piątek, 6 lipca 2012

Part 24 | Ponad tydzień przerwy...

HARRY

News World
,,Wczoraj Madonna oficjalnie zakończyła karierę na Madison Square Garden... czytaj więcej"
,,Cheryl Cole z pierścionkiem zaręczynowym! ZDJĘCIA"
,,Kolejna wpadka Miley Cyrus. Czy tym razem piosenkarka przesadziła?...czytaj więcej"
,,Koniec trasy zespołu One Direction...czytaj więcej"
,,Nominowani do MTV Teen Choice Awards...czytaj więcej"
,,Beyonce pomaga ubogim...czytaj więcej"
,,Harry Styles odbija dziewczynę kumpla?!...czytaj więcej"
,,Finał Sagi Zmierzch już w kinach!...czytaj więcej"
Czekaj... Co? Szybko kliknąłem na przedostatni podtytuł. Ukazały mi się zdjęcia sprzed dwóch tygodni, kiedy ja i Cherry wchodzimy do klubu. Rzuciłem spojrzeniem na dziewczynę. Spała. Zasnęła, kiedy śpiewałem jej sto lat, a że nie chciało mi się kisić na niewygodnej kanapie, zaniosłem ją tu - do jej pokoju. Rozgościłem się trochę, zabrałem jej laptopa i przeglądam jakieś bzdety.
Harry Styles był wczoraj widziany w londyńskim klubie Party Road. Co ciekawe, pojawił się tam z dziewczyną swojego przyjaciela z zespołu - Nialla Horana! Marta Cherry, bo o tej pannie mowa, jest studentką Royal Academy of Dramatic Art i już było o niej głośno, kiedy wygrała casting do filmu u boku Daniela Radcliffe. Dziewczyna, po tajemniczym incydencie, trafiła do szpitala i zapadła w ponad miesięczną śpiączkę ! Już dzień po wybudzeniu poszła na imprezę z przyjacielem chłopaka! W sieci krążyły już zdjęcia Cherry i Zayna Malika, kolejnego z zespołu One Direction. Tym razem, za cel obrała Harrego Stylesa, który, jak wszyscy wiemy, z łatwością ulega starszym od niego kobietom. Kto będzie następny? Kogo jeszcze rozkocha w sobie urocza Polka? Czy będzie to miało wpływ na relacje przyjaciół z boysbandu numer 1 w UK? Z pewnością będziemy śledzić ciekawe wyczyny młodej aktorki...
Wczoraj?! Przecież to było dwa tygodnie temu! Rzeczywiście, świeże mają te informacje! Wszystko wyssane z palca! Prychnąłem i zamknąłem tą głupią stronkę. Jestem pewien, że na Twitterze już jest afera, a w trendsach coś równie bezsensowego. I nie myliłem się... No może trochę... Trend nie dotyczył mnie, a... Marty. Cherry is a liar. Szybko wszedłem w hasło, ale ujrzałem tylko hejty, więc nie dowiedziałem się za wiele. Tweetnąłem ,, O co chodzi z hasłem o Cherry? Wytłumaczycie mi z jakiego powodu to hejtowanie mojej koleżanki? x"
Chwilę później, zaglądając w interakcje, ujrzałem 213 powiadomień. Directionerki przesłały mi... link. I tylko tyle. Nawet nie prosiły się o follow, co jest nadzwyczajne... Coś rzeczywiście musiało nimi wstrząsnąć. Otworzyłem stronę internetową, a adres przekierował mnie na portal plotkarski.
WIELKA PRAWDA O MARCIE CHERRY. - głosił nagłówek.
- Harry... - usłyszałem szept. Odłożyłem komputer i w mgnieniu oka znalazłem się przy budzącej się dziewczynie.
- Jestem tu. - zapewniłem ją. Przeciągnęła się i otworzyła oczy.
- Przepraszam, że zasnęłam... - uśmiechnęła się niewinnie. Pogłaskałem ją czule po głowie, zabierając kosmyk włosów z jej twarzy i zaczepiając go za uchem. Odwzajemniłem uśmiech i usiadłem obok niej. Marta, kolejny raz dzisiaj, przytuliła się do mnie, oddając mi całe ciepło, ze swojego małego ciałka.
Jakim jestem kumplem? Pomijając zdradę... Jestem dobrym przyjacielem dla Nialla? Pocieszam jego byłą po zerwaniu... Sam nie wiem, jak to odebrać, więc nie będę oczekiwał zrozumienia od innych...
- Zostaniesz na noc? - zapytała słabym głosem. - Jest zimno, pada... Nieprzyjemna, listopadowa noc...
- Zostanę. Będziemy świętować twoje okrągłe urodziny! - zapiszczałem, unosząc ręce do góry i robiąc dłońmi żaróweczki.
- Świr... - mruknęła pod nosem ze śmiechem.

ZAYN

- Zayn, Zayn! - szturchał mnie Lou - widziałeś jego kły?
- Tak, Louis, widziałem. Ja też jestem w tym kinie. Nie oglądasz sam. - przewróciłem oczami.
- Aha... - Tommo opadł na siedzenie, by za chwilę z powrotem wychylić się do przodu i przegryzać kciuki.
Rozglądnąłem się na boki. Liam w spokoju oglądał film, co chwilę jedząc popcorn. Przewróciłem głowę na drugą stronę. Niall, siedzący obok mnie... spał. I tak już dość narobiłem, więc tego nie zamierzam mu psuć.
- A dasz mi trochę orzeszków dla jednorożców? Są głodne, a pora kolacji już dawno minęła... - Lou popatrzył na mnie z dołu, swoim dziecięcym, proszącym wzrokiem.
- Słyszałem, że w toalecie są darmowe... I to ta nowa edycja. Dają też takie zabawne pluszaki. - szepnąłem mu na ucho.
Tommo zerwał się natychmiast, przedzierając się przez nogi widzów. Kopnął Nialla tak mocno, że biedak aż spadł z fotela...
- Co do...
- Nie przeklinaj Niall ! - uprzedził Liam, a poźniej jego wzrok powędrował na mnie - Co tym razem?
- Orzeszki dla jednorożców - powiedziałem od niechcenia.
- Młodzieży, proszę mi tu nie gwiazdożyć, chciałabym obejrzeć seans ! - zbulwersowała się jakaś starsza pani, siedząca rząd przede mną.

- Kłamałeś Zayn. - powiedział oburzony Lou, kiedy wyszliśmy z kina.
- Ziiimnooo, chodźcie szybciej ! - poganiał nas Niall.
Wsiedliśmy do samochodu Liama i ruszyliśmy w stronę domu.
- Czegoś brakowało... - mruknąłem, mrużąc oczy.
- Czego? Koni? - spytał Louis.
- Niepoważny jesteś... Chodziło mi o fanów... Zrobili jakąś akcję Dać Spokój Chłopakom Bo Są Po Trasie? Czy jak? - zastanowiłem się...
- Tu Zayn ma rację. - powiedział Liam zza kierownicy. - Może urządzimy jakiś zlot czy coś? Ucieszą się i tak dalej.
- Ja się nie piszę - burknął pesymistycznie Niall.
- Dlaczego niby? - spytałem trochę rozdrażnionym tonem. Horan jakby podjął walkę, bo odpowiedział tym samym głosem.
- Bo mi się nie chce. Mam dość tych pisków. Chcę odpocząć - zmarszczył nos i zrobił groźne oczy.
- Odpocząć? Czy łamać kolejne serce na jakiejś dennej imprezie? - spytał sarkastycznie Lou. On również był przeciw Irlandczykowi.
- Myślisz, że zrobisz ze mnie kogoś innego? Nie bawię się dziewczynami. Nie jestem Zaynem. Ona tego potrzebowała. - mruknął i przeniósł wzrok na widoki za szybą.
- Potrzebowała złamanego serca, oh serio? Powinieneś zostać lekarzem, świetnie się do tego nadajesz. - stwierdziłem i opadłem na fotel.
- I co teraz zaczniesz ją pocieszać, nie? Czekałeś na ten moment, przyznaj Zayn! Chcesz, żeby była twoja! - krzyknął Horan
- Na prawdę tak sądzisz Niall? Bo ja sądzę, a nawet wiem, że dałem jej spokój, żebyś ty był szczęśliwy. Wiedziałem ile ona dla ciebie znaczy. Szczęście przyjaciela było dla mnie ważniejsze niż moje własne. To dla ciebie mało, byś mi uwierzył? - wziąłem go pod włos.
- Nie wierzę Ci. Nie po tym, co usłyszałem w Australii. Skoro nie była moją jedyną, to może będzie twoją co? Sprawdź, przecież to tylko kolejna dziewczyna na twojej drodze. Były i będą miliony takich samych. Rozkochaj, przeleć, rzuć. Twoje motto życiowe Zayn. Idź do czynów. Liam na pewno ci pomoże. - prychnął.
Tymi słowami blondyn wprawił mnie w osłupienie. I nie tylko mnie. Wręcz dygotałem ze złości. Miałem ochotę obić tę jego słodką buźkę, ale nie o to teraz chodziło. Uświadomił mi, jakim człowiekiem byłem wobec dziewczyn... Ale uświadomił mi również, jakim byłem przyjacielem...

CHERRY

- Daj mi tego laptopa no! Nie będę ganiać za tobą po całym domu!
- Albo zajmujesz się mną, albo wyrzucam to świństwo! - krzyknął Harry z góry.
Westchnęłam i zaczęłam wdrapywać się po schodach.
- A chciałam tylko napisać Ellie, co u niej. Chciałam tylko przejrzeć Twittera. Chciałam tylko dać Pauli znać, że żyję. Chciałam tylko sprawdzić maila, czy na pewno zaczynam grać od stycznia. Chciałam tylko zmarnować kilka chwil przy pożeraczu czasu, zwanego dość mądrze komputerem. - mruczałam pod nosem, dopóki moja głowa nie uderzyła w coś miękkiego.
Podniosłam wzrok i zobaczyłam zadowolony uśmiech Hazzy. Stał, z rękami splecionymi z tyłu, jakby właśnie zrobił komuś psikusa. Weszłam na ostatni schodek, wyrównując się wzrostem z szyją Stylesa.
- Już całkiem postradałaś zmysły, myśląc o mnie... Gadasz już sama do siebie. Nie wiem jak tobie, ale mi wydaje się, że to bardzo źle wróży.- mówił, z miną znawcy. Przewróciłam oczami i dźgnęłam go w brzuch.
- I co zakochałeś się już? - prychnęłam, zaglądając za jego ramię.
- No...
- Gdzie mój laptop Styles? - spytałam, wyciągając dłoń przed siebie.
- W tym domu. - oznajmił, uśmiechając się szeroko.
- Oddasz mi go czubie? - moje pytanie = szerszy uśmiech Harrego.
- Sex. - poruszył brwiami.
- Nie interesuje mnie sex, interesuje mnie mój laptop. O... - uniosłam brwi. - O to ci chodzi zboczeńcu. - mówiłam, a mój palec wylądował na jego klatce piersiowej, popychając go do tyłu.
- Przecież się zgodziłaś... - marudził. Jego uśmiech zniknął, a pojawił się mały strach w oczach.
- Byłam pijana. - przewróciłam oczami w momencie kiedy Harry zderzył się plecami ze ścianą.
- Nie. To było już rano. Byłaś trzeźwa. - bronił swojego zdania.
- Więc... byłam na kacu. Czy coś... - znów przewróciłam oczami, jednak Harry spojrzał na mnie znaczącym wzrokiem. - Oj no dobra, nie patrz tak na mnie. Ale sex nie jest lekiem na złamane serce.- mruknęłam i odstąpiłam na krok od Hazzy
- A co nim jest? - spytał Styles, odpychając się od ściany. Spojrzałam na niego przenikliwie i zaczęłam gorączkowo myśleć...
- Długa, gorąca kąpiel... jakiś dobry film, popcorn...jogging... zakupy z przyjaciółkami, ale niestety - nie posiadam ich. No wiesz... coś, co uświadomi ci na nowo sens życia.
- No wiesz... - przedrzeźnił mnie - Ja czytałem, że lekiem na złamane serce jest nowa miłość, dająca poczucie całkiem innego i nowego sensu życia. Tak bez powodu. Po prostu, najzwyczajniej i już. - wzruszył ramionami i zbliżył się do mnie.
- Styles... chcesz mi coś powiedzieć? - spytałam, unosząc brwi
- No...- spojrzał w górę i zrobił myślącą minę - W sumie to tak.
- Więc? - spytałam po krótkiej chwili. Chłopak westchnął.
- Wiem, że znamy się już długo i tak dalej, ale ty wcześniej byłaś z N... moim kolegą i nie miałaś dla mnie tak dużo czasu, ale... - z każdym jego słowem moja twarz tężała... Kolejny z One Direction? - Pracuję dla SCI ! - wykrzyczał mi w twarz, a później wybuchnął śmiechem.
- Styles. Ty. Mały. Gówniarzu! - krzyknęłam z zamkniętymi oczami, a każde słowo, było wypowiedziane głośniejszym tonem niż poprzednie. Otworzyłam oczy i ujrzałam śmiejącego się Harrego. Uderzyłam go w brzuch, odwróciłam się na pięcie i poszłam do mojego pokoju.
- Żebyś widziała swoją minę ! - śmiał się Hazza, idąc do mojej sypialni i opierając się o ściany. Był cały czerwony.

ZAYN

Obudziłem się z nadzieją na nowy, lepszy dzień. Z nadzieją na odnalezienie prawdziwego siebie. Podniosłem się, przetarłem oczy, wstałem z łóżka i uśmiechnąłem się. Dziś urodzi się nowy Zayn. Czułem się całkowicie i niezaprzeczalnie obudzony. Z chęcią na nowy dzień, z chęcią na nowe smaki, z chęcią na wywołanie uśmiechu, z chęcią na śpiew... z chęcią na walkę o nią...
Wziąłem szybki prysznic i zbiegłem na dół, nie ślęcząc pół godziny przed lustrem nad fryzurą. Nie obchodziło mnie to jak wyglądam.
- Dzień dobry! Co na śniadanko? - przywitałem się, z siedzącym przy stole, Louisem.
- Marchewki czy coś. - uśmiechnął się. - Coś się stało? Jesteś jakiś inny... - zamyślił się.
- Nie inny. Teraz jestem prawdziwym sobą. Tamten Zayn to przeszłość. - powiedziałem z entyzjazmem, wyciągając mleko z lodówki.
- Czy to nie ryzykowne? - dobiegło mnie pytanie zza moich pleców. Liam opierał się o framugę drzwi.
- A czy nie o to chodzi w życiu? Nie ma ryzyka, nie ma... życia. No. - pokiwałem głową.
- Liam. Wezwij lekarza. - Lou podniósł się z krzesła.
- Może ma gorączkę... - Payne położył dłoń na moim czole.
- Oh, już dajcie spokój, mówię poważnie. Niall mi wczoraj to uświadomił. - oznajmiłem i wypiłem kakao na jednym wydechu.
- Tak, zdecydowanie Liam. Jak mówiłem wezwij lekarza. A gdzie jest Harry? - zmienił temat Tommo, w czasie kiedy ja zakładałem bluzę.
- Ej, a ty gdzie? - krzyknął Payne za mną.
- Wychodzę! - oznajmiłem i zamknąłem za sobą drzwi.
Godzina 10. Rześki ranek. No może już nie taki tam ranem, no ale... mniejsza. Kupiłem fajki i zadzwoniłem do Marry, żeby potwierdzić tą popołudniową kawę.
- Cześć - przywiałem się
- Cześć skarbie. Jak tam? - usłyszałem głos dziewczyny
- W porządku. Jesteś może wolna wcześniej? Nudzi mi się...
- Gdzie jesteś?
- Koło tej kawiarni, niedaleko mojego domu. Więc jak?
- Będę za 15 minut. Całuję!
Nie byłem blisko tej kawiarni, no ale... w 15 minut na pewno dojdę. Ruszyłem w stronę celu, cichutko nucąc Billy Jean Michaela Jacksona i rozmyślając, co w pierwszej kolejności należało by zmienić.
Przede wszystkim muszę rzucić te wstrętne papierosy... Może delikatnie podetnę włosy? I nowy tatuaż! Zdecydowanie zrobię sobie nową dziarę... tylko gdzie i co? Do tej pory traktowałem swoje ciało raczej jak obraz - ozdabiałem go symbolami, niekoniecznie wiedząc co mają oznaczać, czy symbolizować... Może jakiś mądry cytat... Spojrzałem w niebo. Zanosiło się na deszcz...
Jak na deszczu łza
Cały ten świat nie znaczy nic a nic...
Chwila, która trwa
Może być najlepszą z Twoich chwil...
- Jestem genialny! - krzyknąłem na głos, a starszy pan zmierzył mnie dziwnym wzrokiem... Posłałem mu przepraszające spojrzenie i już nie powracałem do myślenia. Dochodziłem do kawiarni, widziałem jej szyld. Mówią, żeby nie patrzeć za często w niebo, bo nie wiadomo w co się wdepnie na ziemi. Ja nie wdepnąłem. Ale jakaś dziewczyna na mnie wpadła... Mój papieros upadł na ziemię, tak samo, jak książki tej małej niezdary...Powtórka z rozrywki?
- Przepraszam, nic ci nie jest? - spytała, klękając. Zrobiłem to co ona i pomogłem zbierać jej rzeczy.
- Niee, w porządku. A co z tobą? - zapytałem, i wstałem, kiedy podniosłem ostatnią książkę.
- Dobrze... jeszcze raz przepraszam - powiedziała i pierwszy raz na mnie spojrzała.
- Chyba skądś cię znam... Studiujesz może aktorstwo? - spytałem, mrużąc oczy i przypominając sobie twarz dziewczyny.
- Tak, jestem Cassie. - uśmiechnęła się.
- Ooo... no tak, mieliśmy razem warsztaty. Jestem...
- Zayn. Nie musisz się przedstawiać - przerwała mi i kolejny raz uśmiechnęła się, ale tym razem skromnie... Było w niej coś... magicznego. Coś, czego piwne oczy Marry nie posiadały...
- Spieszysz się gdzieś? - zapytałem, wskazując palcem na książki.
- W zasadzie to... jestem już spóźniona jakąś godzinę... Chyba biorę przykład z tej oszustki z mojego roku... - prychnęła
- Odprowadzę cię. Kogo masz na myśli?
- Cherry... Czekaj. Skąd wiesz gdzie studiuję.
- Wiem, że może masz o mnie zdanie, że w głowie mam tylko sławę, ale pamiętam jeszcze, gdzie udzielałem warsztatów. - zaśmiałem się - Czemu sądzisz, że jest oszustką? - wróciłem do tematu.
- Nie słyszałeś o tym wywiadzie? Karoline... nie pamiętam jak ma na nazwisko, ale udzieliła obszernego wywiadu na jej temat. Sporo dowiedziałam się na temat tej.. dziwki. Za przeproszeniem oczywiście.
- Nie wiedziałem o tym... Co w nim było? - zmarszczyłem brwi.
- Marta nie dostała się na te dodatkowe praktyki, prawda? Ale dostała się na casting i.. Karoline powiedziała, że Cherry przespała się z Danielem Radcliffe, żeby dostać rolę...
- Co takiego? Co jak co, ale w to nigdy bym nie uwierzył... Co jeszcze w nim było?
- Wszędzie pisali, że Marta ma świetne kontakty ze swoim bratem, a Karoline powiedziała, że kiedy tylko jest u nich w domu, to się kłócą...
Nasłuchałem się jeszcze wiele zdań typu ,,Karoline powiedziała...". Jak mogła coś takiego zrobić? I to swojej przyjaciółce, jeszcze z dzieciństwa... Sumienie wprost wykrzyczało do mnie, że co jak co, ale na temat lojalności względem przyjaciół nie powinienem się wypowiadać.. W sumie to miało rację... Doszliśmy już do uczelni, kiedy zorientowałem się, że prawdopodobnie od pół godziny, Marry czeka na mnie w kawiarni.
- Przepraszam, muszę już iść. Umówiłem się - uśmiechnąłem się do Cassie.
- Jasne. Dzięki za odprowadzenie.
- To ja dziękuję za to, że powiedziałaś mi o tym co przeczytałaś.. Więc... Cześć - machnąłem ręką i odwróciłem się.
- Zayn! - zawołała za mną. Odwróciłem się. Ona ze swoimi błyszczącymi oczami wpatrywała się we mnie z uśmiechem - Dasz mi swój numer?

- Gdzie ty do cholery byłeś?
- Przepraszam... nie wziąłem telefonu - palnąłem jakieś pierwsze lepsze kłamstwo, ściągając bluzę i siadając na przeciwko Marry.
- Żartujesz?- uniosła brwi. - Przecież do mnie dzwoniłeś. To kłamstwo ci nie wyszło.
- Przepraszam, Marry... Fani mnie gonili... - chwyciłem jej dłoń, leżącą na stole i spojrzałem jej głęboko w oczy.
Pokręciła głową, zabrała rękę i nerwowo wstukała coś w telefon.
- Oh, serio? - kolejny raz uniosła brwi do góry i pokazała mi komórkę.
Widniały na niej moje zdjęcia z Cassie...
- Kto to? - spytała ostrym tonem.
Czułem, ze czeka mnie dłuuugie tłumaczenie się...
- Miałem kiedyś warsztaty w akademii teatralnej. Razem z chłopakami. I ona się dostała. Stąd ją znam. Wleciałem na nią, kiedy patrzyłem w niebo i myślałem o tobie - uśmiechnąłem się łobuzersko
- To ci wyszło. Przyznaję. Ale w ile jeszcze kłamstw, będę zmuszona wierzyć?
- Co masz na myśli? - zmarszczyłem czoło
- Oddalamy się od siebie, a ty... zmieniłeś się. Grało między nami idealnie, we wszystkim, ale... Może czas się rozstać? - zasugerowała... Nie wierzyłem w to co mówi...
- Zrywasz ze mną? Mówisz poważnie?
- Tak... Cieszę się, że mogłam cię poznać Zayn. Jesteś wspaniały - powiedziała, cmoknęła mnie w policzek i wyszła, zostawiając mnie w osłupieniu...
Ale... czy nie o to mi chodziło? Jak to powiedział Liam... pozbyć się swoich starych zabawek... I zacząć od nowa. Skoro od nowa... To stary związek... o ile związkiem ktoś by to nazwał... musi się usunąć. I muszę stwierdzić, że Marry tylko mi to wszystko ułatwiła. Szybko poszło. To ta dobra strona. A zła? Czy jest jakakolwiek negatywna strona w tym wszystkim? Złamanego serca nie mam, bo nie przywiązywałem się zbytnio... to był luźny ,,związek". Więc co jest w tym wszystkim nieprawidłowe? Tak... Wciąż nie mam jej...
 Nie uwierzyłem w kłamstwa, jakie naopowiadała Karoline temu brukowcowi. Zbyt dobrze znam Martę...
Wstałem, naciągnąłem bluzę na kark i wyszedłem z kawarnii. Co zamierzałem teraz zrobić? Zacząć nowe życie, jasne... zaśmiałem się pod nosem. Wcześniej wspomniany w moich myślach tatuaż był dobrym pomysłem. Tylko, gdzie go zrobić?

HARRY

- Styles, wstajemy - zamruczała Marta nad moim uchem.
- Jasne - mruknąłem i przewróciłem się na drugi bok.
- Harrrrrryy - szeptała
- Nie było seksu, to przynajmniej zrób śniadanie - bąknąłem, wciąż z zamkniętymi oczami. Cherry zaśmiała się słodko.
- To trzeba być Harrym Stylesem. - powiedziała i usłyszałem jak wstaje.
Wróciłem na poprzedni bok i delikatnie otworzyłem jedno oko. Marta w koszulce na ramiączka i w szortach wyciągała ubrania z szafy. Uśmiechnąłem się pod nosem. Przewróciłem się na plecy i ponownie zasnąłem...

- Harry... Hazza... Wstawaj, zrobiłam to śniadanie.
- Mhhhmmm.
- No dobra... Słońce, nic nie zrobiłam, ale stoję naga tuż obok ciebie... - powiedziała Marta
Natychmiast otworzyłem oczy. Cherry z uśmiechem na twarzy, pochylała się nade mną, łaskocząc mnie swoimi włosami.
- Wiedziałam. - wyszczerzyła się.
- Kłamczucha - powiedziałem i wciągnąłem ją do łóżka, mimo jej głośnych sprzeciwów.
Uspokoiła się dopiero po 10 minutach...
- Co zamierzasz dziś robić? - spytała, jeżdżąc palcem po mojej klatce piersiowej. Leżała obok mnie, a głowę podpierała na łokciu.
- Nie wiem... Nie pamiętam, czy mamy jakiś wywiad, czy coś... - zastanawiałem się. Kolejna chwila ciszy.
- Harry...
- Hmm?
- Mogę o coś spytać?
- Jasne, o co tylko chcesz - uśmiechnąłem się zachęcająco
- Jak myślisz... Dlaczego zerwał? Proszę, bądź szczery... - uprzedziła.
- Wiesz... myślę, że on wciąż cię kocha... Ale jest też Zayn... Jemu nie jesteś obojętna. I myślę, szczerze mówiąc... że to Zayn i Liam zmusili Nialla do takiej decyzji... - wyznałem.
- Dlaczego? - spytała. Była zszokowana.
- Nie wiem... Liam mi o tym mówił. Że rozmawiał z Zaynem o tobie i o zachowaniu Zayna.. żeby się zmienił... I Niall to wszystko słyszał... Ale nie wiem, co dalej... Wszystko się ostatnio wali... Nie wiem, czy zespół jest w stanie przetrwać te kłótnie... - zmieniłem temat, kiedy zauważyłem, że Marta wyraźnie posmutniała.
- Dacie radę... - mruknęła. - Chodź. Na prawdę zrobiłam to śniadanie. - powiedziała i wstała z łóżka.

- Jesteś mistrzynią! - stwierdziłem po wchłonięciu piątego naleśnika. - Jak ty to robisz?
- Jestem z Polski. To widać. Słychać i czuć ! - zaśpiewała, wywołując mój śmiech - W FBI nie uczą takich sztuczek? - zakpiła.
- Śmiej się śmiej. Kiedyś na prawdę byłem agentem.
- Sam, Clover czy Alex? U mnie leciało od poniedziałku do piątku o 10:05 rano. Nie wiem jak tu... Lubiłam tą bajkę - mówiła a ja zmarszczyłem brwi
- O czym ty do mnie rozmawiasz teraz? - zrobiłem minę typu : WTF.
Wybuchnęliśmy śmiechem.
- Co z Megan? - spytała, kiedy już doszliśmy do siebie.
- A co ma być? Zobaczymy, jak to się ułoży w czasie. Nie śpieszy mi się w miłości - uśmiechnąłem się - Zbieraj się. Podwiozę cię. - powiedziałem i podniosłem się z krzesła.
- Ale... Stój! Mam jeszcze dwie godziny!
- Pojedziemy na około! - zawołałem z korytarza, ubierając buty.
Marta chwilę później była już obok mnie. Uszczypnęła mnie w bok i otworzyła drzwi, przed którymi stał...
- Cześć, możemy pogadać?
_______________________________________

Cześć ! ^^
Nie wiem co mi odpierdzieliło pod koniec... tak jakoś... wyszło i O. :)
Ale i tak długi... albo mi się tak wydaje... mniejsza.
Chciałam coś dodać przed wyjazdem, więc spięłam sami wiecie co i napisałam to dla was :D
Już idę Niall!
Harry wczoraj
Danielle i Liam
Niall raz, Niall dwa.
Zayn  kupił auto swojemu tacie.
Haha !  Lou świr :D
Plotki : Zerrie już nie ma, Danielle jest w ciąży z Liamem a Niall jest w Hiszpanii.
Z tych trzech informacji tylko jedna jest prawdziwa. Horan jest w Marbelli. Wakacje czy coś ;>
A mówiąc już o wakacjach... wyjeżdżam. Na ponad tydzień. Więc... nic nowego tu nie poczytacie... ale... mam taką prośbę... może zaskoczycie mnie 5 komentarzami? hę? :) to żaden szantaż ! takie tam, wiecie... marzenie nastolatki czy coś... :)
Soł... Na razie ! :)
Wiśnia :D












Do napisania ! :) x

wtorek, 3 lipca 2012

Twitcam

Hello ! :D
Co u was? ^^
Spryciarze wy ! Nie spodziewałam się, że cztery komentarze w ogóle się pojawią, a one były już w dzień dodania rozdziału!
Przepraszam za ten głupi szantaż, ale to od was zależy czy jeszcze kiedyś użyję takiego głupstwa.
I odezwały się dwie nowe osoby!
Kocham was... a to szczera prawda!
Dajecie mi siłę i motywację o jakiej można tylko pomarzyć  !
Ale, żeby się o to prosić... no wiecie co... Wstyd. You know what I mean :D
Więc błagam na kolanach, żeby nie dochodziło do moich drastycznych posunięć, trzymajcie tak dalej ! Nie macie pojęcia, jak miło patrzy się na 4 komentarze pod postem...
Nie wiem, czy zwykłe słowo ,,dziękuję" w tym momencie wystarczy... no ale.. DZIĘKUJĘ za wsparcie. A to 2100 wyświetleń niemal oślepiło mnie kilka dni temu. Jesteście wielkie !
Soł... part 24 już powstaje. Być może dam radę na jutro, kto wie?
Dobra, nagadałam się, a czas przejść do puenty :D
Więc... Twitcam.
Pod ostatnim postem pisałam, że planuję na 5 lipca.
Mała zmiana. Twitcam będzie jutro :D moja faza ma nade mną kontrolę...
Około godziny... 19? 20? coś takiego...
Wpadniecie? Bardzo proszę, bo nie chciałabym gadać sama do siebie :D
Btw... macie jakieś pytania? Odpowiem na wszystkie. Żeby nie było nudno!
Pytania, jeśli są, dodajcie w komentarzu, spiszę sobie czy coś...
Więc... do jutra?
Nie mogę się doczekać... :)
Wiśnia :D
ps: Chłopcy są w UK ! :))





Lou i Eleanor są we Francji, w Nice. 



poniedziałek, 2 lipca 2012

Part 23

 Uwaga! Narracja 3-osobowa :)
Zanim zaczniesz czytać, koniecznie włącz ^^
 __________________________________________

 - Marta no wstań! Siedzisz tu już dwa tygodnie!
- Nie mam po co wstawać - mruknęła załamana Cherry, tępo wpatrując się w przestrzeń.
- Ale jest 18 ! - krzyknęła zdenerwowana Karoline, odsłaniając rolety.
Światło było w tej sytuacji niebezpiecznym laserem, palącym źrenice. Marta, wykorzystując resztki energii, szybko naciągnęła kołdrę na głowę.
- Za pięć minut widzę cię na dole. - oznajmiła brunetka, wychodząc z pokoju.
Była zdenerwowana całą sytuacją... Nie znalazła sposobu na pocieszenie przyjaciółki, ale w głębi duszy wiedziała, że owego pocieszenia nie ma... nie dla niej. Od najmłodszych lat, albo podnosiła się sama, albo zmieniała się diametralnie... Skrzywiła się wspominając stare czasy...
- Udało się? - spytał Olaf, gdy tylko przekroczyła próg kuchni.
- Zobaczymy za chwilę... - westchnęła, opierając się o kuchenny blat.
Miała dość tej... bezradności. Brat Marty również. Nie mógł oglądać cierpienia najukochańszej siostry... Najchętniej zabiłby winowajcę... Jednak za bardzo go lubił, by mieć do niego aż tak zbrodnialskie wyrzuty.
- Kiedy ostatnio coś jadła? - zapytała Karoline, z nadzieją, że usłyszy dobrą odpowiedź.
- Wczoraj wieczorem.. - odpowiedział cicho brunet.

Czy miała powód do wstania z łóżka? Czy był w tym jakikolwiek sens? Odrzuciła kołdrę zwinnym ruchem i położyła się na brzuchu. Znów widziała te obrazy... obrazy sytuacji spędzonych z nim... jego śmiech... jego cudowne, niebieskie oczy... jego miękkie, blond włosy... jego słodkie poruszanie brwiami... jego bycie sobą w każdej sytuacji... jego starania... jego apetyt... jego głos... jego zapach... jego wygłupianie się... jego miny... jego przytulanie... jego pocałunki... cały on. Wierzchem dłoni starła łzy z czerwonych od płaczu policzków. Pomyślała, czy jest normalnym człowiekiem, bo przecież... jak mogła przewidzieć rzeczy z przyszłości? Czy to nie należało do świata fantastycznego? Świata książek i wymyślonych filmów? Ta myśl prześladuje ją od czasu tajemniczej pobudki... Dlaczego tajemniczej? Otóż, czy po śpiączce nie powinno się leżeć w szpitalu na dodatkowych badaniach? Uczęszczać na liczne rehabilitacje? Dlaczego z nią było aż tak dobrze po przebudzeniu? Oczywiście, to pozytywna rzecz, móc wyjść do świata wcześniej niż się oczekiwało... Nie musieć przechodzić przez tyle stresujących sytuacji. Ale było w tym coś dziwnego.
Miała również wyrzuty sumienia... Czy Harry powiedział Niallowi o zdradzie? Czy to był powód zerwania? Ufała Hazzie... Do tej pory ufa, mimo, że nie rozmawiali ze sobą od dwóch tygodni. Ale jednak... zdradziła go. Zawsze twierdziła, że ktoś zdolny do zdrady, nie kocha swojego partnera. Ale to jak teraz cierpi, uświadomiło jej, jak wiele dla niej znaczył... Był całym jej światem... Nie było tak, że nic po za nim nie widziała, wręcz przeciwnie. Nie przysłaniał jej oczu, widziała inny świat poza nim... Ale dzięki niemu był on w lepszych barwach. Był jakby wieczną, nieprzemijającą tęczą... To właśnie ten chłopak pokazał jej lepszy świat.
Odnalazła siłę, pokonała strach i ... podniosła się z łóżka. Po raz kolejny przetarła łzawiące oczy i podeszła wolnym krokiem do szafy. Zawzięcie szukała swoich starych, wygodnych dresów. Włożyła ręce daleko za ubrania i mocno zepchnęła je na podłogę. Z grymasem na twarzy, uklękła z zamiarem znalezienia spodni. Zauważyła dobrze znany kawałek materiału i z uśmiechem go podniosła. Posprzątała wszystkie ubrania, które spadły z półki, w wyniku jej impulsywnego zamiaru. Podniosła się i włożyła na siebie szare dresy. Zmarszczyła brwi... zauważyła niebieską bluzkę, z pewnością nie należącą do niej. Rozłożyła ją, a kolejny potok wspomnień zmienił się w szaloną rzekę, niemal mieszając jej w mózgu. Uniosła koszulkę do swojego nosa i delikatnie ją powąchała. Tak, to ta. Była pewna. To koszulka Nialla. Nie chcąc dłużej o tym myśleć, szybko zeszła na dół, z brutalnym zamiarem ,uśmiercenia' materiału. Wbiegła do kuchni i nie zważając na zdumione spojrzenia brata i przyjaciółki, wyciągnęła wielkie nożyce z kuchennej szuflady. Pewnym ruchem, jednak z bólem wypisanym na twarzy, zaczęła ciąć materiał.
- Marta... To dupek, nie przejmuj się... - powiedział bardzo powoli Olaf, ważąc każde słowo.
Cherry natychmiast skierowała swój obudzony wzrok na brata. Jak mógł tak powiedzieć? Jak osoba, którą kocha, która tak wiele dla niej znaczy.. jak może być dupkiem ?
- Dał mi tyle szczęścia, a teraz twierdzisz, że jest dupkiem? Jest niesamowity. I zawsze będzie! - wykrzyknęła przez łzy, rzuciła ostatnie mordercze spojrzenie bratu i wybiegła z kuchni.

Chłopcy udzielali kolejnego wywiadu w telewizji. Lubili je, ale... zawsze mieli nadzieję, że pytania będą ciekawe i nie będą się powtarzały. Zakończyli miesięczną trasę w pięciu krajach, promując zespół. Byli pewni, że wyjazd do Australii czy USA jeszcze się powtórzy. Uwielbiali atmosferę w tych państwach. Uroczo uśmiechali się do kamery, ochoczo odpowiadając na pytania... Jeszcze tyle tego przed nimi... Dostali ogromną ilość propozycji udziału w licznych programach. Ta, była jedną z nich.
- Chłopcy, wszyscy doskonale wiemy, że trasa była w pewnym stopniu męcząca. Jednak znaleźliście trochę czasu dla fanów. Jak wam się to udaje? - zapytała prezenterka. Zespół zmarszczył brwi... tyle razu natrafiali na podobne pytania... Liam, jak zwykle zachowując zimną krew, odpowiedział, dając jasną odpowiedź.
- Fani są naszym natchnieniem, inspiracją. To ludzie, dla których nie znalezienie czasu jest grzechem! Od czasów X Factora, są naszą nową rodziną. A jak wiadomo, z rodziną trzeba utrzymywać kontakty. Dla nich możemy nie spać pół nocy, byle tylko poświęcić im trochę czasu. Są najważniejsi.
- Czy myślicie już o kolejnej trasie? Macie teraz ponad dwa miesiące odpoczynku, jakie macie plany?
- Przede wszystkim musimy nabrać trochę sił i nowej energii na kolejne koncerty. W planach jak na razie nic nie ma, ale kto wie... może coś niedługo się rozwinie? - Zayn uwielbiał odpowiadać pytaniem na pytanie.
- Na ostatnim koncercie w Paryżu stało się coś niesamowitego. Zobaczmy to jeszcze raz! - zapowiedziała dziennikarka, wskazując na ekran za plecami chłopców.
Koncert w stolicy Francji. Piosenka Moments. Solówka Nialla. Zwariowana fanka, zauważając nieuwagę ochroniarzy, kładzie na scenę wielki plakat z napisem CHERRY oraz kilka wiśni. Zaintrygowany Horan bierze do ręki mały owoc, unosi go na wysokość oczu i z mikrofonem w dłoni, śpiewa słowa tej emocjonalnej piosenki. Nagranie kończy się głośnym piskiem dziewcząt.
- Więc... Niall. Czy miało to w sobie jakiś przekaz? Jeśli tak to do kogo i co on znaczył?
W tym momencie prezenterka wydała im się trochę wścibska. Z pewnością nie przypadła im do gustu. A co się działo z Niallem? W jego głowie trwała groźna burza... ba! Nawet tornado, porywające każdą myśl, komplikujące sprawę jeszcze bardziej...
- Kto nie lubi wiśni? To bardzo dobre owoce. - stwierdził Lou, szukając wzrokiem poparcia u chłopców. I znalazł je. Harry, Liam i Zayn pokiwali głowami z uśmiechem. Blondyn odetchnął. Nie byli tylko zespołem. Byli najlepszymi przyjaciółmi, wspierającymi się w każdym możliwym momencie. Choć ostatnio między nimi nie grało idealnie, mieli ogromną nadzieję, że to po prostu przejściowe. Niall był im jednak wdzięczny, bez względu na to, co stało się w Australii.
- Ja lubię też avocado - odezwał się Malik, robiąc nieco zamyśloną minę.
- Ja osobiście preferuję jabłka. Kiedyś umówiłem się z dziewczyną na bal karnawałowy i przebrałem się za zielone jabłko. Podszedłem do niej, przedstawiłem się, ale ona mnie nie rozpoznała. Cały wieczór tańczyła z gruszką i myślała, że to ja. - opowiedział Harry, już całkowicie gubiąc wcześniejsze intencje dziennikarki, która właśnie wybuchnęła śmiechem.
Wywiad, nie tak nudny jak by się wydawało, skończył się dopiero po godzinie. Po wszystkim chłopcy udali się prosto do domu. To był koniec planów na dziś. Weszli do willi i od razu rzucili się przed telewizor. Z wyjątkiem blondyna. Ten udał się, co było wielką niespodzianką, do kuchni.
Tylko jeden z nich obecnie dręczył się myślami. Inni po prostu odpoczywali. Lou podniósł się z kanapy i skierował swoje kroki do pomieszczenia, w którym był Irlandczyk. Nie wyjawił nikomu tak na prawdę, co stało się między nim a Cherry. Zayn i Liam martwili się, jednak wiedzieli, że nie wypadało by wypytywać Nialla, po tym co usłyszał w hotelu w Australii. Harry myślał obecnie o dziennikarce, która jak na swój wiek, była niczego sobie. Jedynie Tommo zdał sobie sprawę, przed jakim pytaniem wybronił przyjaciela podczas dzisiejszego wywiadu.
- Niall... Możemy porozmawiać? - spytał Louis, starając przybrać się poważny ton głosu.
Irlandczyk wskazał miejsce przy stole na przeciwko siebie i wziął spory kęs kanapki.
- O czym tylko chcesz. - powiedział z pełną buzią. Lou usiadł i wziął głęboki wdech. Wiedział, że porusza delikatny temat.
- Spytam wprost, bo nie potrafię dobrze kręcić bawełny. Co się stało z tobą i Cherry? - zapytał i popatrzył przenikliwie na przyjaciela.
- Nie jesteśmy razem, jeśli mam być szczery... - powiedział cichutko Niall, spuszczając głowę.
- Dlaczego? - Louis był zszokowany... W jego oczach, byli parą idealną, a nawet - odbiciem lustrzanym. Irlandczyk spojrzał na chłopaka ze skruszoną miną. Wiedział, że nie może go okłamać lub też ominąć połowę prawdy. Wiedział, że musi powiedzieć dokładnie wszystko, słowo w słowo, litera w literę.
- Nie chciałem jej dłużej więzić... puściłem ją wolno. Czuła się ze mną jak by była w klatce. Wiedziałem, że muszę to kiedyś zrobić, a teraz, po śpiączce... to była idealna okazja.
- Niall co ty mówisz? Jak to w klatce? Może i w niej była, ale uwierz mi - ta klatka nie pozwalała jej wychodzić po za granice szczęścia! Chroniła ją przed wszystkim tym, co złe i skomplikowane. A będąc w tej klatce z tobą, była najszczęśliwszą osobą na świecie.. Czemu ja cały czas mówię o was, jak o zwierzętach? To idiotyczne... Teraz mam na myśli to, co zrobiłeś. Nie pomyślałeś, że teraz może cierpieć? Że chciała zachować stan...
- Dobra Loui, daj już spokój! - krzyknął zdenerwowany Niall. W środku, aż się w nim gotowało. Podniósł się, zostawił jedzenie i uciekł na górę.
Tomlinson prychnął. Porzucił prawdziwego siebie i choć na chwilę stał się przyjacielem, jakiego potrzebował Irlandczyk. Był poważny i służył radą, jak na doświadczonego przystało. W końcu był starszy. Wiedział, że Niall nie lubi, gdy ktoś zachowuje się jak jego rodzic. Woli załatwiać sprawy po swojemu, a jeśli już potrzebuje pomocy, to się o nią zwraca. Nie lubi wtrącania się. Ale Tommo myślał, że ta sytuacja będzie wyjątkiem... Z krzywą miną wkroczył do salonu i spoglądnął na chłopców. Teraz był już prawdziwym sobą.
- Nie chce mi się tu kisić cały wieczór... Mamy wolne. Chodźmy do wesołego miasteczka! - krzyknął z entuzjazmem.
- Lou mamy listopad. Jest za zimno... - marudził Liam
- No to klub, kino, cokolwiek... - chłopak ubrany w paski, kombinował jak tylko mógł, byleby tylko wyciągnąć przyjaciół z kanapy.
- Kino. To jest to. - pokiwał z aprobatą Zayn. - A coś grają?
- Świecącego Edwarda! I to ostatnia część! Nie można tego przegapić! - wrzeszczał wciąż entuzjastycznie Louis.
- Ja mam inne plany. - rzekł swoim wolnym głosem Harry, odzywając się po raz pierwszy.
Chłopcy spojrzeli na niego przenikliwym wzrokiem. Harold nie chce iść na nową część Zmierzchu? Coś jest podejrzane...
- Tylko mi nie mów, że umówiłeś się z jakąś dziewczyną - zmarszczył brwi Liam
- Dzisiejszy wieczór nie należy do dziewczyn - odpowiedział Harry, eliminując jedno z podejrzeń reszty zespołu. Wciąż jednak nie wiedzieli, co loczek kombinuje. Ale chyba nie woleli wnikać.

Marta zaszyła się w swoim pokoju na dobre. Minęły już dwie godziny od sytuacji z koszulką. Ponownie zasunęła rolety, jednak nie wróciła pod kołdrę. Wzięła gitarę do ręki i nie czekając na przypływ natchnienia i weny, pisała piosenkę. W pokoju panował nieład, bałagan i chaos. Zużyte chusteczki higieniczne były dosłownie wszędzie...Włosy na jej głowie sterczały we wszystkie możliwe strony, oczy były podkrążone, a mózg nie dotleniony. Brzuch krzyczał, błagając o jedzenie. Ona jednak, nie zwracała na to wszystko uwagi. Jej mózgiem i pożywieniem była teraz muzyka. Gitara była dla niej w tej chwili wszystkim. Delikatnie szarpnęła struny, błogo mrużąc oczy. Żyła. Teraz na prawdę żyła. Czuła to. Wiedziała o tym. Zagrała kilka prostych akordów i szybko zanotowała słowa na kartce, nie pozwalając uciec im w niepamięć.

Find me here, speak to me
I want to feel you, I need to hear you
You are the light that's leading me to the place
Where I find peace again
You are the strength that keeps me walking
You are the hope that keeps me trusting
You are the life to my soul
You are my purpose
You're everything

And how can I stand here with you
And not be moved by you
Would you tell me how could it be any better than this

You calm the storms and you give me rest
You hold me in your hands
You won't let me fall
You steal my heart, and you take my breath away
Would you take me in take me deeper now

Spojrzała przed siebie i po raz pierwszy od wielu dni uśmiechnęła się. Jednak po chwili zmarszczyła brwi. Usłyszała śpiew... Zaintrygowana podniosła się i podeszła do okna. Nic nie widziała... Otworzyła więc je i delikatnie się wychyliła. Teraz, owy śpiew, słyszała doskonale.

You think you got the best of me
Think you had the last laugh
Bet you think that everything good is gone
Think you left me broken down
Think that I'd come running back
Baby you don't know me, cause you're dead wrong

Spojrzała w dół. Na tarasie, przed jej domem stał uśmiechnięty... Harry. Zarumieniła się momentalnie. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak okropnie musi wyglądać. Zamknęła okno, szybko wbiegła do łazienki i przemyła twarz. Spojrzała w lustro. Była w opłakanym stanie. Za duża koszulka zwisała jej z ramion, ukazując kawałek pleców. Przeczesała włosy i stwierdziła, że i tak nic jej nie może pomóc. Z sercem bijącym jak młot zeszła na dół. Otworzyła drzwi i stanęła w progu tarasu.

What doesn't kill you makes you stronger
Stand a little taller
Doesn't mean I'm lonely when I'm alone
What doesn't kill you makes a fighter
Footsteps even lighter
Doesn't mean I'm over cause you'r gone

Skrzywiła się, patrząc jak Harry kończy śpiewać. Do jej oczy znów napłynęły łzy. Hazza, widząc co się dzieje, natychmiast do niej podszedł. Ona bez słowa wtuliła się w jego ciepłą bluzę. Był listopad, a ona wyszła na dwór w samym krótkim rękawku...
- Już dobrze... Jestem tutaj. - szepnął Harreh do jej ucha.
Weszli do środka i opadli na kanapę, wciąż trwając w uścisku.
- Co ty tu robisz? - zapytała Marta, szlochając w jego ramię.
- Siedzę na kanapie i zastanawiam się, czy te smarki na mojej bluzie kiedykolwiek się spiorą... - odpowiedział w formie żartu. Marta natychmiast odsunęła się od chłopaka, wycierając ostatnie łzy.
- Przepraszam - powiedziała, delikatnie unosząc kąciki ust do góry, w nieśmiałym i przepraszającym uśmiechu. Harry natomiast, wyszczerzył się i znów przytulił dziewczynę, przyciskając jej głowę do swojej klatki piersiowej.
- Chodź tu, szkrabie - powiedział, czochrając jej włosy. Nie przeszkadzało jej to. I tak wyglądała koszmarnie. Jedynie uśmiechnęła się szerzej i uszczypnęła Hazzę w brzuch.
Chłopak spojrzał na jej liche i kruche ciało. Bluzka wisiała na niej jak na wieszaku... Schudła tak dużo, w tak krótkim czasie... Ale zaraz. Czy on dobrze widzi?
- Zrobiłaś sobie tatuaż?! - niemal krzyknął. Był zszokowany... Nie przestając przytulać dziewczyny, delikatnie zsunął koszulkę, by zobaczyć tatuaż w pełnej krasie.
- Stay Strong... Żartujesz sobie? Chyba Stay stupid and do a senseless tatoo... - stwierdził Harold, wywołując jeszcze większy uśmiech na twarzy dziewczyny. Uwielbiała go denerwować.
- Przyjmuję propozycję. - rzekła krótko i nie na temat, wyswobodzając się z uścisku Hazzy.
- Co takiego? - spytał, marszcząc brwi. Kompletnie nie rozumiał, o co chodzi dziewczynie. Ona uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Nagle zadzwonił jej telefon...
- Propozycja z przed dwóch tygodni. Przypomnij sobie. - rzekła tajemniczo i odebrała dzwoniącą komórkę.
- Cześć Cherry! Co u Ciebie? Gotowa na umówioną miesiąc temu kawę? - usłyszała entuzjastyczny głos Cher Lloyd
- Cześć ! A trzymam się jakoś, a u Ciebie? Ale chyba nie dziś? - choć Marta się uśmiechała, Harry doskonale wiedział, że to tylko udawanie. Nie było w tym nic szczerego, nawet małej iskry w oczach.
- Jutro będę w Londynie. Mamy trzy dni przerwy przed koncertem w Holandii. Ominęłaś 10, ale i tak załapiesz się na 11 koncertów! Nie mogę się doczekać! Więc jutro? O 14? Rainforest Caffee? - piosenkarka gadała jak nakręcona.
- Będę czekać - ucięła krótko Marta.
- Więc do zobaczenia! - pożegnała się Lloyd.
Cherry włożyła telefon do kieszeni, uprzednio rozłączając połączenie i spojrzała na Harrego. On delikatnie się uśmiechał, patrząc dziewczynie w oczy.
- Tęskniłem za tobą - wyznał.
- Nie widziałeś mnie tylko dwa tygodnie... Nie pamiętałeś też o urodzinach... - dziewczyna spuściła wzrok, unikając spotkania z zielonymi tęczówkami chłopaka. - Harry co ty tu robisz? - powtórzyła pytanie z przed kilku chwil, podnosząc głowę.
- Uprzedzę twoje kolejne pytanie skąd wiedziałem. Podsłuchałem jak Niall mówił o wszystkim Louisowi... Nie mogłem czekać. I tak przepraszam, że jestem tak późno, ale o niczym wcześniej nie wiedziałem... Nikt nie wiedział... Niall nikomu nic nie mówił... A jestem tu dla ciebie. Potrzebujesz mnie. - powiedział chłopak z pełną szczerością. Marta natychmiast rzuciła się w jego ramiona. Nie wiedziała jak mogła podziękować mu słowami, więc uściskiem, chciała powiedzieć, jak bardzo jest mu wdzięczna.
- A jak trasa? I co u reszty? - spytała, tuląc się do klatki piersiowej Harrego.
- Są zadowoleni i dumni z siebie. W Paryżu fanki były dość dziwne, ale ostatecznie... było niesamowicie. Liam zabrał Danielle na ten ostatni koncert. Zayn wziął Marry, ale nie wiem czemu Loui nie zabrał Ellie. Myślisz, że się posprzeczali? - zastanawiał się.
- Nie mam pojęcia... Całe dwa tygodnie siedzę w domu, z nikim nie miałam kontaktu... Wszyscy mają mnie w czarnej dupie. - powiedziała brzydko i żałośnie.
- Nie mów tak Cherry... Gdzie jest twój brat? - zapytał Styles, zdając sobie sprawę, że prawdopodobnie są sami.
- Nie wiem, nie obchodzi mnie to. Pewnie wyszedł gdzieś z Karoline. - rzekła, utrzymując poprzedni ton. Harry pogładził ją delikatnie po jej blond włosach, które pachniały wanilią. Zamknął oczy i cichutko zaśpiewał Happy Birthday To You.

- Co robisz? - zapytał Zayn, wchodząc do pokoju swojego przyjaciela.
- Przebieram się. A co z tobą? Zaraz wychodzimy do kina. - odpowiedział Liam, zapinając guziki koszuli w kratę.
- Jestem gotowy. Liam... Myślę, że trzeba porozmawiać z Niallem... Dlaczego Cherry tu nie przychodzi? Coś się między nimi stało?  - zaczął się zastanawiać - I gdzie jest Harreh? - dodał, machając ręką.
Payne milczał. Dopiął ostatni guzik w swojej koszuli, założył zegarek i podszedł do drzwi, przy których stał Malik.
- Louis! Co twoje marchewkowe bokserki robią u mnie w szafie?! - krzyknął. Zayn popatrzył na niego jak na dziwaka. Po chwili do pokoju wtargnął Tommo.
- Są tu? Jezu, tyle ich szukałem! - złapał się za głowę, cicho dysząc.
Liam pokręcił głową z uśmiechem i przyłożył palcem do ust. Boo Bear zmarszczył czoło i bezgłośnie zapytał :
- Nie ma ich?
- Cicho, chciałem pogadać. - wytłumaczył Liam szeptem. Malik głucho uderzył się w czoło.
- Zwabiłeś mnie jak zwierzę do klatki. Marchewkowe gacie? Serio Louis? Przecież ty takich nie masz! - Tomlinson również pacnął się w głowę. Usiadł na łóżku i czekał na rozwój sytuacji. Zayn zajął miejsce obok niego. Oboje mieli wyczekujące spojrzenie, skierowane na Liama.
- Więc... Lou. Co wiesz na temat Nialla i Cherry? - zaczął pogadankę Payne
- To, że nie są razem. Już od dwóch tygodni. - wzruszył ramionami Tommo, jakby rozmawiał o żelkach.
Liam i Zayn wymienili szybkie spojrzenia. Dotarło do nich, że prawdopodobnie mieli wpływ na decyzję blondyna.
- A co u Marry? - uśmiechnął się chłopak ubrany w paski do Malika. Pytanie i temat na pewno nie na miejscu... Liam nerwowo o czymś myślał, gryząc kciuk.
- Dobrze, umówiłem się z nią na jutro. - odpowiedział mulat, siląc się na spokój.
- Ona jest inna niż Diana? Oby... - mruknął Louis, unosząc brwi.
- Trzeba pogadać z Niallem. - zadecydował Liam, przerywając rozmowę przyjaciół.

_____________________________________________

Cześć Wisienki ! Co u was? ^^
Tak myślałam, żeby coś jeszcze dopisać, ale... nic już więcej z siebie nie wyciągnę :)
Koniec trasy Up All Night Tour ! 18/12/11 - 02/07/12. 10 krajów, 3 kontynenty, 62 koncerty,  miliony uśmiechów !
I kilka zdjęć :)
O N E D I R E C T I O N UAN Tour
Dziadek, ojciec, syn :)
Rowerki raz, rowerki dwa !
Harry wczoraj.
Bradford Bad Boi Zayn :) 
To jest niesamowite...
I na koniec Nialler!
Ask me about anything.
No. To tyle, jeśli chodzi o linki.
Wolicie narrację 3 czy 1-osobową?
Jak dla mnie szantaże zawsze są bezmyślne, mało inteligentne i głupie i żal mi, że się do tego posuwam, ale jestem w kropce... Więc... następny rozdział dodam dopiero po 4 komentarzach... Od różnych osób oczywiście. Przepraszam, że posuwam się do tak drastycznych metod... Ale nawet nie macie pojęcia, jak łatwiej mi się pisze, jeśli wiem, że mam dla kogo pisać. :)
I dajcie znać, co z twitcamem... proponuję czwartek wieczorem 5 lipca :)
Tyle.
Wiśnia :D

mam taką samą koszulkę jak Niall i się jaram niesamowicie *_*





środa, 27 czerwca 2012

Part 22

 Przeczytaj kilka słów pod rozdziałem :) miłego czytania. :D
 ______________________________________
Chwiejnym krokiem dotarłam do schodów. Przytrzymując się poręczy i Harrego, który trzymał mnie za rękę. Z wielkim trudem włożyłam kluczyk do dziurki i otworzyłam drzwi.
- Wiesz, że mój kolega też zaraz będzie w dziurce? Tak jak ten klucz? - mówił Hazza, machając rękami w powietrzu.
- Styles, zboczeńcu ! Tu jestem, nie machaj tak tymi łapami - podeszłam do niego i złapałam jego dłoń.
Zamknął tyłkiem drzwi i przysunął się do mnie. Odór alkoholu uderzył niemal natychmiast w moje nozdrza, przez co skrzywiłam się nieznacznie. Harold, przez ciemności, nie mógł tego zobaczyć. Jego zielone oczy błyszczały się, odbijając światło ulicznej lampy, które dostawało się do domu, poprzez okno.
Harry zbliżył się do mnie jeszcze bardziej. Złapał za mój policzek i pocierał go kciukiem. Chwilę później jeździł palcami po dolnych partiach mojej szczęki. Naczytał się gdzieś pewnie, że to podnieca.
- To nie zadziała. - szepnęłam
- Jesteś aż tak trudna? - spytał, kładąc rękę na mojej talii, i gwałtownie przyciągając mnie do siebie.
- Jesteśmy nawaleni. Nie powinno być aż tak źle. Postaraj się i tyle. - rzekłam, wzruszając ramionami.
Jedną dłoń położyłam na jego karku, drugą - bawiłam się jego uroczymi loczkami. On uparcie, patrząc mi w oczy, oparł czoło o moją głowę. Przeniósł ręce na moje pośladki i zacisnął je mocno. Nie protestowałam - zapewne przez procenty w mojej krwi. Rewanżując się, delikatnie złapałam go za krocze. Wtedy on, z małym uśmiechem na twarzy, czule musnął moje wargi. Odsunął się na milimetr, sprawdzając moją reakcję. Uśmiechnęłam się błogo. On, już pewniej siebie, ponownie wpił się w moje usta. Pocałunek, z delikatnego i czułego, stawał się coraz bardziej namiętny i zachłanny. Wziął mnie na ręce i kulawym krokiem pijanego bezdomnego doniósł mnie aż do mojej sypialni. Przeszedł z pocałunkami na szyję, kiedy ja zabrałam się za jego pasek u spodni. Po niecałej minucie, on miał na sobie tylko bokserki z napisem ,,Open 24 hours". Ja wciąż miałam na sobie sukienkę.
- Ściągaaamyy ! - zawył Hazza, rozpinając zamek z tyłu i ciągnąc ubranie na dół.
Rzucił sukienkę do tyłu i ogarnął wzrokiem moje ciało.
- Takiego brzucha... To ja nigdy w życiu nie widziałem... Nie wiedziałem, że masz tatuaż. - zauważył
- Długo jeszcze będziesz tak gadał? Pasterka nas zaraz zastanie - zniecierpliwiłam się
- Oh, no tak jasne... - speszył się
Nagle wróciła jego pewność siebie i pchnął mnie na łóżko, obok którego staliśmy wcześniej. Niczym kot przyczłapał między moje nogi. Schylił się i kolejny raz muskał wargami moją szyję i dekolt.
- Co z Niallem? To mój kumpel. Opamiętajmy się... - spoważniał, przerywając czynność
- I ty niby jesteś pijany? Harry Styles ma hamulce przed seksem? Wytłumaczę ci wszystko jutro. - mruknęłam, usiadłam i  oparłam się na rękach.
- Żeby potem nie było do mnie żalu... że jestem porywczy, zajebisty, przystojny, seksowny i nie mogłaś mi się oprzeć...
- Styles, czy ty każdej kobiecie tak marudzisz w łóżku? Najwyżej o tym zapomnimy, a wymówką będzie picie. O to nie trudno. - zmarszczyłam brwi. Westchnął.
- Dobra - uciął krótko i zaczął ściągać bokserki
- No... ujdzie - powiedziałam, patrząc na jego kumpla. Harry uśmiechnął się zadziornie.
- Zaraz zobaczysz co potrafimy - zapowiedział i przeszedł do czynności, którą zlecił sam Bóg Adamowi, kiedy na świecie pojawiła się Ewa.
Czym różnił się seks z Harrym od tego z Niallem? Wszystkim? To chyba dobra odpowiedź. Niall był taki... delikatny. Bał się, że zrobi mi krzywdę. Nie było w tym odrobiny namiętności, czy też,  tej seksualnej pasji. Ale był też taki... beztroski. Błogi. Było w tym pełno zabawy. Niall był typem faceta, przy którym każda kobieta chciała by się budzić. On, z uśmiechem na ustach, obudził by ją słodkim pocałunkiem. Obok taca z przepysznym śniadaniem. Ewentualnie krótka przyśpiewka z gitarą. Taki mentalny spokój. Za to Harry... to całkiem inna bajka. Sprawiał, że czułaś się w pełni kobietą. On za to tryskał męskością. Tworzył dwa różne światy podczas stosunku. Niall tworzył harmonijną jedność. No i... Styles wydawał się jakby bardziej doświadczony. Potrafił rozgrzać cię do czerwoności, kiedy w jakiś sposób uwydatniał twoje atuty. Dodatkowo, miał umięśnione ciało. Nie narzekam na Nialla, ale klata Stylesa o wiele bardziej przyciągała uwagę... Ale czy ja nie wolę chłopaka dużo odbiegającego od ideału?

- Styles, wstawaj! - darłam się, potrząsając jego ramieniem.
Co on tu do cholery robił? Zajrzałam pod kołdrę, podczas gdy on donośnie chrapał. Był... nagi?
- Harry, mam prostownicę! - krzyknęłam
Chłopak otworzył szeroko oczy. Dopiero po krótkiej chwili doszło do niego, że nie jest w swoim pokoju. Podparł się rękami o materac i usiadł. Zatrzepał lokami i spojrzał na mnie, owiniętą w prześcieradło.
- Jestem u ciebie w pokoju? - spytał, a powoli na jego twarzy pojawiało się zdziwienie.
- Tak.
- Jesteś naga?
- Tak.
- Ja też?
- Yep.
- Ee... o kurwa?
- No duża kurwa. Pamiętasz coś? - spytałam.
Jeśli zrobiliśmy to o czym myślę, a szanse na zaprzeczenie są małe, wyrwę sobie chyba wszystkie włosy... Jak mogłam dopuścić do zdrady? To idiotyczne... Czy można choćby pomyśleć o zdradzie osoby, którą kocha się tak mocno? Nie. Zawsze mówiłam nie. Więc co jest nie tak? Dziwna myśl zaświtała mi w głowie... Może ja już go nie kocham?
Od intensywnego myślenia zaczęła boleć mnie głowa... Dobra, nie bijcie, przyznaję się ! Mam po prostu kaca...
- Pamiętam ostatniego drinka. - powiedział Harry, marszcząc czoło. Westchnęłam.
- Chodź. Napijemy się czegoś, zjemy. Może coś wróci - rzekłam z nadzieją, wstając z łóżka.
Szczelnie owinęła się prześcieradłem i ruszyłam w stronę szafy. Harry doskoczył na krawędź łóżka, z refleksem pociągając za końcówkę materiału.
- Styles ! - krzyknęłam.
Mój węzęł był na tyle mocny, że zobaczył tylko sporą część moich pleców. Nic więcej.
- Głowa mnie boli, nie krzycz - marudził - Czekaj. Mam przebłyski...  - mówił powoli.
Odwróciłam się do niego z nadzieją w oczach. Stał przede mną i patrzył się na prześcieradło w miejscu, gdzie był mój brzuch.
- Brzuch to ty masz na prawdę dobrej firmy - rzekł, kiwając głową i nie przestając się gapić.
- A coś więcej? - przewróciłam oczyma.
- Tatuaż. Prawe biodro. Od góry do dołu słowa ,, faith, hope, love, strong, persistence, risk, dreams". - wyrecytował z pamięci
- Harry, nie mówiłam o moim ciele. Tylko co nasze ciała dokładnie robiły i czy to zrobiły. - sprostowałam ze spokojem.
- Nie wiem... Pamiętam tylko to. - spuścił głowę
Westchnęłam i znów ruszyłam w stronę szafy. Wyciągnęłam z niej ubrania i odwróciłam się z zamiarem pójścia do łazienki. Jednak tuż za mną stał Hazza...
- Wiesz, tak pomyślałem... Skoro zobaczyłem kawałek twoich pleców i miałem przebłysk z wczoraj, to może...
- Nawet o tym nie myśl - powiedziałam szybko. - Nie rozbiorę się przed tobą. To idiotyczne - wyminęłam go i wyszłam z pokoju.
- Oh, no Cherry... C'mon ! To nic złego, a przynajmniej dowiesz się, czy byłem dobry. - przekonywał mnie Harreh
- Nie wiadomo, czy w ogóle do czegoś doszło. Nie marudź, nie będziesz oglądał mojego ciała. - powiedziałam stanowczo i zamknęłam drzwi od łazienki.
Usiadłam na wannie, chowając twarz w dłonie. Co jeśli na prawdę to się stało? Te uczucia są tak skomplikowane! Jest Adrian, jest Harry, jest Zayn... i jest lub był Niall. Jak wybrać? Ta męka wyboru śledzi mnie od czasów tajemniczego snu, w którym wybrałam... Zayna. Podniosłam wzrok na mozaikę na ścianie. Może po prostu... potrzebuję trochę czasu. Nie ,,może"... Na pewno. Odpocząć od tego wszystkiego. A tak strzegłam się przed pakowaniem się w One Direction! Bałam się, że jeżeli pozwolę sobie choć na odrobinę szczęścia, to później się już nie podniosę...  Wnieśli tyle kolorów do mojego szarego życia po klęsce z Adrianem... Jednak... teraz znów nastała szarość. Poznaliśmy się, rozmawialiśmy i było pięknie... Ale wtem wzeszło słońce i nastała szara rzeczywistość.

- To co robimy? - spytał Harry, pijąc kawę.
- Idę na uczelnię. - wzruszyłam ramionami
- Tak po prostu? A co z tym wszystkim?
- Ja nic nie pamiętam. A twój przebłysk nie wiele daje. Trzymajmy się wersji, ze nic nie zaszło. A jakby Niall pytał, to w klubie poznałeś jakąś seksowną blondynkę i wiesz co dalej. Zapomnij. I tyle. - mówiłam o tak ważnej sprawie jak o mleku.
- Ale ja nie chcę zapominać... - powiedział cichutko, jednak na tyle, że go usłyszałam.
- Harry...
- I na prawdę poznałem seksowną blondynkę. I też w klubie. Tyle, że we wrześniu. - rzekł już głośniejszym tonem, chwytając moją dłoń, leżącą na stole.
- Harry błagam, nie świruj...
- Wiesz, że nie potrafię żartować - przyznał, spoglądając w moje oczy.
- Kurczę, Harry... to skomplikowane... Niall, ty, Zayn... - oszczędziłam sobie Adriana - Potrzebuję czasu.
- Jasne. Wiesz, ja nie potrzebuję twojej miłości... Ten seks był świetny... Jestem pewien, że oglądałaś Friends with Benefits... Moglibyśmy być takimi przyjaciółmi.
Zatkało mnie teraz... Wzięłam głęboki oddech.
- Po pierwsze : Czyli jednak to zrobiliśmy? Oszuście, gdybym się rozebrałaaa - pogroziłam mu palcem.
- Sorki - uśmiechnął się, ukazując dołeczki w policzkach
- Po drugie : co z Megan?
- Nie wiem... nie znamy się, ale strzeliła w to moje serducho jakąś siłą. Nie wiem, czy mam się starać - kiwnęłam głową
- I trzecie : Nie możemy być takimi przyjaciółmi. Nie z takim końcem. Ale jeśli chodzi ci o seks... Bez zobowiązań. Bez uczuć. Bez związku. Tylko seks?
- Dokładnie. - kiwnął głową, z nieśmiałym uśmiechem.
- Pomyślimy. - ucięłam krótko i wstałam.

Harry wrócił do domu, a ja pojechałam na studia. I tak już byłam spóźniona. Weszłam na salę jak gdyby nigdy nic i usiadłam na swoje miejsce. Rozłożyłam notatniki i z udawaną ciekawością wpatrywałam się w Washfouna. Gdyby nawet tornado przeszło, on i tak nie przerwał by lekcji...
- Cześć - usłyszałam szept obok siebie.
Odwróciłam gwałtownie głowę. Obok mnie siedział chłopak, którego do tej pory nie widziałam na uczelni. Szatyn, szare, przyciągające spojrzenie, wyczucie stylu i uroczy uśmiech. Uścisnęłam dłoń nieznajomego, którą do mnie wyciągnął.
- Cherry. - powiedziałam i zwróciłam wzrok na profesora.
- Dylan.
- Nie widziałem cię tu wcześniej. - zaczął rozmowę
- To samo mogę powiedzieć o tobie. - powiedziałam na co się zaśmiał. Uśmiechnęłam się, wciąż patrząc na Washfouna.
- Jestem tu od miesiąca. Nie całego w sumie.
- A mnie tu miesiąc nie było. - rzekłam, starając się przybrać miły ton głosu.
- Coś się stało? - zaciekawił się
- Byłam w śpiączce. Nic po za tym. A z tobą co?
- Przeprowadziłem się z Chorwacji. Ciągnęło mnie do aktorstwa, tato dostał awans... Skorzystałem. Dlaczego byłaś w śpiączce?
- Długa historia. Ja jestem z Polski. - uśmiechnęłam się i w końcu na niego spojrzałam. Skrobał coś ołówkiem w zeszycie.
- Wiem. Chyba każdy cię tu zna, co? - zwrócił wzrok na mnie. Zmarszczyłam brwi.
- Dlaczego? Jestem normalną studentką z Polski... Nic wielkiego.
- A One Direction? A wygrany casting? Nie czytasz jakichś wiadomości w internecie? Wszędzie o tym trąbili. Że jakaś amatorka pokonała Emmę Watson, Taylor Momsen czy Blake Lively ! - powiedział na tyle głośno, że niektóre głowy odwróciły się w jego stronę. - Sorki. No i cały czas piszą o tym, że jesteś dziewczyną Nialla. To znaczy, że są takie plotki. A co dalej nie wiem. Jakiś miesiąc już na tym nie siedzę.
- A właśnie chciałam cię upomnieć, że nic nie słyszałeś o śpiączce - poklepałam go po ramieniu z szerokim uśmiechem. - No ale... dzięki. Fajnie, że mam takich fanów - dowartościowałam się
- Arogancka? - uniósł brwi w górę
- Nie. Uzdolniona aktorsko - rzekłam krótko, wywołując jego śmiech.

Zajęcia minęły dziwnie szybko... być może dlatego, że dawno na nich nie byłam... Nie ważne. Przed wyjściem z sali Dylan ponownie podjął rozmowę.
- Robisz coś dziś? - spytał, podając mi ostatni notatnik do spakowania
- Nie jestem singielką. - powiedziałam i ruszyłam w stronę wyjścia.
- Spokojnie spokojnie, nie zapędzaj się tak. Wiem, że cię pociągam, ale raczej o przyjaźń mi chodzi. Nie mam tu nikogo... Pomogłabyś mi? - dogonił mnie i pociągnął za bluzkę, zmuszając do odwrotu.
- O... - zmieszałam się. - Jasne, czemu nie...
- Dasz mi swój numer? - spytał, podając mi swój telefon.
Naskrobałam szybciutko numer i spojrzałam na chłopaka. Wycierał ręce o uda... Spocone dłonie? Czym on się tak stresuje? Zauważyłam, że był bardzo wysoki...
- Proszę - oddałam telefon z uśmiechem.
- Panno Cherry, proszę do mnie na sekundkę. - profesor wychylił się z sali.
- Napiszę ci adres i godzinę. - mruknęłam na pożegnanie i ruszyłam w stronę Washfouna.
Chłopak z uśmiechem i kręcąc głową skierował się do wyjścia. Odprowadziłam go wzrokiem z myślą ,, Polubiłam go. Na prawdę".
- Coś się stało? - spytałam staruszka, siedzącego za biurkiem.
- Absolutnie nic. Chciałem tylko zapytać jak się czujesz. Po śpiączce twój organizm może nie być gotowy do grania w tak prestiżowym filmie. - stwierdził profesor. Zrobiłam kwaśną minę.
- Obudziłam się przedwczoraj. Już dziś jestem na studiach i stoję tutaj, przed panem, właśnie w tej chwili. Jak coś może być nie tak?
- Nie masz wahań nastrojów? Nadpobudliwości? Wzmożonej arogancji? - zaczął wymieniać - To wszystko ma powiązanie ze śpiączką. Masz zbyt silne leki i moim zdaniem, powinnaś oddać rolę Cassandrze. - teraz to już przegiął.
- Ten castin wygrałam ja. Nie ona. Ona nawet nie jest statystką. Mój organizm jest w bardzo dobrym stanie i za tydzień stanę przed kamerą i pokażę panu, co to znaczy aktorstwo. Nauczyłam się sama więcej niż był pan w stanie nauczyć mnie. Mam silną osobowość i już teraz mogę panu powiedzieć, że ten film będzie hitem. A ja na tym nie poprzestanę. Zrobię największą aktorską karierę w tym świecie. A wtedy pan będzie żałował, że próbował namówić mnie do zmiany decyzji. - uderzyłam palcem w biurko.
Z wrogą miną zmierzyłam zdziwionego Washfouna i wyszłam. Co za staruszek... Z nerwów zgłodniałam... No dobra i bez tego byłam głodna.

- Cześć Ellie - uśmiechnęłam się do koleżanki
- O cześć! Jak się czujesz? Słyszałam, ze się obudziłaś.  Byłam wczoraj w szpitalu, ale już wyszłaś...
- Masz chwilę? - spytałam, wskazując na stolik.
Zamówiłam tonę jedzenia i usiadłam na wolnym miejscu. Ellie załatwiła sobie zmianę i po chwili dołączyła do mnie.
- Opowiadaj - powiedziała, opierając łokcie o stolik.
- Wiesz, kiedy byłam w tej śpiączce, miałam różne sny... prorocze. Trzy się spełniły, dlatego trochę się boję...
- Mów, co się stało? - powiedziała zatroskanym głosem
- Wiem, że mogę ci ufać. Nie powiesz nikomu, prawda? Nie chcę się z tym zwracać do Karoline...
- Oczywiście, że możesz... No właśnie, dlaczego ja a nie Karoline? - zmarszczyła brwi
- Po kolei. Więc śniłam o 10 różnych sytuacjach. Pierwsza... mała sprzeczka z Niallem. Druga... I tu jest mi okropnie wstyd, bo nie wierzę, że mogłam coś takiego zrobić... - złapałam się za głowę
- Hej, możesz mi powiedzieć. Wyduś to - chwyciła moją rękę, zachęcając uśmiechem
- Zdradziłam Nialla - szepnęłam
- Co zrobiłaś?! - niemal wykrzyknęła
- Ciszej, proszę. Byłam pijana, ja tego nie pamiętam. Ale to właśnie mi się śniło. On to pamięta.
- Kto?
- Harry - powiedziałam cicho
Ellie złapała się za głowę.
- Nie wierzę... - wydukała
- Taa, ja też nie.
- Ok, otrząsnęłam się. Co z trzecim snem? - przetarła twarz i opuściła ręce

- Cześć ! - krzyknęłam, wchodząc do willi chłopców.
Standardowo, z kuchni wyjrzał Niall.
- Cześć - mruknął.
Podeszłam do niego z uśmiechem. Stanęłam na palcach, żeby dać mu buzi, jednak on odwrócił głowę i dostał tylko w policzek... Zmarszczyłam brwi.
- Coś nie tak? - zapytałam.
On w odpowiedzi usiadł na krześle przy stole i gestem zaprosił mnie do uczynienia tego samego. Wciąż ze zmarszczonym czołem i z myślami pełnymi obaw, zrobiłam to o co prosił...
- Musimy porozmawiać - powiedział dość drżącym głosem.
- O czym? - spytałam, trąc dłonie
Niall smutnym wzrokiem spoglądnął na mnie. Zaryzykowałam i spojrzałam w te cholernie niebieskie tęczówki... Były takie piękne... Jednak były smutne, jakby coś strasznego miało się wydarzyć. Przez to traciły trochę uroku.
- Od dawna nad tym myślałem, ale ... w końcu podjąłem decyzję. Musimy się... rozstać... - powiedział powoli, wbijając wzrok w obrus.
W kącikach jego oczu zauważyłam łzy... To samo działo się ze mną. Oprócz tego, że właśnie poczułam, jakby ktoś sztyletem przebił moje serce. Dlaczego? Dlaczego zrywa?
- Mówisz poważnie? - mój głos brzmiał jak jęk zbitego psa
W odpowiedzi kiwnął krótko głową. Schowałam twarz w dłonie. Po chwili były całe mokre od łez. Wzięłam głęboki oddech i ponownie spojrzałam na Horana. Teraz jego oczy wyglądały jak jeden wielki ocean. Były wypełnione słonymi kroplami...
- Nialler... jest inna?
Znów nic nie powiedział. Pokręcił jedynie głową w zaprzeczeniu.
- Co ja tu do cholery robię... - powiedziałam myśl na głos i wstałam.
Niall spojrzał na mnie zdumiony. Nic nie mówiąc po prostu wyszłam...
,,Potrzebuję kogoś do potrzymania za rękę. Zgłaszasz się?" - napisałam do Dylana.
,,Widzisz jak szybko zmieniłaś zdanie co do naszego związku? Kiedy i gdzie?"
Naskrobałam odpowiedź i ruszyłam w stronę domu.

- Gdzie i jaki?
- Na lewej łopatce. Napis ,,Stay strong".

___________________________________________

Cześć ! Jak pod koniec roku szkolnego? :D
Kilka spraw. W ankiecie obecnie wygrywa Niall, a jak widzicie, właśnie się rozstali. BEZ OBAW ! Ankieta ma wyłonić chłopaka Marty NA KONIEC. W środku może dziać się co chce. Mam nadzieję, że załapałyście alzuję.
Rozdział zapowiada, co będzie działo się przez najbliższe 10(? maybe...) rozdziałów.
Mam dla was dwa filmiki. Obydwa, jakimś cudem, zmusiły mnie do płaczu. Pierwszy, może dlatego, że mam świra na punkcie Jacksona :D
One Direction - Man in the mirror
For you, Directioners
No i to. Jeśli nie płakałaś, to albo nie masz serca, albo nie jesteś Directioner. Jakby ktoś wyczaił tytuł piosenki, proszę, daj mi znać.
Do rozpoczęcia nowego bloga coraz bliżej ! #soexicted
Ostatnia sprawa : mam cholerną fazę na twitcama... wuuuw... i chciałabym go zrobić. Ale nie wiem, czy będą chętni, dlatego proszę, napiszcie w komentarzu, czy mogłybyście oglądnąć.
I sprawa łącząca (i nieco egoistyczna) proszę o więcej komentarzy !
No... to chyba tyle ^^
Wiśnia :D


sobota, 23 czerwca 2012

Part 21

NIALL
- Więc nie będzie już żadnych komplikacji?
- Nie. Wszystko jest prawidłowo - rzekł z pewnym spokojem lekarz, odsuwając małą latareczkę od oka Marty.
Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie. Od samego przebudzenia, z jej twarzy nie schodził uśmiech ...
- Jak się czujesz? - spytałem ponownie, kiedy lekarz już wyszedł.
- Pobolewa mnie brzuch, ale... jest dobrze - wzruszyła ramionami
Jej głos w moim mózgu rozbrzmiewał po raz pierwszy, od tak wielu dni... Każda komórka mojego ciała cieszyła się, że jest obok niej... Z pełnym spokojem opadłem na krzesło obok łóżka, cały czas trzymając dłoń Cherry.
- Opowiadajcie co u was ! - ożywiła się, zwracając się do Megan, Harrego, Adriana, Karoline, Pauli i Olafa.
- Martwiliśmy się, przez ten cały czas, więc... chyba nic się nie wydarzyło? - zwróciła się Karoline do pozostałych.
Ci z pomrukiem poparli jej wypowiedź.
- Gram w pierwszym składzie ! - poinformował Olaf
- Na prawdę? W końcu ten debil zauważył, że przyszła gwiazda piłki nożnej siedzi u niego na ławce - prychnęła Marta - W każdym razie, gratuluję - wyszczerzyła się.
- My za trzy dni musimy wrócić - Harry skinął głową na mnie - skończyliśmy trasę po Australii. Jeszcze Chiny, Paryż i jesteśmy w domu.
- Poprzedłużało się trochę? Wydawało mi się, że 9 listopada, mieliście być we Francji. - zmarszczyła brwi Marta.
- Nie, po prostu... W Chinach będzie napięty grafik. - uśmiechnął się Harry.
- Megan, a co słychać w Polsce? - Harry szybko przerzucił głowę na nową znajomą...Cherry przeskakiwała z tematu na temat, jakby była w pełnej sprawności od wielu miesięcy, a nie minut... Nagle, coś zaświtało mi w mózgu... Brawa dla Horana?
- Stara bieda, pracy nie ma. - zaśmiała się brunetka.
Na śmiech Megan, Harold ukazał swoje słodkie dołeczki w uśmiechu. Cały czas badał ją wzrokiem... a ja cały czas przyglądałem się jemu. Adrian milczał. Był zajęty esemesowaniem. Paula zawzięcie szukała czegoś wzrokiem w podłodze...
- Zostawicie nas samych? - spytała Cherry, unosząc moją dłoń wyżej
Wszyscy posłusznie wyszli.. Zdezorientowany, nie spuszczałem z niej spojrzenia.
- Coś...
- Nie, nie. Wszystko w porządku. - przerwała mi, klepiąc dłonią miejsce obok siebie.
Usiadłem tam gdzie wskazała. Natychmiast mnie przytuliła. Odwzajemniłem gest.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że się nie załamałeś. - szepnęła mi do ucha, wzmacniając uścisk.
- Obiecałem. - powiedziałem krótko.
Rozluźniła uścisk i położyła dłonie na moich ramionach. Odsunęła się ode mnie na długość ramion, szybko przecierając, jak się domyśliłem, łzę z policzka.
- Jesteś świetną aktorką. Udajesz przed nimi wszystkimi tyle emocji... - przyznałem. Puściła to mimo uszu.
- Uśmiechnij się proszę. Nie zrobiłeś tego jeszcze ani razu. - powiedziała z lekkim wyrzutem, a jej oczy się zaszkliły.
Chwyciłem jej twarz jedną ręką i głaskałem kciukiem jej gładki policzek. Tak jak prosiła, uśmiechnęłem się, odgarniając włosy z jej czoła.
- Nie tak. Proszę, spójrz mi w oczy - zażyczyła sobie.
Spojrzałem w jej oczy i niemal od razu zatonąłem w jej niebieskich jak ocean tęczówkach. Tak dawno ich nie widziałem... Poczułem delikatne ukucie w sercu.. Czyżby poczucie winy? Zmarszczyłem brwi, zabrałem rękę z jej policzka i wbiłem wzrok w podłogę.
- Niall... Co jest? - spytała zatroskana, kładąc rękę na moich plecach.
- Wiesz, dlaczego tu jesteś? - spytałem, i nie dając jej odpowiedzieć, kontynuowałem - Wiesz, dlaczego byłaś w śpiączce prawie miesiąc? Wiesz, dlaczego nie masz nerki? Wiesz, że teraz twoje życie się zmieni? - mówiłem szybko - Wiesz, kto jest temu wszystkiemu winny? - zapytałem dobitnie i ze złością, zaciskając szczęki.
Do oczu, napłynęły mi słone kropelki. Zamgliły mi źrenice, jednak doskonale widziałem zszokowaną minę Marty. Z grymasem wypisanym na twarzy, powoli kiwała głową.
- Obwiniasz się... - kolejny raz kiwnęła głową.
Prychnęła cicho, zwróciła wzrok na sufit, tym razem kręcąc głową. Odrzuciła kołdrę i objęła kolana.
- Niall, przecież nie chciałeś. To nie było specjalnie. Nie zrobiłeś tego umyślnie, więc dlaczego ja miałabym cię obwiniać? Chorobę nerki miałam od urodzenia, wycięcie, było tylko kwestią czasu. Nie rozumiem ! - na ostatnie dwa słowa, złapała się za głowę, delikatnie ciągnąc włosy.
Położyłem dłoń na jej rękach. Podniosła głowę i wzrok na mnie, a ja przeniosłem swoją rękę na jej kolano. Znów miała zaszklone oczy. Przybliżyłem się do niej, cały czas zerkając w jej tęczówki. Rozluźniła kolana i również nachyliła się w moją stronę. Złapała mój policzek. I kolejny raz, jednak po tak długiej przerwie, nasze usta złączyły się w gorącym i czułym pocałunku... Nigdy nie miałem na nią takiej ochoty jak teraz... Nawet z podkrążonymi oczyma, z potarganymi włosami, w tej szpitalnej piżamie... pociągała mnie tak samo... Pocałunek był tak przyjemny, jak jeszcze nigdy... Myśli nie stanowiły teraz żadnego problemu... na szczęście. Byłem skupiony tylko na niej. Jakbym niedługo miał ją stracić...

HARRY

Siedzieliśmy wszyscy przed salą, na białych, plastikowych krzesełkach. O czym myślałem? O tej cholernej blondynce która dała mi tyle nadziei... A ON cały czas z kimś esemesował... Zmarszczyłem brwi i zacisnąłem wargi...
- Harry... coś nie tak? - Paula, siedząca koło mnie, położyła dłoń na moim ramieniu.
Strzepnąłem ją i wstałem, zaciskając pięści. Nie dość że on, to jeszcze ona musi mnie irytować. Podszedłem nerwowym krokiem do Adriana, rozluźniając pięści i uspakajając minę.
- Możemy pogadać? - niemal warknąłem.
Spojrzał na mnie z dołu, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Tylko oczy... świeciły się, jak zwykle, dziwnie. Wstał i poszedł za mną, kawałek od innych.
- Jesteś z nią? - spytałem, a moja twarz niespodziewanie się napięła
- Z kim? - zapytał zdezorientowany
- Nie udawaj, to żałosne... Jesteś z nią czy nie?! - krzyknąłem
- Harry... Kogo masz na myśli? Na prawdę, nie wiem o co ci chodzi...
- Zgrywasz się. Jesteś z nią. Widziałem was dzisiaj. Na lotnisku. Źle się ukrywaliście. Ona jest moja rozumiesz?! - wrzeszczałem
Adrian kolejny raz zrobił zdumioną minę, co było ostatnim punktem do mojej rozbudzenia wściekłości. Ponownie zacisnąłem pięść i mocno wymierzyłem ją chłopakowi w twarz. Upadł, trzymając się za miejsce uderzenia. Prychnąłem i najzwyczajniej w świecie odszedłem. Zapukałem do sali i wszedłem, nie czekając na odpowiedź.
- Wiem, że chcieliście zostać sami, ale nie wytrzymam tam.
- Siadaj - niemal rozkazała Marta.
Posłusznie usiadłem obok niej. Chwyciła mnie za obie dłonie. Miała takie delikatne ręce... Stop. To dziewczyna Horana. Już ogarniam.
- Mów. Wszystko. - powiedziała powoli i uśmiechnęła się zachęcająco.
- Wierzysz w zakochanie od pierwszego wejrzenia? - spytałem, patrząc na nią z nadzieją.
Wywróciła kilka oczami na wszystkie strony, zabawnie ruszając przy tym ustami.
- Wyłącznie. - powiedziała w końcu
- To znaczy?
- Wiem, że coś takiego istnieje, ale nigdy nie spodziewałam się.. i nie spodziewam, że to spotka właśnie mnie. Takie przypadki - tu zakreśliła cudzysłów w powietrzu - chodzą po ludziach. Ale tak na prawdę, występują raz na milion par. Więc... wierzę - zaśmiała się, podsumowując.
Uśmiechnąłem się do niej, pierwszy raz szczerze, od wielu dni.
- Mam zgadywać? Zasugerowałeś to wzrokiem... - powiedziała, wskazując palcem na moje oko.
Pokiwałem głową. Niall przyglądał się temu z zainteresowaniem. On już wiedział... Po chwili Marta uśmiechnęła się cwaniacko.
- Megan. Jestem pewna.
Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej i powoli pokiwałem głową.
Tak właśnie było. Natrafiłem na tą cholerną miłość. I jeszcze bonus : od pierwszego wejrzenia. Dodatkowy bonus? Była Polką... i byłem pewny, że jest równie wspaniała jak Cherry.
Marta puściła moje dłonie i rzuciła się na mnie z uściskiem.

ZAYN

- Zamawia pan coś? - usłyszałem głos ekspedientki
- Dwa Cheaseburgery, Nuggetsy.. albo nie... hot wingsy, kawę i frytki. - zamówiłem.
Po chwili odebrałem jedzenie i ruszyłem w stronę stolika, przy którym siedzieli Lou i Liam.
- Ile mamy czasu? - spytał Louis Payna
- Jakieś półtorej godziny. - odrzekł bez przekonania.
- Do czego? - spytałem, siadając.
- Dann dziś przylatuje, mówiłem ci - przypomniał mi Daddy, marszcząc czoło.
Ze zrozumieniem pokiwałem głową i zabrałem się za jedzenia. Chłopaki wymienili znaczące spojrzenia. Poczułem wibrację w kieszeni. Zdumiony, bo nikt do mnie ostatnio nie dzwonił, odebrałem połączenie.
- Słucham? - mówiłem z pełną buzią.
- Zayn? Coś ci jest? - spytała Karoline.
Szybko przełknąłem jedzenie i prowadziłem rozmowę dalej.
- Nic, jem. Co z nią?
- Obudziła się. Jakieś dwie godziny temu. - poinformowała
- Jak się czuje? - zapytałem, mając nadzieję tylko na dobre wieści...
- Mówi, że boli ją brzuch, ale jest dobrze. Lekarze powiedzieli, że nie ma i nie powinno być żadnych komplikacji.
Odetchnąłem. Chłopcy patrzyli na mnie znacząco, oczekując, że powiem im kto dzwoni, chociaż i tak się pewnie domyślali. Bezgłosem powiedziałem, że to Karoline.
- Dziękuję... Że cały czas dawałaś mi znać... Powiesz jej o tym?
- Nie. Wkurzyłaby się, wiesz o tym. I wiesz dlaczego Zayn. - mówiła powoli
I znów poczułem coś w środku... poczucie winy? Poczucie, że popełniłem największy błąd w życiu, kolejny raz? To już nie był błąd. To był po prostu zły wybór... Ale Karoline, to kolejna osoba, która mi to przypomniała...
- Wiem. - odpowiedziałem. - A co u ciebie?
- Daję radę... a ty jak się trzymasz?
- Dobrze,w końcu chwila wytchnienia. - uśmiechnąłem się
- Dlaczego nie wróciłeś? - zadała to pytanie, na które raczej nie chciałbym odpowiadać...
- Bo... Marry ma przyjechać.
- Daj mi Liama. Już. - nakazała.
Wiedziała, że zrobię to z niechęcią, więc dodała ostrzejszy ton. Podałem Paynowi telefon.
- Halo? Cześć... Skąd ta myśl? Przecież nic nie kręcę ! Karoline, nie pokłóciliśmy się... Nie wiem dlaczego Niall jest taki przybity, może to go przerosło? Cieszy się, że się obudziła, więc... Co ty mówisz?! To skomplikowane. Marry? Nie wiem jak jest na prawdę... Oh no dobrze ! Udaje i się bawi, to tyle. Dobra, na razie.
Przysłuchiwałem się temu z niemałym zainteresowaniem. Jak ona to wyczuła? Jak mogła się domyśleć, między Liamem i mną a Niallerem coś zaszło?
- Obudziła się? - spytał Loui, kiedy Liam oddał mi telefon
- Tak, wszystko jest dobrze. - odpowiedziałem ze zmarszczonym czołem
Liam spojrzał na mnie znacząco. Nawet niech nie myśli, że wrócę ! Nie teraz... na pewno.
 
*Dzień później* CHERRY

- Żartuje pan? - spytałam rozbawiona
- I tak wiem, że zrobiłabyś to tak czy siak... Tylko pamiętaj, że nie możesz przesadzić. I poźniej przerwa na .. miesiąc. - zagroził mi palcem
- Dziękuję. Za wszystko. Do widzenia ! - podziękowałam i pożegnałam się.
Podeszłam do drzwi wyjściowych i chwyciłam dłoń blondyna. Uśmiechnął się promiennie.
- Wydajesz się aż nad to rozbawiona. Co ci powiedział?
- Muszę oswoić nerkę.. przyzwyczaić ją, że jest teraz sama, bez koleżanki. Kazał mi iść do jakiegoś klubu i... napić się, ale nie za dużo. Muszę też rozruszać nogi - powiedziałam ze śmiechem. Nialler pokiwał głową.
- Gotowa? - spytał
- Na co? - zapytałam zaskoczona
- A... zobaczysz - rzekł tajemniczo i pociągnął mnie w stronę wyjścia.
Co mnie tam czekało? Jeśli to była jego niespodzianka to właśnie zarobił kopa w dupę. Przed szpitalem stało tuzin paparazzich... Oślepił mnie błysk tych cholernych fleszy, tak, że zakręciło mi się w głowie... A, Niall obok, jest się kogo trzymać.
Wsiedliśmy do czarnego vana. Nialler ukradkiem podał kierowcy karteczkę, jak myślę z adresem.
- Widziałam - powiedziałam, uważnie śledząc go wzrokiem.
W odpowiedzi wzruszył tylko ramionami. Uderzyłam go w ramię.
- Ej ! Co jest? - spytał zdezorientowany
- Wiesz, że nienawidzę takiej tajemniczości. - powiedziałam, mrużąc oczy.
- Oj no... chcę ci to w jakiś sposób wynagrodzić, to wszystko. - rzekł niezbyt wymijająco, przewracając oczami.
Odpuściłam... Ale kiedy stanęliśmy na parkingu przed ,moim' parkiem, miałam złe przeczucia. Wysiedliśmy z auta, a Niall bez słowa poprowadził mnie do wejścia. Chwycił mnie za dłoń, a gdy doszedł do największego rozwidlenia alejek, odwrócił się do mnie i powiedział:
- Zasłonię ci oczy. Nie złość s...
- Niall ! Nie dość, że niespodzianka, to jeszcze każesz mi zakrywać oczy! Serio? - przerwałam mu, coraz bardziej się irytując.
- Czemu ty się tak stresujesz od razu? Dobra, tym razem ci odpuszczę. Ale nie odzywasz się, dopóki ci nie pozwolę. - zadecydował
- Niall...
- Powiedziałem coś!
- Zimno mi! - krzyknęłam, śmiejąc się cicho.
Ściągnął fioletową bluzę JW i podał ją mi, kolejny raz przewracając oczami.
- Ostatnio cały czas to ro...
Przerwał mi jednym gestem. Uniósł palec do góry i spojrzał na mnie znaczącym wzrokiem. Podniosłam ręce w geście obronnym. Dobra, dobra, zamykam się... Wybrał ścieżkę, prowadzącą na południe parku... Chwila. Ścieżkę, prowadzącą do...
- Moja górka?! - krzyknęłam, stojąc przed ulubionym miejscem.
- Nie pozwoliłem ci !
Ścisnął mocniej moją dłoń i poprowadził mnie na szczyt. Leżał tam koc, koszyk piknikowy i bezprzewodowe radio. Była też gitara.
Pomógł mi usiąść, a po chwili sam zrobił to samo.
- Teraz możesz - powiedział z uśmiechem.
- Skąd wiedziałeś? - to pierwsze pytanie jakie przyszło mi do głowy.
- Ah, wiesz... zakolegowałem się trochę z Adrianem - uśmiechnął się szerzej
Pokiwałam głową.
- Dobra, pokazuj co tam masz. To szpitalne jedzenie było paskudne !
- Współczuję - rzekł krótko i pocałował mnie w czoło.
Zabraliśmy się za jedzenie. Co to było? Standardowo - kurczak. Czyli moje ulubione danie.
- Naucz mnie czegoś po polsku - poprosił Nialler
- Na przykład? - spytałam, przerzuwając posiłek
- Cokolwiek - wzruszył ramionami.
I przez kolejną godzinę Niall uczył się mówić po polsku. Jako tako mu to wychodziło, ale z irlandzkim akcentem... brzmiało to co najmniej komicznie.
- Kiedy zamierzasz iść do klubu? Czy coś... - spytał, biorąc kęs batona
- Dzisiaj lub jutro. - wykonałam to co on robił dość często - wzruszyłam ramionami
- Nie chcę żebyś tam szła... - powiedział powoli
- Kiedy wyjeżdżacie? Dokładnie? - spytałam, przenosząc wzrok na niego i zmieniając temat.
- Jutro, w nocy... - rzekł smutnym tonem
- Więc... kiedy następnym razem się zobaczymy? - zapytałam, patrząc mu w oczy, które świeciły się niczym gwiazdy.
- 9 listopada mamy być w Paryżu i tak myślałem... Może przyleciałabyś wtedy do nas? To blisko, nie to co Chiny... - mówił wolno
- Na prawdę? Zobaczę ten wielki i prawdopodobnie przereklamowany Paryż? - spytałam, nie dowierzając. Uśmiechnął się promiennie.
- Nie jest przereklamowany, jeśli spędzasz tam czas z kimś, a nie sam na sam. - powiedział i chwycił moją dłoń
- Więc... 9 listopada widzę cię w Paryżu! - zaśmiałam się, wskazując na niego palcem, jednak w środku, coś we mnie umarło... Zapomniał... o moich urodzinach...
Złapał go szybko i pocałował.
- Nie gryź - zarzekłam się
Jak na zawołanie, specjalnie, aczkolwiek delikatnie, zrobił to. Rzuciłam się na niego z łaskotkami.

- Opowiedz mi o swoich marzeniach. - poprosił Nialler.
Wsłuchując się w jego równomierny oddech i bicie serca, zamyśliłam się... O czym teraz tak na prawdę marzę?
- Zawsze myślisz o marzeniach, kiedy dziewczyna leży ci na brzuchu i oglądacie kształty chmur na górce w parku? - spytałam. Zareagował śmiechem.
- Wiesz, to awaryjna sytuacja. Pierwszy raz mi się to zdarzyło... Ale chyba wolę...
- Gwiazdy. - przerwałam mu. - Tak, ja też. Do tego pełnia księżyca.
- Wiesz, jak na 30 października... Niebo jest całkiem ładne - przyznał
- Z tym się zgodzę.
- Więc... co z tymi marzeniami? - powrócił do tematu. Znów się zamyśliłam.
- Jakiś rok czy dwa lata temu powiedziałabym, że chciałabym bym cenioną aktorką. Taką, która potrafi wywoływać każdą emocję na twarzy i w sercu dziecka, nastolatka, dorosłego czy starszych. Dawać ludziom rozrywkę, tego czego pragną i tego czego brakuje im w każdy wieczór. Zasiądą przed telewizor, włączą film i ujrzą tam mnie, a humor od razu im się poprawi. Chciałabym żeby tak było. Teraz to wszystko zaczyna się spełniać.. powoli bo powoli, ale jest. A teraz? O czym marzę? Być kochaną. Przede wszystkim. Żeby każda osoba wokół mnie była szczęśliwa, równie tak jak ja. Tego zawsze mi w życiu brakowało . O czym jeszcze? Zawsze chciałam odwiedzić Dominikanę. Lub jakiś taki.. tropikalny kraj czy coś. - skończyłam i uśmiechnęłam się na myśl o tym wszystkim.
- Ciekawie - przyznał z jakby.. szacunkiem, czy coś.
- A ty co ? O czym marzysz? - spytałam, odwracając głowę w jego stronę.
Jego oczy uważnie śledziły każdy obłok. Zmarszczył brwi i powiedział.
- Chciałbym nigdy nie rozstawać się z zespołem. O to proszę tego pana na górze każdego dnia, chociaż tak na prawdę nie wierzę, że on tam jest. Ale ostatnio... nie możemy się dogadać. Nie wiem co z tego wyniknie. - mówił zmartwiony - I chciałbym mieć własną sieć restauracji - powiedział, błogo mrużąc oczy.
- Nie układa wam się? - zaciekawiłam się
Z zaprzeczeniem pokręcił głową.
- Zbierajmy się. Już prawie 18. - powiedział i wstał. - Najadłaś się?
- Bardzo śmieszne. Ale było bardzo dobre. Dziękuję - powiedziałam, i przytuliłam się do chłopaka.
Odwzajemnił uścisk i pocałował mnie.
- Zapomniałeś, prawda? - spytałam, nagle posmutniając... czemu zdecydowałam się popsuć całą chwilę? Co mną do cholery sterowało?!
- O czym? - odsunął mnie od siebie na długość ramion, które były na mojej szyi. Przewróciłam oczami.
- Nie ważne - mruknęłam, zabrałam telefon z koca i odeszłam.
Dogonił mnie dopiero na rozwidleniu alejek. Stanął przede mną, położył dłonie na moich ramionach i wbił wzrok w ziemię.
- Poczekaj - powiedział powoli. - Wytłumacz mi o co ci chodzi. Proszę.
- Nawet nie proś Nialler. - prychnęłam - Nigdy cię nie ograniczałam. Zawsze, kiedy tylko chciałeś szedłeś na mecz z chłopakami, na piwo czy te inne. Nigdy nie miałam do ciebie pretensji, że nie masz dla mnie czasu. Teraz oni są ważniejsi niż ja. A teraz ty nie pozwalasz mi iść do klubu? Jeszcze po tym, co narozrabiałeś? Nie jest ci głupio choćby prosić, żebym nie szła? Aa... Po prostu daj mi spokój - strzepnęłam jego ręce i ponownie odeszłam.
Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Harrego. Odebrał.
- Idziesz dzisiaj ze mną do jakiegoś klubu. I nie Wrong Way. O 19 u mnie. - powiedziałam i natychmiast się rozłączyłam.
Wsiadłam w taksówkę i pojechałam do domu. Olafa nie było, czyli coś, co jest normą. Zrobiłam sobie górę jedzenia i zasiadłam przed telewizorem. Program tak mnie zmulił, że postanowiłam wziąć prysznic. Głośno śpiewając Starship Nicky Minaj, nie myślałam o niczym. Zawsze orzeźwia, nie ważne o jakiej porze dnia. Wysuszyłam się, ubrałam i te wszystkie inne pierdoły upiększające. Zeszłam na dół, na dźwięk dzwonka do drzwi.
- Cześć - rzekł Harry, szarmancko się uśmiechając.
Odwzajemniłam uśmiech i gestem zaprosiłam go do środka.
- Ślicznie wyglądasz - stwierdził, uśmiechając się jeszcze szerzej.
Narzuciłam marynarkę na plecy i zabrałam klucze z komody, obok której stał.
- Dziękuję.
Przychylił się w moją stronę i delikatnie cmoknął mnie w policzek. Zarumieniłam się lekko.
- Chodźmy.
- A Niall? - spytał, wciąż stojąc w progu.
- Nie idzie - powiedziałam i zamknęłam drzwi.

- Dlaczego zadzwoniłaś po mnie?- spytał, już przed jakimś klubie na przedmieściu.
- Nie chciałeś się trochę pobawić? Podczas wolnego? Nie poznaję cię, podrywaczu Stylesie. - rzekłam, wchodząc do klubu.
Od razu ruszyłam w stronę baru. Harry, jak pies, poszedł za mną. Zamówiłam whiskey i usiadłam na wolnym krzesełku. Harreh, ponownie to powiem, jak pies, usiadł koło mnie. Mój osobisty ochroniarz czy jak?
- Nie tańczysz? Nie podrywasz żadnej? - spytałam, znów zaskoczona.
- Wolę wypić. W Australii, tym bardziej przy Paulu, pewnie by mi się to nie udało - powiedział, swoim wolnym i niskim głosem.
Piliśmy... no dobra, chlaliśmy i to ostro. Z każdym łykiem alkoholu, coraz bardziej kręciło mi się w głowie. Oh, serio, gdybym miała ochotę się pokręcić, poszła bym na karuzelę, do wesołego miasteczka ! Przepraszam, nie kontroluję myśli.
- Marta... powtórzymy nasze pierwsze spotkanie? - spytał Harry i głośno czknął.
- Flirtować ci się zachciało co? - zachichotałam.
Harry nachylił się do mnie i szepnął mi do ucha, głosem podrywacza:
- Ale chodźmy do mnie.
- U ciebie jest Niall. Ja mam wolne. - mówiłam, sama nie wiedząc co to znaczy.
Harold, ponownie dzisiaj, dał mi buziaka w policzek.
Zabraliśmy się z klubu i wsiedliśmy do taksówki, która stała nieopodal.


_________________________________________

Cześć !
Oto numer 21 ! ^^
Narozrabiałam trochę i musiałam zmienić e-mail, co również zmieniło moją nazwę na Bloggerze :< Nie wiem, jak mogę wrócić do pseudonimu !
Ostatnio dostałam jakiegoś olśnienia i pomyślałam... a może zrobić by też drugą część tej historii? Mam już nawet pomysł ^^ Ta część miała by około 45 rozdziałów, a tamta około 25.
Wolelibyście drugą część, całkiem nowe opowiadanie (na które też mam pomysł) czy żebym zniknęła, uciekła i się nie pokazywała z tymi nudami?
Dodatkowa informacja jest taka, że powstaje nowy blog, który piszę, ale z koleżanką :D ku mojej radości - to blogerka, która mnie zainspirowała ! Oh ah uh...
Jak widzę w ankiecie jest remis... nie pozostawiacie mi wyboru, muszę sama zdecydować !
No, ale... pomysły mnie już wyprzedziły, więc jest mi łatwiej.
Zaglądajcie tu. Niedługo pojawią się tam imaginy, które napisałam :D
Ok, kończę.
Co sądzicie? ^^
Wiśnia :D