie będzie Zayn. Nie mogę tak po prostu zapomnieć tego co zrobiłeś źle, i rzucić ci się w ramiona, wyznając, że cię kocham, że tęskniłam i że cholernie mi ciebie brakuje. Nie mogę tak. - wyrzuciłam z ciebie i pozostawiając go w osłupieniu, weszłam do domu. Jesteś idiotką Marta. Powiedziałaś mu wszystko, co tak bardzo chciałaś ukryć...
- To było... wow. - rzekł zdumiony Harry, który stał w progu kuchni. Spojrzałam na niego wrogo i nim zdążyłam coś powiedzieć, zadzwonił mój telefon. Odebrałam, bez patrzenia na to, kto dzwonił.
- Cześć Marta. Wiesz, tak sobie patrzę, co się dzieje w świecie i ciekawych rzeczy się dowiaduję. Spaliśmy ze sobą? - spytał ze śmiechem Daniel.
- Więc, nie wierzysz w te bzdury? - spytałam z nadzieją.
- Pewnie, że nie. Na mój temat też tego dużo było, ale raczej martwi mnie to, że zaufałaś komuś, komu nie powinnaś... No, ale... To nie ja jestem od udzielania ci rad życiowych, prawda? - spytał, jakby sam siebie.
- To moja przyjaciółka.. była już w sumie... jeszcze z czasów dzieciństwa. Nie wiedziałam, że odpierdzieli coś takiego, uwierz mi... - mruknęłam, krzywiąc się nieznacznie
- Masz nauczkę, co?
- No tak, odrobinę...
- Dobra, zmiana wstrętnego tematu. Gotowa na granie? - spytał z entuzjazmem.
- Ta. Ile jeszcze razy ten reżyser będzie zmieniał zdanie? - powiedziałam z sarkazmem, na co Daniel się zaśmiał.
- Jednak grasz od stycznia. - poinformował.
- Daniel.. A co jeśli on też ma mnie za oszustkę? - spytałam szybko.
- Wytłumaczę mu wszystko. Za chwilę jadę na plan, więc... O cholera! Zagadaliśmy się, a ja jestem spóźniony! Chyba uczę się od ciebie! Dam ci znać, co o tym myśli. Na razie! - pożegnał się i szybko rozłączył połączenie. Schowałam telefon do kieszeni, kręcąc głową.
- Nie wiedziałam, że przyjaźnię się z suką... - mruknęłam. Harry wybuchnął śmiechem i podszedł do mnie, trzymając się za brzuch.
- Wiesz, ja tu jestem... - powiedział, głaskając mnie po włosach.
- Tak, widzę cię. I aż widzę te twoje zboczone myśli, wypływające zza twoich loków. - przewróciłam oczami.
- Seksownych loków. - odchrząknął, poprawiając mnie. - A co, nie mam racji? - spytał, unosząc brwi. Przekrzywiłam głowę w lewo, zastanawiając się, czy zdążymy.
- Masz. Najwyżej się spóźnię. - wzruszyłam ramionami i skoczyłam mu na ręce. Zwinnie mnie złapał i popatrzył na mnie spod byka.
- Jesteś pewna? - zapytał, odwracając się w stronę schodów.
- Oh, zamknij się już. Od pocieszania miałeś być, tak? - mruknęłam, przewracając oczami i nim zdążył cokolwiek dopowiedzieć, zamknęłam mu usta pocałunkiem.


- Cześć, sorki za spóźnienie. - przywitałam się, siadając na miejscu na przeciwko Cher. Dziewczyna zaśmiała się melodyjnie.
- Ja też się spóźniłam, nie przejmuj się. - machnęła ręką. Obok naszego stolika stał wysoki i umięśniony mężczyzna, który nie spuszczał ze mnie wzroku. Spojrzałam znacząco na Cher.
- No tak... czytałaś wywiad. - mruknęłam.
- Słuchaj, wiem, że showbiznes jest okrutny, ale... To prawda? To wszystko? - spytała, zawieszając głowę nieco niżej.
- Cher, nie siedzisz w tym drugi dzień. Myślałam, że się na tym poznasz... A zresztą.. Czy ja na prawdę nasłałam na ciebie jakiś gang? - zapytałam, unosząc brwi.
- No nie... - speszyła się. - Victor możesz odejść - zwróciła się do ochroniarza.
Po chwili przyszedł kelner, przyjmując zamówienie.
- Wiesz, przejdźmy do trasy. Pamiętasz układ? - zapytała, niszcząc niezręczną ciszę.
- Po tej śpiączce nie za bardzo. Ale wystarczy dzień, żebym sobie przypomniała. Bez problemu raczej... - zapewniłam ją.
- Więc może odpuścisz sobie Holandię? Dawno nie ćwiczyłaś. Lepiej dmuchać na zimne. - uśmiechnęła się zachęcająco. Chyba coraz mniej ją lubię...
- Jak uważasz. Ty rządzisz, ja się dostosowuję. A kiedy wyjazd? - zapytałam.
- W środę. Bilet dla ciebie jest już zarezerwowany. Wyślemy ci go mailem. To znaczy, wytwórnia... Wylot jest chyba o 19 czy coś... - urwała, bo kelner przyniósł nam kawę.
- A jak było do tej pory? Jak koncerty, fani? - zapytałam i wypiłam łyk gorącego napoju.
- Genialnie! Fani dają mi niesamowitego kopa! Czasami irytuje, gdy siedzą pod hotelem i śpiewają. Nie mogę przez nich spać... Ale atmosfera na koncercie jest świetna. - mówiła z podziwem. - Zresztą sama zobaczysz!
- Tak... i już nie mogę się doczekać - mruknęłam, jednak szybko dodałam sztuczny uśmiech, który Cher najwyraźniej kupiła. Wypiła łyk kawy i spojrzała na mnie przenikliwym wzrokiem.
- Opowiedz mi o tym wywiadzie. - powiedziała powoli - Jestem ciekawa na co brukowców stać, żeby zniszczyć człowieka - zaśmiała się. Czy mówiłam już, że coraz mniej ją lubię?
Przez kolejną godzinę musiałam naprostować kilka faktów o mnie. Chyba warto tłumaczyć się przed taką gwiazdą jak Cher? Ona przecież też może coś komuś nagadać, kiedy na przykład film wejdzie do kin...

ZAYN

Wszedłem do domu trzaskając drzwiami. Ściągnąłem buty i skórę i wbiegłem po schodach.
- Uwaga! A ty co - taki wnerwiony? - ostrzegł i spytał mnie Lou, z którym o mało co nie zdeżyłem się na korytarzu. W rękach trzymał...
- Co to jest? - wskazałem palcem na to co trzymał w misce.
- To są ... gazety. Podarłem je, dodałem oleju, marchewek i trochę piachu. Chcę zrobić własne puzle! Zawsze o takich marzyłem! - krzyknął z ekscytacją.
- Gazety mówisz... - spojrzałem na niego znacząco. On przewrócił oczami.
- Dobra masz mnie. Kupiłem wszystkie magazyny, w których jest ten okropny wywiad. Byłeś u niej? - słusznie zauważył. Swoją drogą był dość spostrzegawczy, jak na takie duże dziecko.
- Byłem...
- I dlatego jesteś taki... zdenerwowany? - starał się nie przeklnąć.
- Harry u niej był... - mruknąłem. - Pomogę ci, chodź. - powiedziałem i zabrałem od niego miskę.
Weszliśmy do salonu i położyliśmy projekt na stoliku. Usiadłem i wpatrywałem się w śmierdzącą papkę.
- Jak zamierzasz to zrobić? - zaciekawiłem się
- Oh no tak, przecież ty nie możesz się pobrudzić. - stwierdził i znów zabawnie przewrócił oczami. Usiadł na przeciwko mnie, podwinął rękawy i włożył ręce do miski. Skrzywiłem się, widząc te obrzydzające ruchy mazi.
- Biedny Mr.Malik. Musi patrzeć na tak obrzydliwe rzeczy. - zakpił Louis ze śmiechem i zaczął nucić piosenkę, która bardzo mnie zaciekawiła.
- Co to? - spytałem, marszcząc czoło.
- Puzzle, Zayn. Mówiłem ci przecież. Ty jakiś zakręcony jesteś. - pokręcił głową.
- Nie to, mam na myśli piosenkę. - rzekłem trochę nerwowo.
- A to! Niall grał to dziś cały ranek. Twierdzi, że napisał hit na nowy album... - oznajmił i z uśmiechem mieszał pomarańczowo-szarą papkę.
Hit na nowy album? Nowy i prawdopodobnie ostatni, jeśli dalej będzie tak, jak teraz...
- Wiem co pomyślałeś. - rzekł Lou, świdrując mnie wzrokiem. -  Ale ja ani myślę o rozpadzie zespołu. Nie mógłbym żyć bez was. To moje nowe życie. Życie One Direction. Pomyślcie też o fanach, a nie tylko o swoich sprawach. Wiem, że obydwoje ją kochacie, ale... Myślę, że Niall po prostu zadziałał zbyt szybko. To był taki impuls, zauroczenie. Za szybko się zaangażował. To nie była prawdziwa miłość moim zdaniem. To nie była ta słynna jedna jedyna Nialla Horana. Tą dziewczyną nie była Cherry. Myślę za to, że to jest twoja prawdziwa miłość Zayn. Musisz walczyć...- powiedział i położył dłoń na moim przedramieniu. Tak, całą upapraną mazią dłoń... - Oh, sorki.
- Gdzie jest Niall? - spytałem szybko. Lou tylko skinął głową w górę i powrócił do mieszania, śpiewając z uśmiechem.
Podniosłem się z miejsca i pobiegłem na górę. I ponownie bym na kogoś wpadł..
- Przepraszam, nie widziałem cię Niall. - powiedziałem do blondyna, który miał krzywą minę. - Coś nie tak? - spytałem, patrząc uważnie na blondyna.
- Macie rację... zbyt szybko się zaangażowałem. Znałem ją przecież tylko miesiąc... Ale... Myślę, że długo z tymi kłótniami nie pociągniemy... Wydamy ostatni album i odchodzę z zespołu - mruknął spuszczając głowę. Nie zdążyłem nic powiedzieć, bo usłyszałem przerażający wrzask Louisa z dołu. Szybko zbiegliśmy na dół. Weszliśmy do... salonu? To co zastaliśmy wyglądało masakrycznie... Jak gdyby wielka bomba, wybuchła na środku pokoju, pozostawiając wszystko w krytycznym niemal stanie.
____________________________________

A i jeszcze taki mały dopisek :D
Czasami z nudów przeglądam takie fejsbukowe stronki np. z ładnymi dziewczynami czy coś... I tak pomyślałam, że może zrobimy konkurs ?
A więc zadaniem jest znalezienie najlepszego zdjęcia, które przedstawiałoby Cherry.
Potrzebna jest blondynka, niebieskie oczy. NATURALNA.
Co do wygrania? Myślę, że doładowanie... Ale jak mi coś wpadnie do głowy, to jeszcze napiszę.
Zdjęcia wysyłajcie na email : wissniiaa@gmail.com lub gg : 35590209.
Pod następnym rozdziałem napiszę do kiedy termin :)
Wiśnia :D




piątek, 6 lipca 2012

Part 24 | Ponad tydzień przerwy...

HARRY

News World
,,Wczoraj Madonna oficjalnie zakończyła karierę na Madison Square Garden... czytaj więcej"
,,Cheryl Cole z pierścionkiem zaręczynowym! ZDJĘCIA"
,,Kolejna wpadka Miley Cyrus. Czy tym razem piosenkarka przesadziła?...czytaj więcej"
,,Koniec trasy zespołu One Direction...czytaj więcej"
,,Nominowani do MTV Teen Choice Awards...czytaj więcej"
,,Beyonce pomaga ubogim...czytaj więcej"
,,Harry Styles odbija dziewczynę kumpla?!...czytaj więcej"
,,Finał Sagi Zmierzch już w kinach!...czytaj więcej"
Czekaj... Co? Szybko kliknąłem na przedostatni podtytuł. Ukazały mi się zdjęcia sprzed dwóch tygodni, kiedy ja i Cherry wchodzimy do klubu. Rzuciłem spojrzeniem na dziewczynę. Spała. Zasnęła, kiedy śpiewałem jej sto lat, a że nie chciało mi się kisić na niewygodnej kanapie, zaniosłem ją tu - do jej pokoju. Rozgościłem się trochę, zabrałem jej laptopa i przeglądam jakieś bzdety.
Harry Styles był wczoraj widziany w londyńskim klubie Party Road. Co ciekawe, pojawił się tam z dziewczyną swojego przyjaciela z zespołu - Nialla Horana! Marta Cherry, bo o tej pannie mowa, jest studentką Royal Academy of Dramatic Art i już było o niej głośno, kiedy wygrała casting do filmu u boku Daniela Radcliffe. Dziewczyna, po tajemniczym incydencie, trafiła do szpitala i zapadła w ponad miesięczną śpiączkę ! Już dzień po wybudzeniu poszła na imprezę z przyjacielem chłopaka! W sieci krążyły już zdjęcia Cherry i Zayna Malika, kolejnego z zespołu One Direction. Tym razem, za cel obrała Harrego Stylesa, który, jak wszyscy wiemy, z łatwością ulega starszym od niego kobietom. Kto będzie następny? Kogo jeszcze rozkocha w sobie urocza Polka? Czy będzie to miało wpływ na relacje przyjaciół z boysbandu numer 1 w UK? Z pewnością będziemy śledzić ciekawe wyczyny młodej aktorki...
Wczoraj?! Przecież to było dwa tygodnie temu! Rzeczywiście, świeże mają te informacje! Wszystko wyssane z palca! Prychnąłem i zamknąłem tą głupią stronkę. Jestem pewien, że na Twitterze już jest afera, a w trendsach coś równie bezsensowego. I nie myliłem się... No może trochę... Trend nie dotyczył mnie, a... Marty. Cherry is a liar. Szybko wszedłem w hasło, ale ujrzałem tylko hejty, więc nie dowiedziałem się za wiele. Tweetnąłem ,, O co chodzi z hasłem o Cherry? Wytłumaczycie mi z jakiego powodu to hejtowanie mojej koleżanki? x"
Chwilę później, zaglądając w interakcje, ujrzałem 213 powiadomień. Directionerki przesłały mi... link. I tylko tyle. Nawet nie prosiły się o follow, co jest nadzwyczajne... Coś rzeczywiście musiało nimi wstrząsnąć. Otworzyłem stronę internetową, a adres przekierował mnie na portal plotkarski.
WIELKA PRAWDA O MARCIE CHERRY. - głosił nagłówek.
- Harry... - usłyszałem szept. Odłożyłem komputer i w mgnieniu oka znalazłem się przy budzącej się dziewczynie.
- Jestem tu. - zapewniłem ją. Przeciągnęła się i otworzyła oczy.
- Przepraszam, że zasnęłam... - uśmiechnęła się niewinnie. Pogłaskałem ją czule po głowie, zabierając kosmyk włosów z jej twarzy i zaczepiając go za uchem. Odwzajemniłem uśmiech i usiadłem obok niej. Marta, kolejny raz dzisiaj, przytuliła się do mnie, oddając mi całe ciepło, ze swojego małego ciałka.
Jakim jestem kumplem? Pomijając zdradę... Jestem dobrym przyjacielem dla Nialla? Pocieszam jego byłą po zerwaniu... Sam nie wiem, jak to odebrać, więc nie będę oczekiwał zrozumienia od innych...
- Zostaniesz na noc? - zapytała słabym głosem. - Jest zimno, pada... Nieprzyjemna, listopadowa noc...
- Zostanę. Będziemy świętować twoje okrągłe urodziny! - zapiszczałem, unosząc ręce do góry i robiąc dłońmi żaróweczki.
- Świr... - mruknęła pod nosem ze śmiechem.

ZAYN

- Zayn, Zayn! - szturchał mnie Lou - widziałeś jego kły?
- Tak, Louis, widziałem. Ja też jestem w tym kinie. Nie oglądasz sam. - przewróciłem oczami.
- Aha... - Tommo opadł na siedzenie, by za chwilę z powrotem wychylić się do przodu i przegryzać kciuki.
Rozglądnąłem się na boki. Liam w spokoju oglądał film, co chwilę jedząc popcorn. Przewróciłem głowę na drugą stronę. Niall, siedzący obok mnie... spał. I tak już dość narobiłem, więc tego nie zamierzam mu psuć.
- A dasz mi trochę orzeszków dla jednorożców? Są głodne, a pora kolacji już dawno minęła... - Lou popatrzył na mnie z dołu, swoim dziecięcym, proszącym wzrokiem.
- Słyszałem, że w toalecie są darmowe... I to ta nowa edycja. Dają też takie zabawne pluszaki. - szepnąłem mu na ucho.
Tommo zerwał się natychmiast, przedzierając się przez nogi widzów. Kopnął Nialla tak mocno, że biedak aż spadł z fotela...
- Co do...
- Nie przeklinaj Niall ! - uprzedził Liam, a poźniej jego wzrok powędrował na mnie - Co tym razem?
- Orzeszki dla jednorożców - powiedziałem od niechcenia.
- Młodzieży, proszę mi tu nie gwiazdożyć, chciałabym obejrzeć seans ! - zbulwersowała się jakaś starsza pani, siedząca rząd przede mną.

- Kłamałeś Zayn. - powiedział oburzony Lou, kiedy wyszliśmy z kina.
- Ziiimnooo, chodźcie szybciej ! - poganiał nas Niall.
Wsiedliśmy do samochodu Liama i ruszyliśmy w stronę domu.
- Czegoś brakowało... - mruknąłem, mrużąc oczy.
- Czego? Koni? - spytał Louis.
- Niepoważny jesteś... Chodziło mi o fanów... Zrobili jakąś akcję Dać Spokój Chłopakom Bo Są Po Trasie? Czy jak? - zastanowiłem się...
- Tu Zayn ma rację. - powiedział Liam zza kierownicy. - Może urządzimy jakiś zlot czy coś? Ucieszą się i tak dalej.
- Ja się nie piszę - burknął pesymistycznie Niall.
- Dlaczego niby? - spytałem trochę rozdrażnionym tonem. Horan jakby podjął walkę, bo odpowiedział tym samym głosem.
- Bo mi się nie chce. Mam dość tych pisków. Chcę odpocząć - zmarszczył nos i zrobił groźne oczy.
- Odpocząć? Czy łamać kolejne serce na jakiejś dennej imprezie? - spytał sarkastycznie Lou. On również był przeciw Irlandczykowi.
- Myślisz, że zrobisz ze mnie kogoś innego? Nie bawię się dziewczynami. Nie jestem Zaynem. Ona tego potrzebowała. - mruknął i przeniósł wzrok na widoki za szybą.
- Potrzebowała złamanego serca, oh serio? Powinieneś zostać lekarzem, świetnie się do tego nadajesz. - stwierdziłem i opadłem na fotel.
- I co teraz zaczniesz ją pocieszać, nie? Czekałeś na ten moment, przyznaj Zayn! Chcesz, żeby była twoja! - krzyknął Horan
- Na prawdę tak sądzisz Niall? Bo ja sądzę, a nawet wiem, że dałem jej spokój, żebyś ty był szczęśliwy. Wiedziałem ile ona dla ciebie znaczy. Szczęście przyjaciela było dla mnie ważniejsze niż moje własne. To dla ciebie mało, byś mi uwierzył? - wziąłem go pod włos.
- Nie wierzę Ci. Nie po tym, co usłyszałem w Australii. Skoro nie była moją jedyną, to może będzie twoją co? Sprawdź, przecież to tylko kolejna dziewczyna na twojej drodze. Były i będą miliony takich samych. Rozkochaj, przeleć, rzuć. Twoje motto życiowe Zayn. Idź do czynów. Liam na pewno ci pomoże. - prychnął.
Tymi słowami blondyn wprawił mnie w osłupienie. I nie tylko mnie. Wręcz dygotałem ze złości. Miałem ochotę obić tę jego słodką buźkę, ale nie o to teraz chodziło. Uświadomił mi, jakim człowiekiem byłem wobec dziewczyn... Ale uświadomił mi również, jakim byłem przyjacielem...

CHERRY

- Daj mi tego laptopa no! Nie będę ganiać za tobą po całym domu!
- Albo zajmujesz się mną, albo wyrzucam to świństwo! - krzyknął Harry z góry.
Westchnęłam i zaczęłam wdrapywać się po schodach.
- A chciałam tylko napisać Ellie, co u niej. Chciałam tylko przejrzeć Twittera. Chciałam tylko dać Pauli znać, że żyję. Chciałam tylko sprawdzić maila, czy na pewno zaczynam grać od stycznia. Chciałam tylko zmarnować kilka chwil przy pożeraczu czasu, zwanego dość mądrze komputerem. - mruczałam pod nosem, dopóki moja głowa nie uderzyła w coś miękkiego.
Podniosłam wzrok i zobaczyłam zadowolony uśmiech Hazzy. Stał, z rękami splecionymi z tyłu, jakby właśnie zrobił komuś psikusa. Weszłam na ostatni schodek, wyrównując się wzrostem z szyją Stylesa.
- Już całkiem postradałaś zmysły, myśląc o mnie... Gadasz już sama do siebie. Nie wiem jak tobie, ale mi wydaje się, że to bardzo źle wróży.- mówił, z miną znawcy. Przewróciłam oczami i dźgnęłam go w brzuch.
- I co zakochałeś się już? - prychnęłam, zaglądając za jego ramię.
- No...
- Gdzie mój laptop Styles? - spytałam, wyciągając dłoń przed siebie.
- W tym domu. - oznajmił, uśmiechając się szeroko.
- Oddasz mi go czubie? - moje pytanie = szerszy uśmiech Harrego.
- Sex. - poruszył brwiami.
- Nie interesuje mnie sex, interesuje mnie mój laptop. O... - uniosłam brwi. - O to ci chodzi zboczeńcu. - mówiłam, a mój palec wylądował na jego klatce piersiowej, popychając go do tyłu.
- Przecież się zgodziłaś... - marudził. Jego uśmiech zniknął, a pojawił się mały strach w oczach.
- Byłam pijana. - przewróciłam oczami w momencie kiedy Harry zderzył się plecami ze ścianą.
- Nie. To było już rano. Byłaś trzeźwa. - bronił swojego zdania.
- Więc... byłam na kacu. Czy coś... - znów przewróciłam oczami, jednak Harry spojrzał na mnie znaczącym wzrokiem. - Oj no dobra, nie patrz tak na mnie. Ale sex nie jest lekiem na złamane serce.- mruknęłam i odstąpiłam na krok od Hazzy
- A co nim jest? - spytał Styles, odpychając się od ściany. Spojrzałam na niego przenikliwie i zaczęłam gorączkowo myśleć...
- Długa, gorąca kąpiel... jakiś dobry film, popcorn...jogging... zakupy z przyjaciółkami, ale niestety - nie posiadam ich. No wiesz... coś, co uświadomi ci na nowo sens życia.
- No wiesz... - przedrzeźnił mnie - Ja czytałem, że lekiem na złamane serce jest nowa miłość, dająca poczucie całkiem innego i nowego sensu życia. Tak bez powodu. Po prostu, najzwyczajniej i już. - wzruszył ramionami i zbliżył się do mnie.
- Styles... chcesz mi coś powiedzieć? - spytałam, unosząc brwi
- No...- spojrzał w górę i zrobił myślącą minę - W sumie to tak.
- Więc? - spytałam po krótkiej chwili. Chłopak westchnął.
- Wiem, że znamy się już długo i tak dalej, ale ty wcześniej byłaś z N... moim kolegą i nie miałaś dla mnie tak dużo czasu, ale... - z każdym jego słowem moja twarz tężała... Kolejny z One Direction? - Pracuję dla SCI ! - wykrzyczał mi w twarz, a później wybuchnął śmiechem.
- Styles. Ty. Mały. Gówniarzu! - krzyknęłam z zamkniętymi oczami, a każde słowo, było wypowiedziane głośniejszym tonem niż poprzednie. Otworzyłam oczy i ujrzałam śmiejącego się Harrego. Uderzyłam go w brzuch, odwróciłam się na pięcie i poszłam do mojego pokoju.
- Żebyś widziała swoją minę ! - śmiał się Hazza, idąc do mojej sypialni i opierając się o ściany. Był cały czerwony.

ZAYN

Obudziłem się z nadzieją na nowy, lepszy dzień. Z nadzieją na odnalezienie prawdziwego siebie. Podniosłem się, przetarłem oczy, wstałem z łóżka i uśmiechnąłem się. Dziś urodzi się nowy Zayn. Czułem się całkowicie i niezaprzeczalnie obudzony. Z chęcią na nowy dzień, z chęcią na nowe smaki, z chęcią na wywołanie uśmiechu, z chęcią na śpiew... z chęcią na walkę o nią...
Wziąłem szybki prysznic i zbiegłem na dół, nie ślęcząc pół godziny przed lustrem nad fryzurą. Nie obchodziło mnie to jak wyglądam.
- Dzień dobry! Co na śniadanko? - przywitałem się, z siedzącym przy stole, Louisem.
- Marchewki czy coś. - uśmiechnął się. - Coś się stało? Jesteś jakiś inny... - zamyślił się.
- Nie inny. Teraz jestem prawdziwym sobą. Tamten Zayn to przeszłość. - powiedziałem z entyzjazmem, wyciągając mleko z lodówki.
- Czy to nie ryzykowne? - dobiegło mnie pytanie zza moich pleców. Liam opierał się o framugę drzwi.
- A czy nie o to chodzi w życiu? Nie ma ryzyka, nie ma... życia. No. - pokiwałem głową.
- Liam. Wezwij lekarza. - Lou podniósł się z krzesła.
- Może ma gorączkę... - Payne położył dłoń na moim czole.
- Oh, już dajcie spokój, mówię poważnie. Niall mi wczoraj to uświadomił. - oznajmiłem i wypiłem kakao na jednym wydechu.
- Tak, zdecydowanie Liam. Jak mówiłem wezwij lekarza. A gdzie jest Harry? - zmienił temat Tommo, w czasie kiedy ja zakładałem bluzę.
- Ej, a ty gdzie? - krzyknął Payne za mną.
- Wychodzę! - oznajmiłem i zamknąłem za sobą drzwi.
Godzina 10. Rześki ranek. No może już nie taki tam ranem, no ale... mniejsza. Kupiłem fajki i zadzwoniłem do Marry, żeby potwierdzić tą popołudniową kawę.
- Cześć - przywiałem się
- Cześć skarbie. Jak tam? - usłyszałem głos dziewczyny
- W porządku. Jesteś może wolna wcześniej? Nudzi mi się...
- Gdzie jesteś?
- Koło tej kawiarni, niedaleko mojego domu. Więc jak?
- Będę za 15 minut. Całuję!
Nie byłem blisko tej kawiarni, no ale... w 15 minut na pewno dojdę. Ruszyłem w stronę celu, cichutko nucąc Billy Jean Michaela Jacksona i rozmyślając, co w pierwszej kolejności należało by zmienić.
Przede wszystkim muszę rzucić te wstrętne papierosy... Może delikatnie podetnę włosy? I nowy tatuaż! Zdecydowanie zrobię sobie nową dziarę... tylko gdzie i co? Do tej pory traktowałem swoje ciało raczej jak obraz - ozdabiałem go symbolami, niekoniecznie wiedząc co mają oznaczać, czy symbolizować... Może jakiś mądry cytat... Spojrzałem w niebo. Zanosiło się na deszcz...
Jak na deszczu łza
Cały ten świat nie znaczy nic a nic...
Chwila, która trwa
Może być najlepszą z Twoich chwil...
- Jestem genialny! - krzyknąłem na głos, a starszy pan zmierzył mnie dziwnym wzrokiem... Posłałem mu przepraszające spojrzenie i już nie powracałem do myślenia. Dochodziłem do kawiarni, widziałem jej szyld. Mówią, żeby nie patrzeć za często w niebo, bo nie wiadomo w co się wdepnie na ziemi. Ja nie wdepnąłem. Ale jakaś dziewczyna na mnie wpadła... Mój papieros upadł na ziemię, tak samo, jak książki tej małej niezdary...Powtórka z rozrywki?
- Przepraszam, nic ci nie jest? - spytała, klękając. Zrobiłem to co ona i pomogłem zbierać jej rzeczy.
- Niee, w porządku. A co z tobą? - zapytałem, i wstałem, kiedy podniosłem ostatnią książkę.
- Dobrze... jeszcze raz przepraszam - powiedziała i pierwszy raz na mnie spojrzała.
- Chyba skądś cię znam... Studiujesz może aktorstwo? - spytałem, mrużąc oczy i przypominając sobie twarz dziewczyny.
- Tak, jestem Cassie. - uśmiechnęła się.
- Ooo... no tak, mieliśmy razem warsztaty. Jestem...
- Zayn. Nie musisz się przedstawiać - przerwała mi i kolejny raz uśmiechnęła się, ale tym razem skromnie... Było w niej coś... magicznego. Coś, czego piwne oczy Marry nie posiadały...
- Spieszysz się gdzieś? - zapytałem, wskazując palcem na książki.
- W zasadzie to... jestem już spóźniona jakąś godzinę... Chyba biorę przykład z tej oszustki z mojego roku... - prychnęła
- Odprowadzę cię. Kogo masz na myśli?
- Cherry... Czekaj. Skąd wiesz gdzie studiuję.
- Wiem, że może masz o mnie zdanie, że w głowie mam tylko sławę, ale pamiętam jeszcze, gdzie udzielałem warsztatów. - zaśmiałem się - Czemu sądzisz, że jest oszustką? - wróciłem do tematu.
- Nie słyszałeś o tym wywiadzie? Karoline... nie pamiętam jak ma na nazwisko, ale udzieliła obszernego wywiadu na jej temat. Sporo dowiedziałam się na temat tej.. dziwki. Za przeproszeniem oczywiście.
- Nie wiedziałem o tym... Co w nim było? - zmarszczyłem brwi.
- Marta nie dostała się na te dodatkowe praktyki, prawda? Ale dostała się na casting i.. Karoline powiedziała, że Cherry przespała się z Danielem Radcliffe, żeby dostać rolę...
- Co takiego? Co jak co, ale w to nigdy bym nie uwierzył... Co jeszcze w nim było?
- Wszędzie pisali, że Marta ma świetne kontakty ze swoim bratem, a Karoline powiedziała, że kiedy tylko jest u nich w domu, to się kłócą...
Nasłuchałem się jeszcze wiele zdań typu ,,Karoline powiedziała...". Jak mogła coś takiego zrobić? I to swojej przyjaciółce, jeszcze z dzieciństwa... Sumienie wprost wykrzyczało do mnie, że co jak co, ale na temat lojalności względem przyjaciół nie powinienem się wypowiadać.. W sumie to miało rację... Doszliśmy już do uczelni, kiedy zorientowałem się, że prawdopodobnie od pół godziny, Marry czeka na mnie w kawiarni.
- Przepraszam, muszę już iść. Umówiłem się - uśmiechnąłem się do Cassie.
- Jasne. Dzięki za odprowadzenie.
- To ja dziękuję za to, że powiedziałaś mi o tym co przeczytałaś.. Więc... Cześć - machnąłem ręką i odwróciłem się.
- Zayn! - zawołała za mną. Odwróciłem się. Ona ze swoimi błyszczącymi oczami wpatrywała się we mnie z uśmiechem - Dasz mi swój numer?

- Gdzie ty do cholery byłeś?
- Przepraszam... nie wziąłem telefonu - palnąłem jakieś pierwsze lepsze kłamstwo, ściągając bluzę i siadając na przeciwko Marry.
- Żartujesz?- uniosła brwi. - Przecież do mnie dzwoniłeś. To kłamstwo ci nie wyszło.
- Przepraszam, Marry... Fani mnie gonili... - chwyciłem jej dłoń, leżącą na stole i spojrzałem jej głęboko w oczy.
Pokręciła głową, zabrała rękę i nerwowo wstukała coś w telefon.
- Oh, serio? - kolejny raz uniosła brwi do góry i pokazała mi komórkę.
Widniały na niej moje zdjęcia z Cassie...
- Kto to? - spytała ostrym tonem.
Czułem, ze czeka mnie dłuuugie tłumaczenie się...
- Miałem kiedyś warsztaty w akademii teatralnej. Razem z chłopakami. I ona się dostała. Stąd ją znam. Wleciałem na nią, kiedy patrzyłem w niebo i myślałem o tobie - uśmiechnąłem się łobuzersko
- To ci wyszło. Przyznaję. Ale w ile jeszcze kłamstw, będę zmuszona wierzyć?
- Co masz na myśli? - zmarszczyłem czoło
- Oddalamy się od siebie, a ty... zmieniłeś się. Grało między nami idealnie, we wszystkim, ale... Może czas się rozstać? - zasugerowała... Nie wierzyłem w to co mówi...
- Zrywasz ze mną? Mówisz poważnie?
- Tak... Cieszę się, że mogłam cię poznać Zayn. Jesteś wspaniały - powiedziała, cmoknęła mnie w policzek i wyszła, zostawiając mnie w osłupieniu...
Ale... czy nie o to mi chodziło? Jak to powiedział Liam... pozbyć się swoich starych zabawek... I zacząć od nowa. Skoro od nowa... To stary związek... o ile związkiem ktoś by to nazwał... musi się usunąć. I muszę stwierdzić, że Marry tylko mi to wszystko ułatwiła. Szybko poszło. To ta dobra strona. A zła? Czy jest jakakolwiek negatywna strona w tym wszystkim? Złamanego serca nie mam, bo nie przywiązywałem się zbytnio... to był luźny ,,związek". Więc co jest w tym wszystkim nieprawidłowe? Tak... Wciąż nie mam jej...
 Nie uwierzyłem w kłamstwa, jakie naopowiadała Karoline temu brukowcowi. Zbyt dobrze znam Martę...
Wstałem, naciągnąłem bluzę na kark i wyszedłem z kawarnii. Co zamierzałem teraz zrobić? Zacząć nowe życie, jasne... zaśmiałem się pod nosem. Wcześniej wspomniany w moich myślach tatuaż był dobrym pomysłem. Tylko, gdzie go zrobić?

HARRY

- Styles, wstajemy - zamruczała Marta nad moim uchem.
- Jasne - mruknąłem i przewróciłem się na drugi bok.
- Harrrrrryy - szeptała
- Nie było seksu, to przynajmniej zrób śniadanie - bąknąłem, wciąż z zamkniętymi oczami. Cherry zaśmiała się słodko.
- To trzeba być Harrym Stylesem. - powiedziała i usłyszałem jak wstaje.
Wróciłem na poprzedni bok i delikatnie otworzyłem jedno oko. Marta w koszulce na ramiączka i w szortach wyciągała ubrania z szafy. Uśmiechnąłem się pod nosem. Przewróciłem się na plecy i ponownie zasnąłem...

- Harry... Hazza... Wstawaj, zrobiłam to śniadanie.
- Mhhhmmm.
- No dobra... Słońce, nic nie zrobiłam, ale stoję naga tuż obok ciebie... - powiedziała Marta
Natychmiast otworzyłem oczy. Cherry z uśmiechem na twarzy, pochylała się nade mną, łaskocząc mnie swoimi włosami.
- Wiedziałam. - wyszczerzyła się.
- Kłamczucha - powiedziałem i wciągnąłem ją do łóżka, mimo jej głośnych sprzeciwów.
Uspokoiła się dopiero po 10 minutach...
- Co zamierzasz dziś robić? - spytała, jeżdżąc palcem po mojej klatce piersiowej. Leżała obok mnie, a głowę podpierała na łokciu.
- Nie wiem... Nie pamiętam, czy mamy jakiś wywiad, czy coś... - zastanawiałem się. Kolejna chwila ciszy.
- Harry...
- Hmm?
- Mogę o coś spytać?
- Jasne, o co tylko chcesz - uśmiechnąłem się zachęcająco
- Jak myślisz... Dlaczego zerwał? Proszę, bądź szczery... - uprzedziła.
- Wiesz... myślę, że on wciąż cię kocha... Ale jest też Zayn... Jemu nie jesteś obojętna. I myślę, szczerze mówiąc... że to Zayn i Liam zmusili Nialla do takiej decyzji... - wyznałem.
- Dlaczego? - spytała. Była zszokowana.
- Nie wiem... Liam mi o tym mówił. Że rozmawiał z Zaynem o tobie i o zachowaniu Zayna.. żeby się zmienił... I Niall to wszystko słyszał... Ale nie wiem, co dalej... Wszystko się ostatnio wali... Nie wiem, czy zespół jest w stanie przetrwać te kłótnie... - zmieniłem temat, kiedy zauważyłem, że Marta wyraźnie posmutniała.
- Dacie radę... - mruknęła. - Chodź. Na prawdę zrobiłam to śniadanie. - powiedziała i wstała z łóżka.

- Jesteś mistrzynią! - stwierdziłem po wchłonięciu piątego naleśnika. - Jak ty to robisz?
- Jestem z Polski. To widać. Słychać i czuć ! - zaśpiewała, wywołując mój śmiech - W FBI nie uczą takich sztuczek? - zakpiła.
- Śmiej się śmiej. Kiedyś na prawdę byłem agentem.
- Sam, Clover czy Alex? U mnie leciało od poniedziałku do piątku o 10:05 rano. Nie wiem jak tu... Lubiłam tą bajkę - mówiła a ja zmarszczyłem brwi
- O czym ty do mnie rozmawiasz teraz? - zrobiłem minę typu : WTF.
Wybuchnęliśmy śmiechem.
- Co z Megan? - spytała, kiedy już doszliśmy do siebie.
- A co ma być? Zobaczymy, jak to się ułoży w czasie. Nie śpieszy mi się w miłości - uśmiechnąłem się - Zbieraj się. Podwiozę cię. - powiedziałem i podniosłem się z krzesła.
- Ale... Stój! Mam jeszcze dwie godziny!
- Pojedziemy na około! - zawołałem z korytarza, ubierając buty.
Marta chwilę później była już obok mnie. Uszczypnęła mnie w bok i otworzyła drzwi, przed którymi stał...
- Cześć, możemy pogadać?
_______________________________________

Cześć ! ^^
Nie wiem co mi odpierdzieliło pod koniec... tak jakoś... wyszło i O. :)
Ale i tak długi... albo mi się tak wydaje... mniejsza.
Chciałam coś dodać przed wyjazdem, więc spięłam sami wiecie co i napisałam to dla was :D
Już idę Niall!
Harry wczoraj
Danielle i Liam
Niall raz, Niall dwa.
Zayn  kupił auto swojemu tacie.
Haha !  Lou świr :D
Plotki : Zerrie już nie ma, Danielle jest w ciąży z Liamem a Niall jest w Hiszpanii.
Z tych trzech informacji tylko jedna jest prawdziwa. Horan jest w Marbelli. Wakacje czy coś ;>
A mówiąc już o wakacjach... wyjeżdżam. Na ponad tydzień. Więc... nic nowego tu nie poczytacie... ale... mam taką prośbę... może zaskoczycie mnie 5 komentarzami? hę? :) to żaden szantaż ! takie tam, wiecie... marzenie nastolatki czy coś... :)
Soł... Na razie ! :)
Wiśnia :D












Do napisania ! :) x

wtorek, 3 lipca 2012

Twitcam

Hello ! :D
Co u was? ^^
Spryciarze wy ! Nie spodziewałam się, że cztery komentarze w ogóle się pojawią, a one były już w dzień dodania rozdziału!
Przepraszam za ten głupi szantaż, ale to od was zależy czy jeszcze kiedyś użyję takiego głupstwa.
I odezwały się dwie nowe osoby!
Kocham was... a to szczera prawda!
Dajecie mi siłę i motywację o jakiej można tylko pomarzyć  !
Ale, żeby się o to prosić... no wiecie co... Wstyd. You know what I mean :D
Więc błagam na kolanach, żeby nie dochodziło do moich drastycznych posunięć, trzymajcie tak dalej ! Nie macie pojęcia, jak miło patrzy się na 4 komentarze pod postem...
Nie wiem, czy zwykłe słowo ,,dziękuję" w tym momencie wystarczy... no ale.. DZIĘKUJĘ za wsparcie. A to 2100 wyświetleń niemal oślepiło mnie kilka dni temu. Jesteście wielkie !
Soł... part 24 już powstaje. Być może dam radę na jutro, kto wie?
Dobra, nagadałam się, a czas przejść do puenty :D
Więc... Twitcam.
Pod ostatnim postem pisałam, że planuję na 5 lipca.
Mała zmiana. Twitcam będzie jutro :D moja faza ma nade mną kontrolę...
Około godziny... 19? 20? coś takiego...
Wpadniecie? Bardzo proszę, bo nie chciałabym gadać sama do siebie :D
Btw... macie jakieś pytania? Odpowiem na wszystkie. Żeby nie było nudno!
Pytania, jeśli są, dodajcie w komentarzu, spiszę sobie czy coś...
Więc... do jutra?
Nie mogę się doczekać... :)
Wiśnia :D
ps: Chłopcy są w UK ! :))





Lou i Eleanor są we Francji, w Nice. 



poniedziałek, 2 lipca 2012

Part 23

 Uwaga! Narracja 3-osobowa :)
Zanim zaczniesz czytać, koniecznie włącz ^^
 __________________________________________

 - Marta no wstań! Siedzisz tu już dwa tygodnie!
- Nie mam po co wstawać - mruknęła załamana Cherry, tępo wpatrując się w przestrzeń.
- Ale jest 18 ! - krzyknęła zdenerwowana Karoline, odsłaniając rolety.
Światło było w tej sytuacji niebezpiecznym laserem, palącym źrenice. Marta, wykorzystując resztki energii, szybko naciągnęła kołdrę na głowę.
- Za pięć minut widzę cię na dole. - oznajmiła brunetka, wychodząc z pokoju.
Była zdenerwowana całą sytuacją... Nie znalazła sposobu na pocieszenie przyjaciółki, ale w głębi duszy wiedziała, że owego pocieszenia nie ma... nie dla niej. Od najmłodszych lat, albo podnosiła się sama, albo zmieniała się diametralnie... Skrzywiła się wspominając stare czasy...
- Udało się? - spytał Olaf, gdy tylko przekroczyła próg kuchni.
- Zobaczymy za chwilę... - westchnęła, opierając się o kuchenny blat.
Miała dość tej... bezradności. Brat Marty również. Nie mógł oglądać cierpienia najukochańszej siostry... Najchętniej zabiłby winowajcę... Jednak za bardzo go lubił, by mieć do niego aż tak zbrodnialskie wyrzuty.
- Kiedy ostatnio coś jadła? - zapytała Karoline, z nadzieją, że usłyszy dobrą odpowiedź.
- Wczoraj wieczorem.. - odpowiedział cicho brunet.

Czy miała powód do wstania z łóżka? Czy był w tym jakikolwiek sens? Odrzuciła kołdrę zwinnym ruchem i położyła się na brzuchu. Znów widziała te obrazy... obrazy sytuacji spędzonych z nim... jego śmiech... jego cudowne, niebieskie oczy... jego miękkie, blond włosy... jego słodkie poruszanie brwiami... jego bycie sobą w każdej sytuacji... jego starania... jego apetyt... jego głos... jego zapach... jego wygłupianie się... jego miny... jego przytulanie... jego pocałunki... cały on. Wierzchem dłoni starła łzy z czerwonych od płaczu policzków. Pomyślała, czy jest normalnym człowiekiem, bo przecież... jak mogła przewidzieć rzeczy z przyszłości? Czy to nie należało do świata fantastycznego? Świata książek i wymyślonych filmów? Ta myśl prześladuje ją od czasu tajemniczej pobudki... Dlaczego tajemniczej? Otóż, czy po śpiączce nie powinno się leżeć w szpitalu na dodatkowych badaniach? Uczęszczać na liczne rehabilitacje? Dlaczego z nią było aż tak dobrze po przebudzeniu? Oczywiście, to pozytywna rzecz, móc wyjść do świata wcześniej niż się oczekiwało... Nie musieć przechodzić przez tyle stresujących sytuacji. Ale było w tym coś dziwnego.
Miała również wyrzuty sumienia... Czy Harry powiedział Niallowi o zdradzie? Czy to był powód zerwania? Ufała Hazzie... Do tej pory ufa, mimo, że nie rozmawiali ze sobą od dwóch tygodni. Ale jednak... zdradziła go. Zawsze twierdziła, że ktoś zdolny do zdrady, nie kocha swojego partnera. Ale to jak teraz cierpi, uświadomiło jej, jak wiele dla niej znaczył... Był całym jej światem... Nie było tak, że nic po za nim nie widziała, wręcz przeciwnie. Nie przysłaniał jej oczu, widziała inny świat poza nim... Ale dzięki niemu był on w lepszych barwach. Był jakby wieczną, nieprzemijającą tęczą... To właśnie ten chłopak pokazał jej lepszy świat.
Odnalazła siłę, pokonała strach i ... podniosła się z łóżka. Po raz kolejny przetarła łzawiące oczy i podeszła wolnym krokiem do szafy. Zawzięcie szukała swoich starych, wygodnych dresów. Włożyła ręce daleko za ubrania i mocno zepchnęła je na podłogę. Z grymasem na twarzy, uklękła z zamiarem znalezienia spodni. Zauważyła dobrze znany kawałek materiału i z uśmiechem go podniosła. Posprzątała wszystkie ubrania, które spadły z półki, w wyniku jej impulsywnego zamiaru. Podniosła się i włożyła na siebie szare dresy. Zmarszczyła brwi... zauważyła niebieską bluzkę, z pewnością nie należącą do niej. Rozłożyła ją, a kolejny potok wspomnień zmienił się w szaloną rzekę, niemal mieszając jej w mózgu. Uniosła koszulkę do swojego nosa i delikatnie ją powąchała. Tak, to ta. Była pewna. To koszulka Nialla. Nie chcąc dłużej o tym myśleć, szybko zeszła na dół, z brutalnym zamiarem ,uśmiercenia' materiału. Wbiegła do kuchni i nie zważając na zdumione spojrzenia brata i przyjaciółki, wyciągnęła wielkie nożyce z kuchennej szuflady. Pewnym ruchem, jednak z bólem wypisanym na twarzy, zaczęła ciąć materiał.
- Marta... To dupek, nie przejmuj się... - powiedział bardzo powoli Olaf, ważąc każde słowo.
Cherry natychmiast skierowała swój obudzony wzrok na brata. Jak mógł tak powiedzieć? Jak osoba, którą kocha, która tak wiele dla niej znaczy.. jak może być dupkiem ?
- Dał mi tyle szczęścia, a teraz twierdzisz, że jest dupkiem? Jest niesamowity. I zawsze będzie! - wykrzyknęła przez łzy, rzuciła ostatnie mordercze spojrzenie bratu i wybiegła z kuchni.

Chłopcy udzielali kolejnego wywiadu w telewizji. Lubili je, ale... zawsze mieli nadzieję, że pytania będą ciekawe i nie będą się powtarzały. Zakończyli miesięczną trasę w pięciu krajach, promując zespół. Byli pewni, że wyjazd do Australii czy USA jeszcze się powtórzy. Uwielbiali atmosferę w tych państwach. Uroczo uśmiechali się do kamery, ochoczo odpowiadając na pytania... Jeszcze tyle tego przed nimi... Dostali ogromną ilość propozycji udziału w licznych programach. Ta, była jedną z nich.
- Chłopcy, wszyscy doskonale wiemy, że trasa była w pewnym stopniu męcząca. Jednak znaleźliście trochę czasu dla fanów. Jak wam się to udaje? - zapytała prezenterka. Zespół zmarszczył brwi... tyle razu natrafiali na podobne pytania... Liam, jak zwykle zachowując zimną krew, odpowiedział, dając jasną odpowiedź.
- Fani są naszym natchnieniem, inspiracją. To ludzie, dla których nie znalezienie czasu jest grzechem! Od czasów X Factora, są naszą nową rodziną. A jak wiadomo, z rodziną trzeba utrzymywać kontakty. Dla nich możemy nie spać pół nocy, byle tylko poświęcić im trochę czasu. Są najważniejsi.
- Czy myślicie już o kolejnej trasie? Macie teraz ponad dwa miesiące odpoczynku, jakie macie plany?
- Przede wszystkim musimy nabrać trochę sił i nowej energii na kolejne koncerty. W planach jak na razie nic nie ma, ale kto wie... może coś niedługo się rozwinie? - Zayn uwielbiał odpowiadać pytaniem na pytanie.
- Na ostatnim koncercie w Paryżu stało się coś niesamowitego. Zobaczmy to jeszcze raz! - zapowiedziała dziennikarka, wskazując na ekran za plecami chłopców.
Koncert w stolicy Francji. Piosenka Moments. Solówka Nialla. Zwariowana fanka, zauważając nieuwagę ochroniarzy, kładzie na scenę wielki plakat z napisem CHERRY oraz kilka wiśni. Zaintrygowany Horan bierze do ręki mały owoc, unosi go na wysokość oczu i z mikrofonem w dłoni, śpiewa słowa tej emocjonalnej piosenki. Nagranie kończy się głośnym piskiem dziewcząt.
- Więc... Niall. Czy miało to w sobie jakiś przekaz? Jeśli tak to do kogo i co on znaczył?
W tym momencie prezenterka wydała im się trochę wścibska. Z pewnością nie przypadła im do gustu. A co się działo z Niallem? W jego głowie trwała groźna burza... ba! Nawet tornado, porywające każdą myśl, komplikujące sprawę jeszcze bardziej...
- Kto nie lubi wiśni? To bardzo dobre owoce. - stwierdził Lou, szukając wzrokiem poparcia u chłopców. I znalazł je. Harry, Liam i Zayn pokiwali głowami z uśmiechem. Blondyn odetchnął. Nie byli tylko zespołem. Byli najlepszymi przyjaciółmi, wspierającymi się w każdym możliwym momencie. Choć ostatnio między nimi nie grało idealnie, mieli ogromną nadzieję, że to po prostu przejściowe. Niall był im jednak wdzięczny, bez względu na to, co stało się w Australii.
- Ja lubię też avocado - odezwał się Malik, robiąc nieco zamyśloną minę.
- Ja osobiście preferuję jabłka. Kiedyś umówiłem się z dziewczyną na bal karnawałowy i przebrałem się za zielone jabłko. Podszedłem do niej, przedstawiłem się, ale ona mnie nie rozpoznała. Cały wieczór tańczyła z gruszką i myślała, że to ja. - opowiedział Harry, już całkowicie gubiąc wcześniejsze intencje dziennikarki, która właśnie wybuchnęła śmiechem.
Wywiad, nie tak nudny jak by się wydawało, skończył się dopiero po godzinie. Po wszystkim chłopcy udali się prosto do domu. To był koniec planów na dziś. Weszli do willi i od razu rzucili się przed telewizor. Z wyjątkiem blondyna. Ten udał się, co było wielką niespodzianką, do kuchni.
Tylko jeden z nich obecnie dręczył się myślami. Inni po prostu odpoczywali. Lou podniósł się z kanapy i skierował swoje kroki do pomieszczenia, w którym był Irlandczyk. Nie wyjawił nikomu tak na prawdę, co stało się między nim a Cherry. Zayn i Liam martwili się, jednak wiedzieli, że nie wypadało by wypytywać Nialla, po tym co usłyszał w hotelu w Australii. Harry myślał obecnie o dziennikarce, która jak na swój wiek, była niczego sobie. Jedynie Tommo zdał sobie sprawę, przed jakim pytaniem wybronił przyjaciela podczas dzisiejszego wywiadu.
- Niall... Możemy porozmawiać? - spytał Louis, starając przybrać się poważny ton głosu.
Irlandczyk wskazał miejsce przy stole na przeciwko siebie i wziął spory kęs kanapki.
- O czym tylko chcesz. - powiedział z pełną buzią. Lou usiadł i wziął głęboki wdech. Wiedział, że porusza delikatny temat.
- Spytam wprost, bo nie potrafię dobrze kręcić bawełny. Co się stało z tobą i Cherry? - zapytał i popatrzył przenikliwie na przyjaciela.
- Nie jesteśmy razem, jeśli mam być szczery... - powiedział cichutko Niall, spuszczając głowę.
- Dlaczego? - Louis był zszokowany... W jego oczach, byli parą idealną, a nawet - odbiciem lustrzanym. Irlandczyk spojrzał na chłopaka ze skruszoną miną. Wiedział, że nie może go okłamać lub też ominąć połowę prawdy. Wiedział, że musi powiedzieć dokładnie wszystko, słowo w słowo, litera w literę.
- Nie chciałem jej dłużej więzić... puściłem ją wolno. Czuła się ze mną jak by była w klatce. Wiedziałem, że muszę to kiedyś zrobić, a teraz, po śpiączce... to była idealna okazja.
- Niall co ty mówisz? Jak to w klatce? Może i w niej była, ale uwierz mi - ta klatka nie pozwalała jej wychodzić po za granice szczęścia! Chroniła ją przed wszystkim tym, co złe i skomplikowane. A będąc w tej klatce z tobą, była najszczęśliwszą osobą na świecie.. Czemu ja cały czas mówię o was, jak o zwierzętach? To idiotyczne... Teraz mam na myśli to, co zrobiłeś. Nie pomyślałeś, że teraz może cierpieć? Że chciała zachować stan...
- Dobra Loui, daj już spokój! - krzyknął zdenerwowany Niall. W środku, aż się w nim gotowało. Podniósł się, zostawił jedzenie i uciekł na górę.
Tomlinson prychnął. Porzucił prawdziwego siebie i choć na chwilę stał się przyjacielem, jakiego potrzebował Irlandczyk. Był poważny i służył radą, jak na doświadczonego przystało. W końcu był starszy. Wiedział, że Niall nie lubi, gdy ktoś zachowuje się jak jego rodzic. Woli załatwiać sprawy po swojemu, a jeśli już potrzebuje pomocy, to się o nią zwraca. Nie lubi wtrącania się. Ale Tommo myślał, że ta sytuacja będzie wyjątkiem... Z krzywą miną wkroczył do salonu i spoglądnął na chłopców. Teraz był już prawdziwym sobą.
- Nie chce mi się tu kisić cały wieczór... Mamy wolne. Chodźmy do wesołego miasteczka! - krzyknął z entuzjazmem.
- Lou mamy listopad. Jest za zimno... - marudził Liam
- No to klub, kino, cokolwiek... - chłopak ubrany w paski, kombinował jak tylko mógł, byleby tylko wyciągnąć przyjaciół z kanapy.
- Kino. To jest to. - pokiwał z aprobatą Zayn. - A coś grają?
- Świecącego Edwarda! I to ostatnia część! Nie można tego przegapić! - wrzeszczał wciąż entuzjastycznie Louis.
- Ja mam inne plany. - rzekł swoim wolnym głosem Harry, odzywając się po raz pierwszy.
Chłopcy spojrzeli na niego przenikliwym wzrokiem. Harold nie chce iść na nową część Zmierzchu? Coś jest podejrzane...
- Tylko mi nie mów, że umówiłeś się z jakąś dziewczyną - zmarszczył brwi Liam
- Dzisiejszy wieczór nie należy do dziewczyn - odpowiedział Harry, eliminując jedno z podejrzeń reszty zespołu. Wciąż jednak nie wiedzieli, co loczek kombinuje. Ale chyba nie woleli wnikać.

Marta zaszyła się w swoim pokoju na dobre. Minęły już dwie godziny od sytuacji z koszulką. Ponownie zasunęła rolety, jednak nie wróciła pod kołdrę. Wzięła gitarę do ręki i nie czekając na przypływ natchnienia i weny, pisała piosenkę. W pokoju panował nieład, bałagan i chaos. Zużyte chusteczki higieniczne były dosłownie wszędzie...Włosy na jej głowie sterczały we wszystkie możliwe strony, oczy były podkrążone, a mózg nie dotleniony. Brzuch krzyczał, błagając o jedzenie. Ona jednak, nie zwracała na to wszystko uwagi. Jej mózgiem i pożywieniem była teraz muzyka. Gitara była dla niej w tej chwili wszystkim. Delikatnie szarpnęła struny, błogo mrużąc oczy. Żyła. Teraz na prawdę żyła. Czuła to. Wiedziała o tym. Zagrała kilka prostych akordów i szybko zanotowała słowa na kartce, nie pozwalając uciec im w niepamięć.

Find me here, speak to me
I want to feel you, I need to hear you
You are the light that's leading me to the place
Where I find peace again
You are the strength that keeps me walking
You are the hope that keeps me trusting
You are the life to my soul
You are my purpose
You're everything

And how can I stand here with you
And not be moved by you
Would you tell me how could it be any better than this

You calm the storms and you give me rest
You hold me in your hands
You won't let me fall
You steal my heart, and you take my breath away
Would you take me in take me deeper now

Spojrzała przed siebie i po raz pierwszy od wielu dni uśmiechnęła się. Jednak po chwili zmarszczyła brwi. Usłyszała śpiew... Zaintrygowana podniosła się i podeszła do okna. Nic nie widziała... Otworzyła więc je i delikatnie się wychyliła. Teraz, owy śpiew, słyszała doskonale.

You think you got the best of me
Think you had the last laugh
Bet you think that everything good is gone
Think you left me broken down
Think that I'd come running back
Baby you don't know me, cause you're dead wrong

Spojrzała w dół. Na tarasie, przed jej domem stał uśmiechnięty... Harry. Zarumieniła się momentalnie. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak okropnie musi wyglądać. Zamknęła okno, szybko wbiegła do łazienki i przemyła twarz. Spojrzała w lustro. Była w opłakanym stanie. Za duża koszulka zwisała jej z ramion, ukazując kawałek pleców. Przeczesała włosy i stwierdziła, że i tak nic jej nie może pomóc. Z sercem bijącym jak młot zeszła na dół. Otworzyła drzwi i stanęła w progu tarasu.

What doesn't kill you makes you stronger
Stand a little taller
Doesn't mean I'm lonely when I'm alone
What doesn't kill you makes a fighter
Footsteps even lighter
Doesn't mean I'm over cause you'r gone

Skrzywiła się, patrząc jak Harry kończy śpiewać. Do jej oczy znów napłynęły łzy. Hazza, widząc co się dzieje, natychmiast do niej podszedł. Ona bez słowa wtuliła się w jego ciepłą bluzę. Był listopad, a ona wyszła na dwór w samym krótkim rękawku...
- Już dobrze... Jestem tutaj. - szepnął Harreh do jej ucha.
Weszli do środka i opadli na kanapę, wciąż trwając w uścisku.
- Co ty tu robisz? - zapytała Marta, szlochając w jego ramię.
- Siedzę na kanapie i zastanawiam się, czy te smarki na mojej bluzie kiedykolwiek się spiorą... - odpowiedział w formie żartu. Marta natychmiast odsunęła się od chłopaka, wycierając ostatnie łzy.
- Przepraszam - powiedziała, delikatnie unosząc kąciki ust do góry, w nieśmiałym i przepraszającym uśmiechu. Harry natomiast, wyszczerzył się i znów przytulił dziewczynę, przyciskając jej głowę do swojej klatki piersiowej.
- Chodź tu, szkrabie - powiedział, czochrając jej włosy. Nie przeszkadzało jej to. I tak wyglądała koszmarnie. Jedynie uśmiechnęła się szerzej i uszczypnęła Hazzę w brzuch.
Chłopak spojrzał na jej liche i kruche ciało. Bluzka wisiała na niej jak na wieszaku... Schudła tak dużo, w tak krótkim czasie... Ale zaraz. Czy on dobrze widzi?
- Zrobiłaś sobie tatuaż?! - niemal krzyknął. Był zszokowany... Nie przestając przytulać dziewczyny, delikatnie zsunął koszulkę, by zobaczyć tatuaż w pełnej krasie.
- Stay Strong... Żartujesz sobie? Chyba Stay stupid and do a senseless tatoo... - stwierdził Harold, wywołując jeszcze większy uśmiech na twarzy dziewczyny. Uwielbiała go denerwować.
- Przyjmuję propozycję. - rzekła krótko i nie na temat, wyswobodzając się z uścisku Hazzy.
- Co takiego? - spytał, marszcząc brwi. Kompletnie nie rozumiał, o co chodzi dziewczynie. Ona uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Nagle zadzwonił jej telefon...
- Propozycja z przed dwóch tygodni. Przypomnij sobie. - rzekła tajemniczo i odebrała dzwoniącą komórkę.
- Cześć Cherry! Co u Ciebie? Gotowa na umówioną miesiąc temu kawę? - usłyszała entuzjastyczny głos Cher Lloyd
- Cześć ! A trzymam się jakoś, a u Ciebie? Ale chyba nie dziś? - choć Marta się uśmiechała, Harry doskonale wiedział, że to tylko udawanie. Nie było w tym nic szczerego, nawet małej iskry w oczach.
- Jutro będę w Londynie. Mamy trzy dni przerwy przed koncertem w Holandii. Ominęłaś 10, ale i tak załapiesz się na 11 koncertów! Nie mogę się doczekać! Więc jutro? O 14? Rainforest Caffee? - piosenkarka gadała jak nakręcona.
- Będę czekać - ucięła krótko Marta.
- Więc do zobaczenia! - pożegnała się Lloyd.
Cherry włożyła telefon do kieszeni, uprzednio rozłączając połączenie i spojrzała na Harrego. On delikatnie się uśmiechał, patrząc dziewczynie w oczy.
- Tęskniłem za tobą - wyznał.
- Nie widziałeś mnie tylko dwa tygodnie... Nie pamiętałeś też o urodzinach... - dziewczyna spuściła wzrok, unikając spotkania z zielonymi tęczówkami chłopaka. - Harry co ty tu robisz? - powtórzyła pytanie z przed kilku chwil, podnosząc głowę.
- Uprzedzę twoje kolejne pytanie skąd wiedziałem. Podsłuchałem jak Niall mówił o wszystkim Louisowi... Nie mogłem czekać. I tak przepraszam, że jestem tak późno, ale o niczym wcześniej nie wiedziałem... Nikt nie wiedział... Niall nikomu nic nie mówił... A jestem tu dla ciebie. Potrzebujesz mnie. - powiedział chłopak z pełną szczerością. Marta natychmiast rzuciła się w jego ramiona. Nie wiedziała jak mogła podziękować mu słowami, więc uściskiem, chciała powiedzieć, jak bardzo jest mu wdzięczna.
- A jak trasa? I co u reszty? - spytała, tuląc się do klatki piersiowej Harrego.
- Są zadowoleni i dumni z siebie. W Paryżu fanki były dość dziwne, ale ostatecznie... było niesamowicie. Liam zabrał Danielle na ten ostatni koncert. Zayn wziął Marry, ale nie wiem czemu Loui nie zabrał Ellie. Myślisz, że się posprzeczali? - zastanawiał się.
- Nie mam pojęcia... Całe dwa tygodnie siedzę w domu, z nikim nie miałam kontaktu... Wszyscy mają mnie w czarnej dupie. - powiedziała brzydko i żałośnie.
- Nie mów tak Cherry... Gdzie jest twój brat? - zapytał Styles, zdając sobie sprawę, że prawdopodobnie są sami.
- Nie wiem, nie obchodzi mnie to. Pewnie wyszedł gdzieś z Karoline. - rzekła, utrzymując poprzedni ton. Harry pogładził ją delikatnie po jej blond włosach, które pachniały wanilią. Zamknął oczy i cichutko zaśpiewał Happy Birthday To You.

- Co robisz? - zapytał Zayn, wchodząc do pokoju swojego przyjaciela.
- Przebieram się. A co z tobą? Zaraz wychodzimy do kina. - odpowiedział Liam, zapinając guziki koszuli w kratę.
- Jestem gotowy. Liam... Myślę, że trzeba porozmawiać z Niallem... Dlaczego Cherry tu nie przychodzi? Coś się między nimi stało?  - zaczął się zastanawiać - I gdzie jest Harreh? - dodał, machając ręką.
Payne milczał. Dopiął ostatni guzik w swojej koszuli, założył zegarek i podszedł do drzwi, przy których stał Malik.
- Louis! Co twoje marchewkowe bokserki robią u mnie w szafie?! - krzyknął. Zayn popatrzył na niego jak na dziwaka. Po chwili do pokoju wtargnął Tommo.
- Są tu? Jezu, tyle ich szukałem! - złapał się za głowę, cicho dysząc.
Liam pokręcił głową z uśmiechem i przyłożył palcem do ust. Boo Bear zmarszczył czoło i bezgłośnie zapytał :
- Nie ma ich?
- Cicho, chciałem pogadać. - wytłumaczył Liam szeptem. Malik głucho uderzył się w czoło.
- Zwabiłeś mnie jak zwierzę do klatki. Marchewkowe gacie? Serio Louis? Przecież ty takich nie masz! - Tomlinson również pacnął się w głowę. Usiadł na łóżku i czekał na rozwój sytuacji. Zayn zajął miejsce obok niego. Oboje mieli wyczekujące spojrzenie, skierowane na Liama.
- Więc... Lou. Co wiesz na temat Nialla i Cherry? - zaczął pogadankę Payne
- To, że nie są razem. Już od dwóch tygodni. - wzruszył ramionami Tommo, jakby rozmawiał o żelkach.
Liam i Zayn wymienili szybkie spojrzenia. Dotarło do nich, że prawdopodobnie mieli wpływ na decyzję blondyna.
- A co u Marry? - uśmiechnął się chłopak ubrany w paski do Malika. Pytanie i temat na pewno nie na miejscu... Liam nerwowo o czymś myślał, gryząc kciuk.
- Dobrze, umówiłem się z nią na jutro. - odpowiedział mulat, siląc się na spokój.
- Ona jest inna niż Diana? Oby... - mruknął Louis, unosząc brwi.
- Trzeba pogadać z Niallem. - zadecydował Liam, przerywając rozmowę przyjaciół.

_____________________________________________

Cześć Wisienki ! Co u was? ^^
Tak myślałam, żeby coś jeszcze dopisać, ale... nic już więcej z siebie nie wyciągnę :)
Koniec trasy Up All Night Tour ! 18/12/11 - 02/07/12. 10 krajów, 3 kontynenty, 62 koncerty,  miliony uśmiechów !
I kilka zdjęć :)
O N E D I R E C T I O N UAN Tour
Dziadek, ojciec, syn :)
Rowerki raz, rowerki dwa !
Harry wczoraj.
Bradford Bad Boi Zayn :) 
To jest niesamowite...
I na koniec Nialler!
Ask me about anything.
No. To tyle, jeśli chodzi o linki.
Wolicie narrację 3 czy 1-osobową?
Jak dla mnie szantaże zawsze są bezmyślne, mało inteligentne i głupie i żal mi, że się do tego posuwam, ale jestem w kropce... Więc... następny rozdział dodam dopiero po 4 komentarzach... Od różnych osób oczywiście. Przepraszam, że posuwam się do tak drastycznych metod... Ale nawet nie macie pojęcia, jak łatwiej mi się pisze, jeśli wiem, że mam dla kogo pisać. :)
I dajcie znać, co z twitcamem... proponuję czwartek wieczorem 5 lipca :)
Tyle.
Wiśnia :D

mam taką samą koszulkę jak Niall i się jaram niesamowicie *_*